O modzie wśród dziewczynek na wspólne nocowanie.

Moja córka Paulina ma osiem lat. W tamtym momencie, w jej szkole, panowała moda na na wspólne nocowanie koleżanek. W końcu padła kolej na naszą rodzinę.

Najpierw Paulina odwiedziła swoją najlepszą przyjaciółkę Iwonę. W zasadzie Paulina jest dzieckiem bezproblemowym – nie ma alergii, specyficznych wymagań żywieniowych. Chętnie zjada wszystko, choć w niewielkich ilościach. Generalnie nie sprawia trudności ani pod kątem zachowania ani zdrowia.

Razem z mężem zawieźliśmy Paulinę o osiemnastej. Miała ze sobą swoją małą walizkę, do której spakowała kosmetyki, piżamę, ręcznik, bieliznę oraz ubrania na zmianę. Dodaliśmy też jeden zestaw zapasowy, gdyby zdarzył się jakiś wypadek. Nauczeni doświadczeniem nie zapomnieliśmy też o prześcieradle nieprzemakalnym. Córce podobne incydenty już się nie zdarzały ale woleliśmy przygotować ją każdą ewentualność.

Z rodzicami Iwony skontaktowaliśmy się jeszcze tego samego wieczora, kontrolnie, kolejnego dnia rano oraz w okolicach południa. Kolejnego dnia o czternastej pojechaliśmy po córkę. Wszystko przebiegło bez problemów, wróciła zadowolona.

Tydzień później nadszedł czas na rewanż. Iwona przyjechała do nas w sobotę około godziny jedenastej. Jej mama zapewniała nas, że nie będzie z nią żadnych problemów i że dziewczynka nie ma żadnych specjalnych wymagań co do jedzenia czy kwestii zdrowotnych. Rodzice Iwony mieli nie być dostępni w najbliższym czasie bo mama tego dnia pracuje, a tata jest aktualnie w podróży służbowej. Nie stanowiło to dla mnie problemu bo co mogło pójść nie tak?

Dziewczynki zaczęły się razem bawić. Już po pierwszej godzinie okazało się, że Iwona jednak nie jest takim „zwyczajnym” dzieckiem. Nie umiała zaangażować się w żadne spokojniejsze aktywności jak zwykła zabawa, oglądanie bajki czy rysowanie. Bez przerwy musiała być w ruchu i pod moją kontrolą – biegała po wszystkich pomieszczeniach, zaglądała do szafek, skakała po łóżkach, rzucała poduszkami lub innym przedmiotami. Jej uwaga bezustannie przeskakiwała między nowymi rzeczami.

Już o piętnastej byłam tym wykończona. Czułam się jakby minął cały dzień, a nie zaledwie kilka wspólnych godzin. Nadszedł jednak wtedy czas na obiad więc liczyłam na to, że choć chwilę spędzimy spokojnie.

Pojawiły się jednak nowe problemy. Iwona nie chciała zjeść ani przygotowanej zupy ani drugiego dnia. Zażądała spaghetti, którego oczywiście nie mieliśmy.

– Co będziesz piła? – zapytałam dziewczynkę

– Pepsi albo colę! – odpowiedziała zdecydowanie

– Niestety jest tylko woda lub herbata, ewentualnie lemoniada.

– Nie chcę tego! A jest może mleko? – negocjowała dalej

– Tak, jest. Mogę Ci dać. – odetchnęłam z ulgą, myśląc, że choć jeden problem mamy z głowy

Wszyscy zaczęli jeść i zapanowała cisza, wreszcie mogliśmy odpocząć. Nagle dziewczynka zrobiła się blada i po chwili zwymiotowała obok stołu.

Byłam zaskoczona, co mogło się stać? Zatrucie? Niestrawność? Rotawirus? Czy to coś poważnego? Co mam robić? Dzwonić na pogotowie czy do rodziców dziewczynki?

Natychmiast wzięłam się za pomoc Iwonie i sprzątanie. Jakby problemów było mało, okazało się, że dziewczynka nie ma ze sobą żadnych ubrań na zmianę więc musiałam wybrać jej coś z szafy córki.

Gdy sytuacja była już opanowana, zebrałam myśli i zadzwoniłam do matki dziecka. Po wyjaśnieniu sytuacji odparła, że Iwona ma małą nietolerancję laktozy, o czym mi wcześniej nie wspominała. Nie mogła jednak rozmawiać bo była w pracy więc szybko się rozłączyła. Zdenerwowałam się, że nie zostałam o tym wcześniej poinformowana ale jednocześnie ucieszyłam się, że to nic poważnego.

Po godzinie względnego spokoju, Iwona powróciła do pełni energii.

O dwudziestej pierwszej byłam już wykończona i uciszyłam się, że wreszcie mogę położyć dziewczynki spać. Paulina zasnęła bardzo szybko, niestety z Iwoną nie poszło równie łatwo. Mijały kolejne godziny – dwudziesta druga, dwudziesta trzecia, północ, a dziewczynka nadal była na nogach. Gdy w końcu udało jej się usnąć było tuż przed pierwszą w nocy. Ostatkiem sił umyłam zęby i położyłam się spać.

O trzeciej w nocy obudził mnie płacz więc natychmiast poszłam sprawdzić co się stało. Niestety okazało się, że czeka nas większy problem bo Iwona zsikała się przez sen. Zaczęło się wielkie sprzątanie – zmiana pościeli, przebieranie, prysznic i dopiero po godzinie wszyscy wróciliśmy do łóżek.

O ósmej rano dziewczynki były już na nogach. Chciałabym mieć tyle energii co one. Niestety, zamiast tego moje nogi były jak z waty, a mocna kawa nie zmieniła tego zbytnio. Wstałam jednak i przygotowałam dla wszystkich śniadanie, które szybko zjedliśmy. Żeby zająć czymś dzieci postanowiłam włączyć im bajki, a sama miałam w planach w tym czasie wrócić jeszcze na godzinę do łóżka.

Po chwili drzemki obudził mnie przerażający krzyk, zerwałam się i pobiegłam sprawdzić co się stało. Nie wierzyłam, że to wszystko dzieje naprawdę.
Okazało się, że Iwona biegnąc potknęła się o dywan i wybiła przednie zęby. Wszystko było we krwi, a na dodatek telefon jej mamy wciąż był poza zasięgiem. Nie miałam już siły, to musiał być zły sen. Chcę by weekend się już skończył, bym mogła wrócić do pracy…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 + 7 =

O modzie wśród dziewczynek na wspólne nocowanie.