– … twarzą w twarz z nią w sklepie, wyobrażasz sobie? – powiedziała Wiktoria, sześćdziesięcioletnia kobieta. – Powiedziałam do niej: Kasia, cześć, co Cię tu sprowadza? – a ona w milczeniu odwróciła się i odeszła ode mnie w przeciwnym kierunku. Moja własna córka! Byłam z moją przyjaciółką, to takie żenujące! Jak może to robić swojej matce, to po prostu nie ma sensu!!!
Katarzyna ma trzydzieści cztery lata i od sześciu lat nie ma kontaktu z matką, od dnia, w którym zaciągnęła kredyt hipoteczny na jednopokojowe mieszkanie w nowym bloku na przedmieściach Warszawy.
Kredyt hipoteczny nie jest łatwy dla młodej kobiety: jej pensja w głównym miejscu pracy jest stosunkowo niewielka, a ona sama musi cały czas podejmować pracę na pół etatu. Pracuje bez urlopów i weekendów, oszczędzając na wszystkim: nigdzie nie wyjeżdża, nosi ubrania i buty przez lata, je zupy i kasze, nie chodzi do fryzjera, zbierając swoje długie blond włosy w kok (wiek pozwala jej na to bez uszczerbku dla urody).
Życie osobiste Katarzyny jest dość nudne. Miała kiedyś partnera, ale rozstali się. Po prostu cicho odszedł. Najprawdopodobniej nie chciał brać udziału w spłacie jej kredytu.
Katarzyna nie ma już siły, czasu ani ochoty na to, by szukać nowej miłości.
Kiedyś marzyła o dużej rodzinie, ale zdaje sobie sprawę, że nawet gdyby zdarzył się cud i nagle pojawił się przy niej mężczyzna, nie będzie mogła pozwolić sobie na posiadanie choćby jednego dziecka i nawet na chwilę stracić pracy.
– Kredyty hipoteczne są najlepszym środkiem antykoncepcyjnym! – Kasia westchnęła.
Ma jeszcze dziewięć lat na spłatę kredytu hipotecznego, czyli ponad połowę jego wartości. Najważniejsze, że nie zawodzi jej zdrowie, z którym nie jest najlepiej od dziecka. Jej największym zmartwieniem jest katastrofalna utrata wzroku. Pracuje z dużymi arkuszami elektronicznymi, całymi dniami wpatruje się w monitor, a to oczywiście nie sprzyja poprawie. Nie ma czasu na pracę nad swoim zdrowiem. Nie ma też czasu ani pieniędzy na lekarzy.
Zamiast chodzić do lekarza, bierze dodatkowe zmiany w pracy – dzięki Bogu, że jest taka możliwość. Jest ciężko, ale jest to opłacalne, a Kasia potrzebuje pieniędzy.
O córce matka dowiaduje się od swojej siostrzenicy, kuzynki Kasi, z którą od dzieciństwa jest w dobrych stosunkach. Krewni wyraźnie osądzają Wiktorię za to, że nie chciała pomóc córce. Ponad dziesięć lat temu wraz z siostrą odziedziczyły po rodzicach duże mieszkanie, sprzedały je, a za pieniądze każda z sióstr kupiła sobie ładny mniejszy dom. Starsza siostra pozwoliła córce tam zamieszkać, ale Wiktoria postąpiła inaczej: wynajęła swoje mieszkanie, a pieniądze wzięła dla siebie.
– Nie mogę żyć z samej emerytury! – wyjaśnia. – Moja starsza siostra ma męża, który ma większą niż przeciętna emeryturę. Tak czy inaczej, o wiele łatwiej jest żyć z dwóch emerytur niż z jednej! Nie mogę pracować, a przeżycie za samą emeryturę jest nierealne! I nie mam nikogo, na kim mogłabym polegać. Moja córka jest właśnie taka – pokręciła nosem i odeszła! Spróbuj ją o coś poprosić…
Starsza siostra Wiktorii, ma łatwiej: oprócz męża ma też dobrego zięcia, który nigdy jej nie odmówi. Podwiezie ją, spotka się z nią i pomoże jej, gdy będzie tego potrzebowała. A Kasia? Nie ma samochodu, pieniędzy i czasu. Nie warto oczekiwać od niej czegokolwiek…
– A ja ją wychowałam! – Wiktoria westchnęła. – Starałam się, żeby miała wszystko, co inni. Dałam jej wykształcenie. Jedyną rzeczą, której odmówiłam, było oddanie jej mieszkania. Powiedziałam, że to moje ubezpieczenie na starość. Jest młoda, zarabia własne pieniądze!
Po tej odmowie matka i córka zaczęły się nie zgadzać. Kasia obraziła się, wyprowadziła z domu matki i przestała się z nią kontaktować.
– Nikt jej nie wyrzucił! – Wiktoria wzruszyła ramionami. – Sama tak zdecydowała!
Jakiś czas później siostrzenica powiedziała, że Kasia zaciągnęła kredyt hipoteczny i w ten sposób Wiktoria dowiaduje się o wszystkim, co dzieje się z jej córką.
– A więc matka bez pieniędzy nie jest już potrzebna! – kobieta westchnęła. – Jak tylko zrozumiała, że nie wyciągnie ode mnie pieniędzy, odeszła! Ona nawet nie chce wiedzieć, czy żyję i jak się czuję… Jak coś się stanie, to moi bliscy mi powiedzą i tyle! Moja córka dorosła. Dobrze, że byłam na tyle sprytna, by zachować mieszkanie. Teraz siedziałabym bez córki i bez mieszkania, na gołej emeryturze, a tak…
Czy uważacie, że córka w tej sytuacji ma prawo mieć pretensje do swojej matki? Co o tym sądzicie?



