W gabinecie psychologa pojawia się nowa dziewczyna, którą w pierwszej chwili pomyliłam ją z chłopcem – krótka fryzura na jeża, bezkształtne spodnie dresowe, szara, rozciągnięta bluza.
Dziecko płacze, wpadając w ramiona kierownika:
– Dlaczego mnie tu przywieźli, chcę wrócić do domu, do mojej matki.
– Codziennie tańczymy, rysujemy, śpiewamy, chodzimy na wycieczki: do kina, do teatru lalek, do zoo. Spodoba Ci się tutaj! A na podwieczorek dziś serniczki w czekoladzie.
Tosia nigdy w życiu nie widziała sernika ani czekoladowych cukierków. W ciągu swoich siedmiu lat dziecko nigdy nie uczestniczyło w żadnej imprezie rozrywkowej, nie wiedziało, że obchodzi się urodziny, nie miało własnych zabawek ani książek. Rodzice dziewczyny są alkoholikami z długą przeszłością. Opiekunowie, którzy przybyli do mieszkania na wezwanie sąsiadów, znaleźli matkę Tosi, Lucynę, śpiącą na podłodze wśród pustych butelek.
– Dziecko żyło w niehigienicznych warunkach i nie znało podstawowych zasad czystości. Matka i ojciec nie sprawowali należytej opieki nad dzieckiem, zaniedbując swoje obowiązki rodzicielskie, w związku z czym pojawiła się kwestia pozbawienia ich praw rodzicielskich. Sąd zdecydował o umieszczeniu dziewczynki w domu dziecka – mówi kierownik biura.
Tymczasem jesteśmy świadkami smutnej sceny: dziewczynka nie rozumie, dlaczego została oddzielona od rodziców i przywieziona tutaj. Chce swoją mamę, nie chce żadnych zabawek, żadnych słodyczy, żadnego zoo. Chce być w domu – w brudnym, cuchnącym oparami alkoholu mieszkaniu, obok ludzi nie najtrzeźwiejszych i bardzo obojętnych, ale tak bliskich.
Tosia zwierza się psychologowi, że pamięta swój domowy numer telefonu i prosi ją, by zadzwoniła. Psycholog jest zniechęcona, powiedziała, że to mało prawdopodobne, że jej rodzice odbiorą, ale Tosia upiera się i po raz kolejny wydaje się ledwo powstrzymać łzy. Pozwolono jej zadzwonić, litując się nad dzieckiem. W słuchawce słyszymy długi dźwięk dzwonka, ale Tosia nie jest tego świadoma. Zasłaniając słuchawkę ręką, zaczyna improwizować co powie w trakcie rozmowy.
– Arek, cześć. Jak się masz? U mnie też dobrze. Kiedy przyjedziesz po mnie? Jeszcze nie możesz? Mm. Jak się miewa mama? Co ona robi? Powiedz jej, żeby po mnie przyjechała. Naprawdę mi jej brakuje. Powiedz jej to. Powiedz jej, żeby przyjechała po mnie dzisiaj. Jak się masz? Tak bardzo za Tobą tęsknię!
Trwa wciąż długi dźwięk dzwonka w telefonie. Nie da się patrzeć na tę dziewczynkę bez łez.
Jak zapewne wiecie, jeśli spełnione są pewne warunki, sąd może rozpatrzyć sprawę o przywrócenie praw rodzicielskich i podjąć pozytywną decyzję o powrocie dziecka. Wymaga to pozytywnej zmiany w zachowaniu rodziców, wyjścia z nałogu alkoholowego, podjęcia przez rodzica decyzji o uczestniczeniu w wychowaniu dzieci, całkowitej zmiany zachowania wobec dziecka. I co najważniejsze – jeśli rodzice chcą odwiedzać dziecko w domu dziecka, nic nie stoi na przeszkodzie, aby to robili.
W czasie pobytu Tosi w sierocińcu, rodzice odwiedzili ją tylko raz, osiem miesięcy po tym, jak została zabrana z domu. Przynieśli jej kremowe ciastko. Poklepali ją po głowie, pocałowali, skrytykowali też bluzę, którą dziecko miało na sobie: „Co Ty masz na sobie, to jest brzydkie”. Spojrzeli przychylnie na pokój, do którego Tosia wciągnęła ich za ramiona, jednak obojętnie patrzyli na jej rysunki i rękodzieła. Następnie udali się do stołówki na herbatę i ciasto. Przez cały czas na twarzy Tosi malowało się nieme pytanie, którego nie miała odwagi zadać na głos: „Zabierzecie mnie do domu?”
Dopiero gdy matka z westchnieniem powiedziała:
– No tak, jest już późno, pójdziemy z tatą do domu, a Ty zjesz ciastko – nadzieja ustąpiła miejsca smutkowi, czyste oczy wyblakły.
Myślę, że tak już zostanie do końca życia – smutno, bez radości. Nie wiem, Tosiu, czy kiedykolwiek nauczysz się ufać dorosłym. Czy kiedykolwiek założysz własną rodzinę? Pokochasz swoje dzieci? Będziesz umiała być dla nich prawdziwą matką? Mam szczerą nadzieję, że trafisz do dobrego domu, który będzie potrafił ogrzać Twoją zimną duszę i zasiać miłość w Twoim małym serduszku.
Ile jest jeszcze takich sierot w Polsce, które mają żyjących rodziców? Według bezwzględnych statystyk niewiele sierot to te, które trafiły do sierocińca z powodu śmierci rodziców. Pozostała większa część, to sieroty społeczne, czyli dzieci, których rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich. Pomyślcie o tych przerażających liczbach! Ta liczba sierot jest porównywalna z okresem wojny! Kiedy skończy się znęcanie nad najbardziej bezbronnymi istotami – dziećmi? Jak uruchomić instynkt macierzyński i ojcowski u rodziców alkoholików?
Jak uważacie? Jesteśmy w stanie cokolwiek zmienić w obecnej sytuacji?



