Jakiś czas temu jechałam metrem, wracając z pracy gdy do wagonu weszła matka z dwójką dzieci. Chłopcy mieli prawdopodobnie około ośmiu lat, nosili szkolne plecaki. Kilku dorosłych natychmiast wstało ze swoich miejsc by ustąpić dzieciom miejsca. Dzieciom a nie ich matce lub może nawet babci bo kobieta wyglądała na około pięćdziesiąt lat.
Strasznie dziwie było mi patrzeć jak kobiety i mężczyźni w okolicach czterdziestki ustępują miejsca siedzące małym dzieciom, które spokojnie mogłyby stać. Szczególnie, że ich opiekunka, widocznie zmęczona, wciąż musiała pozostać na nogach, jej nikt nie zapytał czy miałaby chęć usiąść.
Opiekunka chłopców była dość staromodnie ubrana – długi płaszcz i buty na grubym obcasie, włosy sztywno ułożone a na głowie wełniany beret, dlatego właśnie zastanawiałam się czy nie jest to ich babcia.
Pamiętam, że gdy ja byłam dzieckiem zachowanie ludzi wyglądało wręcz odwrotnie. To dzieci i młodzież zrywały się z miejsc by wpuścić na nie starsze osoby. Niewiarygodne jak to się zmieniło. W dodatku dwaj chłopcy pozwalali by starsze kobiety oddawały im swoje miejsca, jacy mężczyźni z nich wyrosną?
Ci „mali bogowie” nie okazali nawet żadnej wdzięczności. Po prostu zajęli siedzenia i wyciągnęli telefony. Byli widocznie zbyt „zmęczeni” by na stojąco wytrwać dwa przestanki, które mieli do przejechania.
To był bardzo przykry widok – matka dzieci stojąca w pobliżu, trzymając dużą torbę z zakupami i dzieci zbyt zajęte swoim światem by pomyśleć o niej. Kiedy dojechali do swojej stacji chłopcy nawet nie podnieśli oczu znad telefonów, dopiero głos ich matki „Chłopcy!” sprawił, że z niezadowolonymi minami podnieśli się z miejsc i ruszyli w kierunku wyjścia.



