Moja córka Natalia ma 37 lat, a jej córka Marta 13 lat. Tak się złożyło, że Natalia rozwiodła się ze swoim pierwszym mężem, ojcem Marty, kiedy Marta miała zaledwie dwa miesiące.
Mężczyzna zdradził ją, a ona mu nie wybaczyła. Zamieszkała ze mną. W naszym trzypokojowym mieszkaniu mieszkało nas czworo: ja, mój mąż, Natalia i Marta.
Korzystając z tego, że był ktoś do opieki nad Martą, Natalia często wychodziła do znajomych, albo razem wyjeżdżały na wieś.
Nie mieliśmy z mężem nic przeciwko temu, mieliśmy nadzieję, że córka znajdzie sobie dobrego męża i ułoży sobie życie osobiste.
Prawie zawsze odwoziłam Martę do przedszkola i szkoły, pomagałam z lekcjami i zabierałam na spacery.
Pięć lat temu Natalia zamieszkała ze swoim nowym chłopakiem. Wynajmował mieszkanie w innej części miasta.
Nie zabrała Marty ze sobą – był to koniec roku szkolnego, dziewczynce byłoby niewygodnie dojeżdżać do szkoły. Natalia prawie natychmiast zaszła w ciążę i pobrali się. Postanowili przyjechać i zamieszkać z nami. Urodził się mój wnuk.
Natalia z mężem i dzieckiem zamieszkali w jednym pokoju, Marta w drugim, a ja z mężem w trzecim. Żyło nam się dobrze, spokojnie. Widać było, że Natalia i jej mąż traktują młodsze dziecko o wiele lepiej niż Martę. Nie, nie była maltretowana, nie znęcano się nad nią. To było tak, jakby Karolek był ich dzieckiem, a Marta tylko dziewczyną z sąsiedztwa. Żal mi było mojej wnuczki.
Karolek poszedł do przedszkola, a Natalia dostała pracę. Zebrali pieniądze na zaliczkę, wzięli kredyt hipoteczny i kupili sobie jednopokojowe mieszkanie.
Od razu im powiedziałam, że muszą kupić mieszkanie blisko nas, bo inaczej jak Marta będzie chodzić do szkoły? A zmiana szkoły to duży stres.
Niestety znaleźli dobrą ofertę i kupili mieszkanie po drugiej stronie miasta. Nie zabrali ze sobą Marty.
Natalia poprosiła mnie, żebym przygarnęła wnuczkę. Przyzwyczaiła się do szkoły, ma tu przyjaciół i własny pokój.
W pobliżu znajduje się również szkoła muzyczna. Jeśli zabraliby ją ze sobą, musieliby dzielić pokój, zmieniać szkoły.
Rozmawialiśmy z Martą, powiedziała, że woli zostać z nami niż jechać z matką.
I tak właśnie wygląda nasze życie. Na początku Natalia przychodziła często po pracy, przeglądała pamiętnik i zeszyty Marty, chodziły na zakupy po nowe rzeczy.
W weekendy zabierali Martę do siebie i chodzili do kawiarni. Potem coraz rzadziej. A teraz? Natalia dzwoni do swojej córki trzy razy w tygodniu na pięć minut, a ja dwa razy w tygodniu.
Przychodzi dwa lub trzy razy w miesiącu. Nie daje nam żadnych pieniędzy na utrzymanie Marty. Nie pytamy. Nawet alimenty płacone przez pierwszego męża zostają u Natalii.
Pieniądze nie są ważne, z nimi sobie poradzimy. Przede wszystkim nienawidzę tego, że Natalia czuje się tak, jakby usunęła Martę ze swojego życia. I Marta to rozumie.
A ostatnio powiedziała do mnie: „Rozumiem, że jestem piątym kołem u wozu. Nie jestem nikomu potrzebna”. Gdzie ona słyszała takie słowa? Potem płakałam pół nocy. Nie wiem, czy mogę coś z tym zrobić. Powinnam?




