Znam kobietę, która mieszka nieopodal mnie. Ma pięcioro dzieci i jest w ciąży z szóstym. Cały czas przychodzi do wszystkich sąsiadów, potrafi nawet celowo wyjść do drzwi, gdy przez okno zauważa, że ktoś wraca z pracy do domu.
Prosi o wszystko, od soli i chleba po ubrania. Oczywiście, rozumiem, że posiadanie tylu dzieci jest trudne, ale nie rozumiem, dlaczego stara się o kolejne, skoro nie może ich wykarmić.
Zawsze się z nimi dzieliłam, kupowałam im chleb czy paczkę pierogów. Ale ja i inni sąsiedzi nie możemy karmić wszystkich przez cały czas. Wielu z nas ma rodziny i dzieci. Robimy, co możemy, aby pomóc.
Ta wielodzietna matka powiedziała mi kiedyś:
– Nie kupuj nam więcej pierogów, mamy dość, dlaczego nie dasz nam pieniędzy?
Szczęka mi opadła, szczerze mówiąc.
– Nie kupię Ci więcej pierogów ani niczego innego. Przykro mi, ale nie mam pieniędzy.
– Twój syn jest ubrany perfekcyjnie, Twoja córka ma zawsze nowe ubrania, a Ty mi nie chcesz pomóc? Nie mogę iść do pracy, nie mam faceta, a Ty mi nie pomożesz? To nie mnie mówisz „nie”, tylko dzieciom!
Od tego dnia przestałam im pomagać. Pewnego razu spotkałam sąsiadkę, która mieszka naprzeciwko niej i zaczęłyśmy rozmawiać:
– Znam ją od dziecka. Kiedy dorosła, zaczęła rodzić dzieci. Nie chciała pracować, nie chciała się też uczyć. Na początku mieszkała z miłym mężczyzną. Był bardzo pracowity, a ją nosił na rękach. A że była to ładna dziewczyna, to zaprosiła kochanka do domu, kiedy jej partner był w pracy. A potem zerwali, a ona dała się ponieść. Nikt nie został z nią na dłużej, zrobili dziecko i tyle.
– Dziewczyna otrzymuje alimenty na piątkę dzieci. Oczywiście nie wystarcza to na luksusowe życie, ale może kupić artykuły spożywcze. Nęka wszystkich, ale to nie jest bieda, to sposób na życie. A kto jest życzliwy, ten pomoże, dopóki nie przejrzy na oczy.
– Ja też zaproponowałam jej pomoc, powiedziałam, idź umyj podłogi, a ja posiedzę z Twoimi dziećmi i tak jestem na emeryturze. Wiesz, co mi powiedziała? Powiedziała, że nie chce pracować, zwłaszcza jako sprzątaczka, bo ludzie dadzą jej wszystko. Ale ja mogłabym pójść do pracy i jej pomóc.
Byłam zdumiona jej tupetem. Nigdy nie pogodziliśmy się z wielodzietną sąsiadką, nie lubię, kiedy ludzie zaglądają innym do kieszeni. A potem się przeprowadzili, bo okazało się, że jakiś życzliwy człowiek podarował matce wielu dzieci swój dom na przedmieściach.
Ta historia pokazuje, jak ludzie stają się aroganccy z dobroci innych.



