Moje pierwsze małżeństwo rozpadło się z powodu teściowej. Ta kobieta tak bardzo mnie nie lubiła, że zrobiła wszystko, byśmy się rozeszli. Został ze mną wtedy nasz dwuletni syn. Mój pierwszy mąż nie był zły, po prostu był zbyt zależny od swojej mamy. Kiedy się rozstaliśmy, natychmiast wyjechał za granicę, aby nie widzieć ani mnie, ani dziecka.
Pomimo faktu, że moja była teściowa i ja mieszkamy w tej samej wiosce, nie szuka spotkań z wnukiem, raczej ich unika. Nie mogę zrozumieć tej kobiety – jak to możliwe, a co najważniejsze, za co? Ale nie zwracam uwagi na tę sytuację, kilka lat temu ożeniłam się ponownie, spotykając godnego mężczyznę.
Z drugą teściową miałam szczęście. Jest inteligentną kobietą, taktowną, stara się nie ingerować w nasze sprawy i zna ramy komunikacji, których nie można przekroczyć. Świetnie się dogadujemy, uwielbiam zapraszać ją w odwiedziny do nas, kilka razy zabraliśmy ją ze sobą na wakacje nad morzem. Ogólnie mamy całkiem dobre relacje.
Niestety mieszkała w innym mieście, 100 kilometrów od nas. Czas mijał. Teściowa niestety nie była młoda i coraz częściej mówiła o tym, że chciałaby się do nas bliżej przenieść. Bardzo podobała jej się nasza wieś, nawet dom już sobie znalazła.
Perspektywa przeniesienia się teściowej do nas bardzo mnie niepokoiła. Mój syn dorastał, od dawna jestem przyzwyczajona do radzenia sobie z nim sama. W ogrodzie też nie potrzebuję pomocy, mam tam kilka krzeseł, kwiaty i altankę. Więc nie potrzebowałam pomocy teściowej.
A najbardziej bolesne jest to, że mąż ma siostrę w innym mieście. Kiedyś okazało się, że miała tam po rodzicach zapisane dwa mieszkania. Teściowa z czasem planowała zamieszkać bliżej niej, ale siostra i jej mąż sprzedali oba te mieszkania w celu budowy domu. Teściowa jest za to na nich obrażona.
Chociaż siostra oferuje jej przeprowadzkę do ich domu, teściowa nie chce. Mówi: „Chcę mieć swój kąt”. A z zięciem nie ma zbyt dobrego kontaktu. Krótko mówiąc, teściowa sprzedała swoje mieszkanie i przeprowadziła się do naszej wioski, kupując dom w pobliżu mnie.
Po przeżyciu pierwszego negatywnego doświadczenia z jakiegoś powodu uważałam, że dosyć nierealistyczne jest utrzymywanie normalnych relacji z teściową mieszkającą w pobliżu, ale czas pokazał, że się myliłam. Druga teściowa jest złotą kobietą, wcale mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, pomaga, co może. Tak, a mojego syna kocha jak swojego rodzonego wnuka.
W zeszłym roku w święta syn poszedł z przyjaciółmi, aby kolędować, a jego babcia nawet nie otworzyła furtki, syn był bardzo zdenerwowany i smutny. Na szczęście moja druga teściowa przyjęła kolędników, a nawet hojnie ich obdarowała.
Tak bywa w życiu, każda osoba jest inna.



