– Patrzę czasem na inne kobiety, które mają dorosłe córki i jestem strasznie zazdrosna! – mówi Pani Tamara, emerytka ze Szczecina – Córki dzwonią do nich regularnie, rozmawiają o życiu i wnukach, wpadają z dziećmi w odwiedziny. Te kobiety nie mają kiedy się nudzić. Moja sąsiadka, przykładowo, ma dwie córki i ona znajduje się w samy centrum życia ich rodzin. Sąsiadka odwiedza dom córki, opiekuje się wnukami, chodzi z nimi na wycieczki, zabiera do siebie na weekendy, a gdy potrzebuje w czymś pomocy to zięć zjawia się natychmiast!
– Pani Tamaro, a co u Pani jest nie tak?
– Mam syna! Pamiętam jak moja babcia martwiła się, że urodziłam synka zamiast córki. Mawiała – „Syn będzie z Tobą do znalezienia sobie żony, a córka zostanie aż do samego końca.”. Wtedy się z tego śmiałam i mówiłam babci, że uważam, że nie jest to kwestia płci, a raczej tego, jak wychowamy nasze dzieci. Jeśli włożymy w to serce, to z pewnością nie zostawią nas w przyszłości. – wyjaśnia kobieta – A teraz na własnym doświadczeniu poznaję, że moja babcia miała rację. Syn jest dzieckiem innych ludzi, my się nim tylko opiekujemy aż nie dołączy do rodziny swojej przyszłej żony! Wtedy możemy już się z nim pożegnać na dobre.
– Tamaro ale przecież wszystko wydaje się być dobrze. Masz wspaniałego syna – jest dobry, mądry, wykształcony…
– Och, ale na co mi to teraz? Mój syn niedawno się ożenił. Początkowo byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa bo dziewczyna – Pola – jest inteligentna, miła, dobrze wychowana, a w dodatku studiowała już na ostatnim roku. Mimo, że żywiłam dużo sympatii do mojej synowej to po dwóch latach pokłóciłyśmy się w końcu. Poczułam się jakby mój syn mnie zdradził – nie miał już zupełnie czasu żeby chociaż mnie odwiedzić kiedy, w tym samym momencie, odwiedzał swoją teściową i był gotów pomóc jej we wszystkim. Syn także się na mnie obraził. Jestem właścicielką małego mieszkania – jednopokojowego, które kupiłam jako zabezpieczenie na emeryturę. Wynajmuję je, a pieniądze, które z tego dostaję wykorzystuję na swoje utrzymanie. Okazuje się jednak, że mój syn był przekonany, że udostępnię jemu i żonie to mieszkanie na czas, gdy będą odkładali na własne.
– Czyli poprosił Cię o to mieszkanie?
– Cóż, nie bezpośrednio. Po prostu zgodnie ze słowami Panny Młodej i jej rodziny był urażony. Postanowiłem wtedy wziąć go na rozmowę i wyciągnąć z niego prawdę. Byłam w szoku, że syn miał takie wymagania względem mnie, w końcu rodzina jego żony nie pomagała im ani finansowo ani mieszkaniowo, dlaczego zatem oczekiwali tego ode mnie! W dodatku nie rozumiałam czemu rodzinie mojej synowej nikt nie czynił wyrzutów kiedy ja stałam się czarną owcą w tym stadzie, odrzuconą i niepotrzebną! Wtedy właśnie postanowiłam nie przekazywać im żadnego mieszkania. Wiedziałam, że skoro prezentują tak roszczeniową postawę to chętnie mieszkanie wypożyczą ale na zwrot pewnie nie miałabym już co liczyć!
– Myślałam o tej sytuacji bardzo długo. – wyznaje Pola, synowa Pani Tamary – Nie rozumiem niestety zachowania mojej teściowej. Jest wiecznie niezadowolona! Z każdym drobiazgiem czy usterką w jej mieszkaniu wydzwania nieustannie do mojego męża, żądając by przyjechał natychmiast! A przecież on ma pracę, rodzinę i nie zawsze ma czas by jechać na drugi koniec miasta w środku tygodnia do matki, która nie potrafi uruchomić pliku na komputerze! Może zawsze poprosić sąsiada lub jakiegoś specjalistę! Moja mama gdy ma problem czeka na weekend, gdy możemy do niej wpaść albo dzwoni po fachowca. Przecież Tamara nie jest starą kobietą, jest w kwiecie wieku i fantastycznie sobie radzi!
Jak to wygląda w rzeczywistości? Czy młode rodziny rzeczywiście są budowane wokół Panny Młodej i jej rodziny? A może jest to tylko powiedzenie nie mające potwierdzenia w rzeczywistości?
Co myślisz o takich sytuacjach? Czy zgadzasz się z tytułowym stwierdzeniem „syn do momentu znalezienia sobie żony, a córka do samego końca”?



