Kolejny konflikt „ojciec i dziecko” pojawił się przed prawnikami podczas naszych bezpośrednich konsultacji.
Wiktoria G, lat 67, z Gdyni, która ma poważny konflikt z synem, poprosiła o pomoc.
Oto jej relacja z tej sytuacji w pierwszej osobie. Niektóre informacje zostały zmienione w celu ochrony poufności.
***
Mój syn został wychowany i wykształcony. Co mogliśmy zrobić jeszcze?
Jesteśmy prostą rodziną. Nie biedni, ale też nie zamożni. Całe życie pracowałam w urzędach i po upadku firmy, w której pracował mój mąż, znacznie pogorszył się nasz budżet. Mąż szukał zarobku wszędzie, pracował jako kierowca i mechanik, a nawet jako zastępca kierownika służb komunalnych (ma zresztą wyższe wykształcenie). Nie zarobiliśmy milionów, ale odłożyliśmy trochę pieniędzy i żyliśmy skromnie, ale wystarczająco.
Mój mąż miał zapewnione mieszkanie z pracy: 2-pokojowe.
Na początku lat 2000 kupiliśmy jednopokojowe mieszkanie. Początkowo planowaliśmy przekazać je synowi (urodził się w 1992 roku), jednak gdy przeszliśmy na emeryturę – postanowiliśmy zostawić je dla siebie.
W końcu sami na to zapracowaliśmy.
Mój syn nie był podobny do nas pod względem charakteru. Nie miał skłonności do uczciwej pracy, od najmłodszych lat szukał łatwych, przygodnych sposobów zarobkowania. Może tego nauczyła go firma (były tam dzieci biznesmenów), a może szkoła i ulica.
Będąc jeszcze w liceum zaczął kupować używane komputery, przebudowywać je, konfigurować i sprzedawać po wyższej cenie. Czasami dwa razy więcej! Kiedyś oszukiwał (jak mi się wydawało) praktycznie wszystkich, którzy nic nie rozumieli.
Następnie robił to samo z motocyklami i motorowerami. Jego przyjaciel pomagał mu od strony technicznej, a syn zajmował się „marketingiem”.
Dostał się na studia inżynierskie, na Wydział Budownictwa. Nie przepadał za budownictwem, ale dziekan był naszym znajomym i mój mąż namawiał go, żeby spróbował. Niestety, nauka szła mu bardzo ciężko.
Ciągłe długi, porażki, niezdane egzaminy. Był zajęty robieniem wszystkiego poza nauką. Sprzedał coś, zrobił kilka stron internetowych i sprzedawał z nich towary. Chwalił się, dumny z tego, że latarki, zegarki, portfele kupował za 50 złotych, a sprzedawał je dwa razy drożej, za 100 zł.
– Synu, to jest oszustwo! To jest oszustwo! – żałowałam, wstydziłam się go.
– To jest biznes, mamo. Jest popyt – sprzedaję – mruknął. – Nie chcę pracować do 50 roku życia w jakiejś ruderze za mieszkanie.
Jego ojciec miał mu to za złe. Cały czas się kłócili, ale w końcu syn przeniósł się do akademika, choć mieszkał tylko 2 km od uczelni.
Na ostatnim roku prawie go wyrzucili – nasz krewny nie był już dziekanem – tylko jakimś cudem udało mu się uniknąć konsekwencji.
Po studiach nigdzie nie pracował. Zgodziliśmy się na zatrudnienie go w przedsiębiorstwie komunalnym, ale pracował tylko dwa tygodnie.
Przeklinał szefów, rzucił swoje wypowiedzenie na oczach wszystkich i nawet nie przyszedł po świadectwo pracy. Powiedział nam, że za te pieniądze… „powinien chodzić tam raz w tygodniu na herbatę, a nie słuchać pouczeń”.
Pensja 2 000 zł po studiach to dla dzisiejszej młodzieży za mało. Oni chcą 10 000 zł na raz!
W 2015 roku, tuż po ukończeniu studiów i pół roku po zwolnieniu z pracy, poprosił nas o pieniądze. Nawet nie o pożyczkę… Nie potrafił dokładnie powiedzieć, po co mu one, mówiąc, że musi kupić coś, na czym będzie mógł „zarobić”.
Suma była poważna – 7 tysięcy. Mieliśmy oszczędności, ale jego ojciec był temu stanowczo przeciwny. Chcieliśmy, żeby stał się mężczyzną, a nie naciągaczem! Czy miał trudny czas? Mówiliśmy mu „Wyjedź i zarób trochę pieniędzy! Uważasz nas za nieudaczników, to dlaczego tu jesteś?”.
