Życie czasami przynosi takie niespodzianki i zwroty akcji, których nie zobaczysz w żadnym filmie. Nieświadomie musieliśmy być świadkami jednego z takich dramatów życiowych, które rozwinęły się w ścianach naszego szpitala.
Pewnego dnia poznaliśmy Roksanę – grzeczną cichą kobietę, najbardziej bała się komuś przeszkadzać .
A po około trzech godzinach karetka przywiozła Marię – spektakularną blondynkę, która nie spokorniała nawet w trakcie ciąży.
Maria została umieszczona w tej samej sali, w której Roksana już leżała. Wyraz twarzy obu przyszłych matek zmienił się przy wejściu Marii do sali i to przykuło naszą uwagę, ale nie było czasu, aby dowiedzieć się, o co chodzi – Roksana zaczęła rodzić.
Urodziła cudowną zdrową dziewczynę, jak dwie krople wody podobna do swojej matki – lekarze dziecięcy zbadali dziecko i dali mamie. Kiedy w sali została tylko Roksana, zapytałam ją, czy zna Marię. Roksana westchnęła i cicho odpowiedziała:
Tak, to kochanka mojego męża. Wybaczyłam mężowi, ale dziecko jest jego.
W międzyczasie urodziła Maria. Tylko jej chłopiec był bardzo słaby, nie oddychał i został zabrany na oddział intensywnej terapii dla dzieci.
Dziecko będzie poddawane długotrwałemu leczeniu i nie mniej długotrwałej rehabilitacji. Niestety jego matka zdecydowała, że nie potrzebuje tego i po prostu porzuciła syna.
Kiedy Roksana się o tym dowiedziała, bez wahania powiedziała, że ona i jej mąż zabierają chłopca do domu – nie może być mowy o żadnym sierocińcu, tym bardziej, że znamy ojca. A chłopiec, jakby poczuł, że ktoś go potrzebuje, jego stan szybko zaczął się poprawiać.
Spojrzałam na tę sytuację i pomyślałam: co myślą sobie mężczyźni robiąc takie rzeczy?



