Tak się złożyło, że w naszym bloku mieszka też kolega z klasy naszego syna – Dominik. Chłopiec jest bardzo wesoły i żywiołowy, uroczy ale jednocześnie dość przebiegły i sprytny. Ogólnie rzecz biorąc dość mocno przyzwyczaił się do bywania w naszym domu – kiedy zapomniał co zostało zadane w szkole łatwiej było mu zejść do nas niż dzwonić, wpadał też gdy kilka razy zapomniał kluczy do mieszkania, a dodatkowo lubi również odwiedzać nas bez okazji i uprzedzenia – by się czegoś napić czy też porozmawiać z naszym synem.
Najwięcej wizyt miało miejsce wieczorami – w okolicach dwudziestej pierwszej lub nawet później! W porządku, i tak nie spaliśmy wtedy jeszcze ale dziwiło mnie, że jego mama pozwala mu tak późno wychodzić z domu. Przecież to jeszcze dziecko i mogło mu się coś stać, a dodatkowo nie powinno składać się innym wizyt o takiej porze.
Tego wieczora szykowaliśmy się powoli do pójścia spać, a nasz syn mył właśnie zęby. Właśnie wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Zaglądam przez wizjer i widzę matkę Dominika. Szczerze mówiąc nienawidzę wizyt niezapowiedzianych, a tak kobieta miała przecież mój numer ale pomyślałam – „dobrze, otworzę, w końcu nie śpimy, a coś mogło się stać”.
Otwieram drzwi i widzę, że moja sąsiadka jest wyraźnie wściekła, od razu, bez zaproszenia przekroczyła próg i zaczęła krzyczeć do mojego syna:
– Chodź tu natychmiast!
Widziałam zaskoczenie na twarzy mojego syna i od razu spróbowałam dowiedzieć się o co właściwie chodzi. Okazało się, że nasze dzieci wspólnie wykonały jakiś napis w windzie i zostały na tym przyłapane. Oczywiście – jest to coś złego ale przecież nikt od tego nie zginął! Sprawa na spokojnie mogła poczekać do rana!
W dodatku wściekła kobieta nie przestawała krzyczeć na moje dziecko:
– To wszystko Twoja wina! Ty go do tego zmusiłeś, a mój Dominik z pewnością nie chciał zrobić nic złego! Jesteś okropnym, niegrzecznym dzieckiem!
Słuchałam zaskoczona tych okropnych słów po czym zapytałam:
– Ile lat ma Twój syn?
– Dwanaście. – odpowiedziała wyraźnie zaskoczona pytaniem
– O, tak się składa, że mój także ma dwanaście! Jak Twoim zdaniem zmusił Dominika do współpracy? Związał go? Przymusił siłą? – widziałam, że moje słowa wytrąciły ją lekko z równowagi więc postanowiłam kontynuować – Po co właściwie przyszłaś do nas o tej porze? Chciałaś udowodnić, że nasze dziecko jest złe, a Twoje święte?
– Obdzwoniłam już znajomych i poznałam całą listę przewinień Twojego dziecka – sikanie na krzaki, kłótnie z innymi dziećmi! – odparła bezczelnie
– Dobrze, jutro obaj chłopcy wyczyszczą windę. Chcesz coś jeszcze? – postanowiłam zakończyć tę jałową dyskusję w myślach przepędzając ją mniej kulturalnymi słowami
Oczywiście porozmawiałam o tym z synem i pomógł on w czyszczeniu swojego dzieła. Będzie miał porządną nauczkę na przyszłość ale z tej sytuacji mamy jedną korzyść – Dominik przestał nas odwiedzać, szczególnie o tak późnych porach.



