To zabawne zdarzenie miało miejsce, gdy urodziło się nasze dziecko.
Przez pierwszy miesiąc lekarz przychodził do nas co tydzień. Musiałam wyjechać w interesach, więc nakarmiłam dziecko, owinęłam je i wyszłam.
Owszem, ktoś pewnie powie, że owijanie nie jest konieczne, ale inaczej mój mąż nie zostałby z nowonarodzonym synkiem.
To takie maleństwo, aż strach dotykać go rękoma w obawie, że się je złamie – powtarzał.
W każdym razie, zawinęłam go w kołdrę i wyszłam, musiałam pędzić do pracy, żeby podrzucić jakieś dokumenty i napisać oświadczenie.
Dziecko spało spokojnie, tata z błogim uśmiechem siedział na kanapie, choć co jakiś czas niespokojnie podskakiwał i sprawdzał, czy syn śpi.
Ta idylla trwała pół godziny, a potem zadzwonił dzwonek do drzwi – to lekarz przyszedł na rutynową kontrolę.
Oczywiście lekarz nie czekał, aż dziecko się obudzi i zażądał zaprowadzenia go do pokoju dziecka od razu.
– Można go później ukołysać, to nic wielkiego – powiedział.
Z ciężkim sercem mąż zaczął odwijać pieluszkę, starając się robić wszystko ostrożnie, na wszelki wypadek, żeby się nie obudził.
Lekarz szybko obejrzał mojego syna, osłuchał go i zaczął wychodzić.
– Wszystko jest w normie, rośnie adekwatnie do swojego wieku, policzki jakby się pojawiły, to znaczy, że przybiera na wadze, za tydzień dojdzie do miesiąca, wtedy proszę przyjść do naszej przychodni, tam go zważymy i zmierzymy – powiedział lekarz stojąc w drzwiach.
Młody ojciec przytaknął zgodnie, z niepokojem wsłuchując się w ciszę panującą w pokoju.
„Może jeszcze trochę pośpi” – pomyślał.
Drzwi zamknęły się za lekarzem i wtedy rozległ się płacz dziecka.
Ojciec wpadł do pokoju i zamarł na miejscu – dziecko leżało na kocyku jedynie w pieluszce.
– Jak ja Cię dorwę – przyrzekł rodzic i pospiesznie wyszedł za drzwi.
Kiedy otworzył drzwi do mieszkania, zobaczył, że winda już się zamykała.
Nacisnął przycisk, ale winda jechała już w dół.
Mąż pospiesznie zbiegł po schodach.
Pan doktor właśnie wychodził z klatki schodowej, kiedy młody ojciec złapał go za łokieć.
– Stój – powiedział, łapiąc oddech. – Wracaj na górę i spakuj je tak, jak było.
Lekarz musiał pójść i pomóc mojemu mężowi ukołysać synka.
Teraz nasz synek ma 5 lat i żartujemy sobie z tego epizodu z naszego życia, a pan doktor, kiedy przychodzimy do przychodni, zawsze się uśmiecha i nazywa naszego tatę sprinterem.



