Pracowałem u niego tylko 5 dni, zatrudnił mnie jako głównego kierownika jednego z jego małych sklepów. Miałem krótką przerwę i wyszedłem na zewnątrz, żeby zadzwonić do żony.
Kłóciliśmy się, ponieważ po przeprowadzce nie mieliśmy żadnych oszczędności, a moja sześciomiesięczna córka potrzebowała kaszki dla dzieci.
Najwyraźniej szef wyszedł ze mną, żeby zapalić i usłyszał o moim problemie, że potrzebuję benzyny do pracy, dziecko potrzebuje kaszy, a my nie mieliśmy pieniędzy na jedno lub drugie. Szef nic nie powiedział, ale później tego samego dnia poprosił mnie o samochód, żeby pojechać do miasta. Powiedziałem mu, że nie mam benzyny, a on powiedział, że zatankuje.
Kiedy wrócił, na tylnym siedzeniu znajdowało się 5 dużych pojemników z kaszą, pełny zbiornik benzyny i 500 złotych na konsoli środkowej. Powiedział mi, żebym uważał to za premię za zatrudnienie, a jeśli to nie wystarczy, żebym mu to powiedział, a on zajmie się wszystkim i tak długo, jak pracuję dla niego, ta oferta jest zawsze aktualna.
Po raz pierwszy pracuję dla małej prywatnej firmy (tylko 10 pracowników) i jestem absolutnie zadowolony z pracy.



