Chciałem napisać kilka słów o dobrych ludziach, a jednocześnie poprosić ich o przebaczenie, że źle na początku o nich pomyślałem.
Razem z żoną i córką pojechaliśmy w odwiedziny do teściowej, która mieszka w innym mieście niż my. Pojechaliśmy do niej autobusem. W drodze poznaliśmy innych współpasażerów – Marię i Sergiusza. Rozmawialiśmy miło, więc wymieniliśmy się numerami telefonów. Mieliśmy przesiadkę w mieście, w którym mieszkali nasi nowi przyjaciele. Wysiedliśmy, a do kolejnego autobusu mieliśmy jeszcze mnóstwo czasu. Chodziliśmy po mieście, zjedliśmy lody, a gdy wróciliśmy na dworzec autobusowy, nasza 6-letnia córka poczuła się nagle bardzo źle. Co mieliśmy robić? Wezwaliśmy karetkę i pojechaliśmy do szpitala. Tam zbadano Zosię i przepisano jej leki, które musieliśmy wykupić. Szybko poszliśmy do apteki, ale żona nie miała portfela w torebce (ostatni raz miała go w ręku w trakcie kupowania lodów).
Sytuacja była naprawdę niewesoła. I wtedy, wyobraźcie sobie, wydarzył się pierwszy cud – mili farmaceuci widząc moją żonę rozpłakaną dali nam za darmo wszystkie niezbędne leki. Co prawda leków było niewiele, ale i tak nie mieliśmy za co ich kupić.
Chwilę potem wszyscy się trochę uspokoiliśmy, zaczęliśmy analizować sytuację i zdecydowaliśmy, że portfel ukradli nasi nowi znajomi, Maria i Sergiusz. Na szczęście mieliśmy zapisany do nich numer telefonu, dlatego postanowiliśmy do nich zadzwonić, chociaż mieliśmy nadzieję, że to nie oni stoją za kradzieżą portfela. Nie odbierali, więc poszliśmy zgłosić kradzież. Oczywiście nadzieje na odzyskanie naszej własności nie były wielkie, ale mimo wszystko postanowiliśmy z tym iść gdzie trzeba. Nagle jednak na mój telefon zaczął dzwonić jakiś nieznany numer. Podniosłem słuchawkę, a po drugiej stronie był Sergiusz. Okazuje się, że moja żona zapisując do nich numer najpierw zapisała go na kartce, dopiero potem na telefonie. Kiedy przepisała numer na telefon, karteczkę włożyła do portfela i przypadkowo upuściła portfel podczas wkładania go do torebki, który wpadł pod siedzenie autobusu. Kierowca podczas sprzątania kabiny znalazł go i zadzwonił pod numer telefonu zapisany na karteczce, czyli do nich. Niestety nie odebrali od razu ani od nas, ani od niego, bo zanim dotarli do domu, ich telefon się rozładował, ale kiedy tylko go podładowali natychmiast do mnie oddzwonił. Spotkaliśmy się, poszliśmy razem na dworzec autobusowy i odebraliśmy od kierowcy portfel. Wszystkie pieniądze były w środku, a ja oczywiście z radością podziękowałem zarówno kierowcy autobusu, jak i nowym znajomym. Nasi nowi przyjaciele gdy dowiedzieli się, że Zosia jest chora, pozwolili nam u siebie przenocować i odpocząć przed dalszą podróżą.
Młodsza córka nie może mi wybaczyć tego, że wyszłam po raz drugi za mąż
Najdziwniejsze w tej historii jest to, że żaden z pozostałych pasażerów ani kierowca nie wziął pieniędzy z portfela. To przecież takie proste – wziąć pieniądze, a pusty portfel wyrzucić. Wszyscy okazali się uczciwi i zrobili to, co było trudniejsze – pomogli i byli uczciwie. Dziękuję im za to i niech Bóg ich błogosławi!
Nie powiedzieliśmy Sergiuszowi i Marii, że podejrzewaliśmy ich o kradzież, ale wstyd mi do dziś. Jeśli to przeczytają, składamy im najszczersze przeprosiny. W naszym psim życiu jest tak mało dobrych ludzi, że zawsze przygotowujemy się na najgorsze i często myślimy o ludziach gorzej, niż na to zasługują.



