W damskiej toalecie na dworcu kolejowym na oknie stało nosidełko z niemowlęciem. Gdy dziecko spokojnie spało, nikt nie zwrócił uwagi na to, że nosidełko stoi w tym miejscu. Każda kobieta myślała, że matka dziecka jest w kabinie i zajmuje się swoimi sprawami…
Zamieszanie wzrosło dopiero wtedy, gdy dziecko obudziło się i zaczęło płakać. Ale nawet w tym momencie nie było zbyt wielu czujnych obywateli, a raczej nie było nikogo, z wyjątkiem Klary. Kobieta podeszła do okna i zaczęła dziecko kołysać słowami:
– Mamusiu, pospiesz się, dziecko się martwi!
Kołysane dziecko przestało płakać, a Klara postanowiła poczekać, aż matka wyjdzie. Nie chciała zostawiać go samego. Minęło dziesięć minut, dwadzieścia, ale nikt nie przychodził. Klara postanowiła śledzić zajętość toalet i bacznie obserwowała, kto z odwiedzających wchodził i kto wychodził. Pięć minut wystarczyło, by zorientować się, że w żadnej z kabin toaletowych nie ma zaginionej matki.
Zdała sobie sprawę, że musi zanieść kołyskę do informacji, a oni dadzą znać przez zestaw głośnomówiący o tym, że poszukiwana jest matka. Tylko gdzie jest ta informacja? Klara wzięła dziecko i poszła jej szukać. Według znaków udało jej się dość szybko dotrzeć do obsługi.
– Witam! Proszę powitać gościa, znalazłam go w toalecie.
– Kobieto, czy Ty ukradłaś dziecko i przyniosłaś je do nas?
Przystojny, wąsaty mężczyzna po trzydziestce starał się być zabawny.
– Broń Boże, powiem jak to się stało…
Klara opowiedziała szefowi obsługi wszystko, co wydarzyło się w łazience, w drobnych szczegółach, a na końcu dodała poważnie:
– Jak Pan myśli: przez przypadek zapomniała czy zrobiła to celowo?
Wąsaty mężczyzna nie oderwał wzroku od Klary, łapał każde słowo, ale było jasne, że myślał o czymś innym…
– Jak masz na imię, zbawicielko dzieci?
– Klara. Nie odpowiedział Pan na moje pytanie!
– Klaro, zadzwonimy na policję, oni zbadają sprawę i dadzą Ci odpowiedź… Czy masz własne dzieci?
– Nie, nie mam męża… A co to ma do rzeczy?
– Co to ma do rzeczy? Absolutnie wszystko. Nie czujesz tego? Jedno z nas musi zmienić pieluchę. A zatem oboje jesteśmy niedoświadczeni. Ja też nie mam dzieci… jeszcze.
– Tak, masz rację, dziecko śmierdzi. Szkoda tylko, że nie mam czystej pieluchy.
Wąsaty mężczyzna, tak na marginesie, nazywał się Antoni, zaproponował, żeby Klara poszła z nim na spacer do sklepu po drugiej stronie drogi od dworca. Poszli: Antoni niósł dziecko i lekko objął kobietę w pasie. Był to pierwszy spacer w przyszłość szczęśliwej pary, ale to już inna historia. Wróćmy do dziecka w kołysce.
Podczas gdy Antoni i Klara przewijali, karmili i pielęgnowali dziecko, patrol policji szukał matki, która porzuciła je w toalecie. Pierwszą rzeczą, jaką zrobili, było przejrzenie kamer monitoringu, co pomogło im stworzyć przybliżony portret podejrzanej. Następnie nakazano sprawdzić wszystkie ostatnio odjeżdżające pociągi.
Podobna kobieta przejechała jedną stację i wysiadła, mimo że jej bilet był opłacony na dłuższy odcinek. Podejrzana została zatrzymana dopiero następnego dnia. Okazało się, że jest to nieletnia mieszkanka jednego z pobliskich miast. Została porzucona przez swojego chłopaka, ojca dziecka. Nie chciała sama wychowywać dziecka, więc wymyśliła taki plan.
Dziewczyna, z jakiegoś powodu, myślała, że nigdy nie zostanie odnaleziona.
– Cóż, jest tu dużo ludzi, myślałam, że się zgubię… Nie pomyślałam o kamerach…
Oczywiście dziecko matce nie zostało zwrócone. Prawa rodzicielskie za takie przewinienia odbierane są bardzo szybko, a co więcej, wnoszone są również za ten czyn oskarżenia. Los dziecka rozstrzygnął się – zostało w rękach tego, kto go znalazł. Klara i Antoni zdecydowali, że po prostu muszą adoptować dziecko, które sprawiło, że się poznali.



