Na pewno naprawdę rządzi nami los. Tego dnia sprawy nie potoczyły się tak, jak zwykle. Budzik nie zadzwonił, a następnie przed wyjściem zdałam sobie sprawę, że zapomniałam zakręcić wodę w kranie. Dalej obok mnie po prostu przeleciał mój autobus i postanowiłam złapać jakiś samochód.
Zatrzymał się piękny SUV, coś mnie w nim zmieszało, ale pokornie nie mając wyboru wsiadłam do środka. Powiedziałam, gdzie jadę. Wydawało mi się, że mój kierowca mnie nie zrozumiał i powtórzyłam, dodając do moich słów punkt orientacyjny, który wszyscy dokładnie znali w mieście.
Kierowca cały czas milczał, a kiedy przyjechaliśmy, próbowałam dać pieniądze, ale pokiwał głową w milczeniu, dając do zrozumienia, że nie trzeba. Wieczorem już o nim zapomniałam.
Praca mnie męczyła, więc z trudem czekałam na wieczór i wróciłam do domu. Ale kiedy wychodziłem, zobaczyłam ten sam samochód i obok niego kierowcę, który mnie wiózł. Wręczył mi bukiet kwiatów i notatkę: „Cześć, jestem Paweł. Jestem głuchoniemym, ale bardzo dobrym facetem. Poznajmy się” . Nie mogłam zrozumieć, czy to żart, dopisał na kartce: „Mogę czytać po ustach”.
Odwróciłam się i poszłam nie biorąc bukietu. Jeśli to żart, to nie jest zabawny, a jeśli to prawda, to nie potrzebuję takiego związku.
Chociaż oczywiście naprawdę chciałam być w końcu w związku- byłam sama przez długi czas, ale w tym momencie z jakiegoś powodu byłam bardzo zdezorientowana.
Następnego dnia znów na mnie czekał, a potem znowu, dwa tygodnie później poddałam się. Podeszłam i powiedziałam, że zgadzam się na wyjście do kawiarni.
Okazało się, że Paweł jest naprawdę świetnym facetem. Mówiłam, że patrzył uważnie na moją twarz, czytając słowa po ustach – na początku mnie to zawstydziło, ale potem się przyzwyczaiłam. Odpowiedź wpisał szybko na smartfonie.
Cztery miesiące, w których się spotykaliśmy, były najszczęśliwsze. W wolnym czasie uczyłam się języka migowego. Oczywiście czasami byłam bardzo poirytowana, ale udało mi się. Niebawem Paweł oświadczył mi się. Zgodziłam się wyjść za niego za mąż.
Poznanie rodziców było bardzo trudne. Mama źle przyjęła zarówno jego, jak i wiadomość o ślubie. Kiedy moja matka i ja zostałyśmy same-zaczęła mnie zniechęcać do mojego wybranka. Opowiadała, jak trudno będzie mu komunikować się w firmie, jak trudno będzie pomagać dzieciom itp. Dla mnie jego problem to tylko drobiazg, nie wpłynęło to na nasze życie, na moje uczucia, ale dla nich było to po prostu nie do przyjęcia.
Niedługo później pobraliśmy się. Z mojej strony przyszło tylko kilku przyjaciół, rodzice nie przyszli na mój ślub-powiedzieli, że ich zawiodłam.
Moje życie wcale nie różni się od tego, czym było wcześniej. Firma jest czasami wymagająca, a nasi przyjaciele nie rozumieją języka migowego i długo czekają, aż mąż przekaże im jakąś wiadomość. Oczywiście staram się tłumaczyć znajomym co mąż pokazuje.
Jesteśmy małżeństwem od ośmiu lat-nasz siedmioletni syn doskonale zna język migowy i komunikuje się z ojcem. Nie ma problemów ze słuchem i mową. Dopiero kilka lat po urodzeniu wnuka mama zaczęła się z nami komunikować i odwiedzać nas, ale widzę, że do tej pory niezręcznie rozmawia z mężem.
Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej.



