Przerwa na lunch już dobiegała końca. Przyspieszyłam swój krok, aby przyjść do pracy na czas i nie zauważyłam obok kobiety, która mnie goniła.
– To tak, jakbyś uciekała ode mnie. Ja szybciej, ty też, zaśmiała się, kaszląc.
– Przepraszam, nie widziałam cię, bo się spieszę, nie chcę się spóźnić do pracy, dlatego przyspieszyłam – tłumaczyłam, zawstydzona. – A właściwie to zawsze chodzę, nie zauważając nikogo. Wszystko jest przemyślane. Już wiele osób o tym mówiło – powiedziałam, takie wymówki.
Okazało się, że to była Asia, moja znajoma, której nie widziałam chyba od ósmego roku życia. Spytała mnie jak żyję.
– Nic się nie zmieniło. Dzieci dorastają.
– A mąż?
– Mężczyzna jak mężczyzna to nic specjalnego.
– A ja się rozwodzę.
– Dlaczego? Masz dzieci, prawda? – zdziwiłam się.
– Osiem lat walczyłam o szczęście, a wszystko na próżno. Mężczyzny nic nie naprawi, jak mówią ludzie.
Asia zmarszczyła brwi. Jej oczy przygasły, jakby zgasły. Mocno opuściła głowę i kontynuowała swoją smutną narrację.
Nie rozpoznał swojego pierwszego dziecka. Wiedziałam, że ma kochankę, ale nigdy nie poruszałam tego tematu, ponieważ kochałam go bezgranicznie. Na początku było tak, jakby wszystko było w porządku, a potem zaczął mnie zdradzać. Wracał rano do domu, czasami w ogóle nie wracał, otwarcie woził kochanki w samochodzie. Dałam dzieciom całą moją miłość. Dwie córki, jak dwie przepiórki, jak malowane. A Olek przyjdzie pijany o północy, a potem śpi do obiadu. My, podobnie jak te myszy, chodzimy po domu cicho, aby go nie obudzić. Zawsze wszystko jest posprzątane, ugotowane i wyprane. Dawałam mu wszystko, co najlepsze, a on ze mnie szydził, śmiał się, że jestem blada. Mam niedokrwistość, jaka mam być.
– Oj, długo go tolerowałaś! – wyrwało mi się.
– Znosiłam – kontynuowała Asia.
Zobaczyłam, jak łzy lśnią na jej oczach.
Kiedyś przeczytałam w gazecie, że gdy kobieta znosi mężczyznę, to on wybiera ją za ofiarę, a poniżając i uciskając tworzy dramatyczny krąg. Tylko silna kobieta może to przerwać. Że wpadłam w taki krąg, uświadomiłam sobie dopiero teraz, a wcześniej kierowałam się powszechnie znaną zasadą, że o szczęście trzeba walczyć. Prosiłam go, modliłam się i upokorzyłam, biegając za jego kochankami. Nawet zadzwoniłam sama, powiedziałam, że Olek jest żonaty, ma dwoje dzieci, a ona tylko się ze mnie śmiała – kontynuowała kobieta.
Przez chwilę milczałam i w końcu dodałam:
– Od dwóch miesięcy go nie ma, na wieś do rodziców pojechał. Dzieci pytają, gdzie jest tata, a ja nie wiem, co im powiedzieć. Ostatnio na rynku spotkali się oko w oko, dzieci rzuciły się w jego stronę, a on uciekł. Jak trędowaty, czy to tata?
– Uspokój się. Odcięłaś tę część swojego życia, na tym kropka. Niech ci szczęście sprzyja i niech Bóg cię chroni ze swoimi dziećmi. Jeszcze spotkasz swoje szczęście!
– Nie wiem. Moje serce jeszcze nie jest na miejscu. Myślę, że przyjdzie prosić o przebaczenie.



