Siedziałam przy mamie w szpitalu. W pobliżu leżała staruszka, w wieku około 90 lat. Przyszedł do niej mąż, który miał już wyraźne problemy z chodzeniem, szczupły jak jego żona.
Wyciąga proste jedzenie, które sam ugotował z postrzępionej sowieckiej siatki: starte jabłko w słoiku, ugotowany kurczak, pokruszony na niewielkie kawałki, aby było wygodniej go przeżuwać.
Niemalże cały czas milczą.
Mężczyzna siedział zwinięty na krześle obok i czule trzymał jej dłoń. Wiedział, że jeśli ją puści, to odejdzie już na zawsze…
I pomyślałem sobie, dlaczego ludzie młodzi, pełni siły i zdrowia, powstrzymują się od wzajemnego traktowania się z miłością i szacunkiem? Dlaczego tak zaniedbują swoje związki?
W końcu przyjdzie czas i będzie trzeba stawić czoła starości i bezradności.
Jakże istotne jest, aby mieć bliską osobę w pobliżu, bratnią duszę, która do ostatnich chwil, z ostatnich sił, będzie trzymać cię za rękę, bojąc się puścić…