– Z tych 7 tys. w rok zarobię 100 tys.! A Ty utrzymujesz to na poziomie 5%… nie wstyd Ci za siebie? – odparł mój syn. – Biorę je na własną odpowiedzialność lub na podstawie umowy. Jak coś, to sprzedam mieszkanie.
Mój syn miał jednopokojowe mieszkanie, które rok temu podarowała mu ciotka. Byli sobie dość bliscy, pomagał jej, a ona widziała w nim niemal syna – jej dziecko odeszło z tego świata 11 lat temu na skutek choroby.
– Tak, śmiało, sprzedaj mieszkanie. Zainwestujesz pieniądze, splajtujesz i co wtedy zrobisz? – ojciec parsknął śmiechem. – Nie dostanie ode mnie żadnych pieniędzy, musisz sam je zarobić. Wiedz, że tylko ciężka praca przynosi godne wynagrodzenie.
Może i zostałoby to zapomniane, ale pół roku później mój mąż pożyczył szwagrowi 6 tys. Zrobił coś złego w pracy (prowadził organizację), został obciążony odszkodowaniem i groziły mu zarzuty karne. Syn był oburzony! Jak to możliwe? Jemu nie chcieli dać pieniędzy, ale dla szwagra znalazły się od razu.
Los zażartował…
A potem wszystko było jak w kiepskim filmie. Mój mąż zachorował na raka, potem ja wpadłam w kłopoty. Reszta oszczędności szybko się rozpłynęła. Mamy III grupę inwalidzką, mój mąż teraz ledwo może się poruszać.
Z kolei mój syn nie wydawał się potrzebować pieniędzy – kupił nawet w 2019 roku kolejną kawalerkę, do której się wprowadził, a starą wynajmował.
Musiałam często do niego chodzić, czy to po pieniądze, czy po pomoc fizyczną. A potem nastąpił nawrót choroby – potrzeba było 25 tys. na skomplikowane leczenie.
Mój syn zaśmiał się cynicznie.
– Bądźmy szczerzy. Moim zdaniem, nie mam nic do zaoferowania. A raczej nie z tego, co mi daliście! Zarobiłem to wszystko na własną rękę. Jak powiedziałeś, ojcze, ile jestem wart? Jestem dużo wart. Jestem skłonny pomóc, jestem skłonny zapłacić, ale potrzebuję gwarancji. Mieszkanie, które masz, oddasz dla mnie. Dam Ci pieniądze, ale Ty płacisz czynsz sam. Pamiętasz, Twój szwagier dostał od Ciebie pieniądze, ale nie zwrócił ani grosza z powrotem, prawda, tato? Ja musiałem zaciągnąć pożyczkę na 40% odsetek. Nic się nie stało, wziąłem, oddałem, nie splajtowałem i to bez twojej „pomocy”…
Nawet nie wiedziałam, że mój syn wziął od kogoś pieniądze! Rzeczywiście, mój mąż zagroził kiedyś, że jeśli mój syn będzie się tak zachowywał, to nie zobaczy niczego od rodziców, a bez nich jest nie wart nic. A teraz syn był „lustrzanym odbiciem”…
Skończyło się na bójce. Syn wrócił do domu, a my z bolącym sercem i kryzysem nadciśnieniowym u małżonka pojechaliśmy na pogotowie….
Co robić?! Mąż krzyczy, żeby wystąpić o alimenty, ale znajomi mówią, że nie ma szans – mamy emeryturę. Jestem gotowa zgodzić się na jego warunki, ale mój mąż jest zraniony…
Komentarz prawnika
Perspektywa odzyskania alimentów w przypadku posiadania drugiego mieszkania na wynajem jest nie tylko niejasna – jest ona w zasadzie niemożliwa. Ponadto wysokość Państwa emerytury znacznie przekracza koszty utrzymania.
Można próbować odzyskać dodatkowe koszty, jeśli są ku temu podstawy, ale jest to równie mało prawdopodobne.
Problem leży tu bardziej na płaszczyźnie stosunków międzyludzkich. Albo zgodzi się Pani na warunki syna, albo sprzeda drugie mieszkanie i zajmie się własnymi problemami.
Po uzgodnieniu wszystkich warunków z synem, lepiej zwrócić się do prawnika, aby sporządził odpowiednią umowę renty.



