Poznałem piękną dziewczynę, która ma syna. Zaczęli żyć razem, ale nie chcę inwestować w czyjeś dziecko. Ani wysiłku, ani pieniędzy. Chcę swojego. Czyż nie mam racji? Jej dziecko ma biologicznego ojca, niech go utrzymuje. Moi rodzice się ze mną zgadzają, ale moja ukochana nie.
Zacznijmy od początku. Niedawno zasugerowałem mojej dziewczynie, żebyśmy zamieszkali razem. Mieliśmy dość poważny związek. Tak bardzo chcę być dla niej wsparciem i naprawdę bardzo ją kocham.
W naszym związku wszystko jest w porządku, z wyjątkiem jednego niuansu. Moja ukochana ma dziecko od innego mężczyzny, ale przed przeprowadzką do mnie postawiłem jej tylko jeden warunek: „mieszkamy razem, ale to dziecko nigdy nie będzie moje”.
Stworzyłem wszystkie warunki do wygodnego życia jej syna. Przydzieliłem chłopcu pokój, który wcześniej wyremontowałem.
Wszystko było takie piękne. W końcu moja ukochana była w pobliżu, mogłem ją przytulić i pocałować kiedy tylko chciałem. No, dopóki jej syn nie przybiegł do pokoju nam poprzeszkadzać.
Starałem się nie zwracać na niego zbytniej uwagi i szedłem zrobić sobie kawę. Dla mnie to obcy chłopiec, którego niestety nie mogę zaakceptować. Ostatnio zauważyłem, że w związku z ukochaną nie mamy już takiej pasji i pragnienia, jak kiedyś.
Myślę, że to wszystko dlatego, że stara się zwracać większą uwagę na syna niż na mnie. Ale kobieta mówi, że muszę adoptować jej syna, jeśli chcę z nią dalej żyć.
Czy wszystkie nasze uczucia mogą zostać przekreślone przez nieporozumienie z powodu tego chłopca? Czy będę musiał się tak dostosowywać przez całe życie? Nie jestem pewien, czy tego dokładnie chcę od życia…
Co mam zrobić w takim przypadku?



