Moja teściowa uważa, że ma prawo nachodzić moją rodzinę, kiedy tylko jest to dla niej wygodne.
Mój jednoroczny syn był przyzwyczajony do rutyny i jeśli nie był kładziony do łóżka o tej samej porze, czyli o 20.15, proces usypiania go mógł zająć kolejne dwie godziny.
Nie było sensu tłumaczyć tego teściowej. Ostatnio wyrobiła sobie nawyk przychodzenia w odwiedziny właśnie o tej porze.
„Bo to z pracy” – wyjaśniła. Przez dokładnie dwadzieścia minut okazywała miłość swojemu wnukowi: gruchała, podrzucała i pocieszała dziecko, a ja po jej wyjściu jeszcze długo męczyłam się z wrzeszczącym synem.
Tego wieczoru położyłam syna do łóżka w ten sam sposób. Mój mąż i ja cieszyliśmy się na myśl o obejrzeniu nowego filmu, aż nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. W progu stała moja teściowa.
Powiedzieć, że nie byłam szczęśliwa, to mało powiedzieć. Dziecko ząbkowało i dodatkowo bolał je brzuszek, a my cieszyliśmy się każdą godziną ciszy.
Wzięłam się w garść. To jej własny wnuk, nie mogę zabraniać jej kontaktu. Wpadłam na genialny plan!
Zrobiłam niezadowoloną minę i złapałam się ręką za policzek:
– Matko, jaka Ty jesteś punktualna! Tak bardzo boli mnie ząb i boję się iść sama w nocy do dentysty, pobaw się trochę z dzieckiem, zaraz zaśnie – moja twarz odzwierciedlała całą udrękę piekła.
Mojemu mężowi, który nic nie rozumiał, kazałam się pospieszyć i szybko opuściliśmy mieszkanie.
– Jaki ząb? Co się dzieje? – zapytał mąż.
– Do diabła z dentystą, idziemy do klubu! I wyłącz telefon! – rozkazałam.
Wróciliśmy około dwunastej, żeby mama zdążyła na autobus. Dziecko drzemało w łóżeczku, obok niego piętrzyła się sterta brudnych pieluch i śpioszków.
Butelki, zabawki i inne przedmioty były porozrzucane po pokoju w artystycznym nieładzie.
.
Teściowa spała siedząc na krześle z głową na stole. Okulary zsunęły się jej z nosa, resztki makijażu beznadziejnie rozmazały się na policzkach. Jej nowa spódnica miała na sobie wielką mokrą plamę.
Od tamtego momentu, rzadziej nas odwiedzała, zwłaszcza wieczorami.



