Żona bujała pranie zamiast dziecka.

Ta historia w naszej rodzinie będzie przekazywana z pokolenia na pokolenie, aż stanie się legendą.

– Ale my mieliśmy dziwną prababcię, która…!

Mój syn miał wtedy cztery miesiące. Początek lipca był upalny, więc dopiero późnym wieczorem w mieszkaniu zrobiło się nieco chłodniej.

Kilka godzin wcześniej odwiedziła nas masażystka, doświadczona kobieta z doskonałymi referencjami. Arturek próbował się od niej odczołgać jak gąsienica, ale jej nieustępliwe ręce wcześnie go złapały. Mruknął: „Ała”.

W końcu nadszedł wieczór, a wraz z nim albo kolka, albo przyszłe zęby zaczęły o sobie przypominać. Mój syn był niegrzeczny, a moja żona próbowała go kołysać. Udało jej się. Arturek zasnął i został wtulony w swój kocyk.

Gdy tylko zamknąłem oczy, zobaczyłem mojego marudzącego syna stojącego przy naszej kanapie. Pierwsza myśl: „Nauczył się chodzić!”, sprawiła, że się obudziłem. Kiedy z trudem otworzyłem oczy, zobaczyłem ciemną sylwetkę na tle okna, kołyszącą małe, skomlące zawiniątko. Wszystko zgodnie z planem.

– Chodź teraz Ty! – zaspana żona natychmiast schowała się pod kołdrę. Wygląda na to, że przy cichym „aaa-aaa” udało jej się uspokoić syna. Po 20 minutach w ramionach matki Arturek całkowicie zasnął, a moja żona w ślad za nim. Poszedłem za jej przykładem. Zdarzyło się to kilka razy w ciągu nocy.

Gdzieś w środku nocy…

Widoczna przez okno pełnia księżyca wydawała się mistyczna i niebezpieczna. Ale jeszcze bardziej mistyczna była kołysząca się sylwetka mojej żony. Stała oparta o ścianę i mruczała cicho: „Mmm-mmm-aaaa” i kołysała swojego syna.

Przyjrzałem się uważnie. Jej ramiona były puste, dziecko spało słodko w swoim łóżeczku, a żona nadal stała pod ścianą z zamkniętymi oczami, zaciskając dłonie. Księżyc wciąż świecił, po skórze przebiegł mi dreszcz.

– Co Ty robisz? – szepnąłem z łóżka.

Moja żona otworzyła oczy, rozejrzała się. Podeszła bezszelestnie do łóżka, położyła się obok mnie i wyszeptała:

– Nawet nie pamiętam, jak go kładłam. Czas do łóżka! – Potem zamknęła oczy i natychmiast zasnęła. Przez resztę nocy to ja usypiałem syna, na szczęście tylko kilka razy. Ta noc była prawdopodobnie jedną z najbardziej niespokojnych i niepokojących nocy, jakie miałem.

W tym samym miesiącu…

Podobna historia wydarzyła się po południu. Żona położyła synka do łóżeczka na drugą drzemkę, a sama poszła do łazienki wyjąć pranie. Telewizor był włączony i jakiś program sprawił, że zasnęła przed ekranem. Nadal trzymała w rękach czyste ubranka dla dziecka.

Nagle przebudzone i kwilące dziecko uświadomiło jej, że stoi przed telewizorem i kołysze ubranka. Proces kołysania był tak zautomatyzowany, że na stałe wrył się w jej umysł.

Wieczorem z uśmiechem wspominaliśmy te zdarzenia. Udawałem, że wszystko rozumiem i dobrze się bawię, ale w powietrzu wciąż unosiło się pytanie: „Co będzie najpierw: dziecko dorośnie czy my zwariujemy?

P.s. Jak na razie trzymamy się tam. A może… Wiecie, jak to mówią: „Nigdy nie dowiesz się, kiedy zacznie się Twoja schizofrenia”.

P.s.s. Nie bierzcie sobie do serca tego, co czytacie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć + osiemnaście =

Żona bujała pranie zamiast dziecka.