Monika.

Tego ranka wracałam niezwykle zmęczona z nocnego dyżuru. Weszłam na właściwy peron i dostrzegłam dziewczynę w zaawansowanej ciąży, siedzącą na jednej z ławek. Uważnie wpatrywała się w schody prowadzące z przejścia podziemnego, a gdy tylko mnie ujrzała od razu zerwała się z miejsca. Miała ze sobą dużą walizkę i torbę.

– Dzień dobry, czy Pani Teresa? Mama Mariana? – zapytała mnie

– Tak. – odparłam mocno zaskoczona

– Już się bałam, że coś pomyliłam. – odparła z wyraźną ulgą w głosie – Czekałam tu na Panią przez całą noc.

– A kim Pani jest jeśli mogę spytać? – zapytałam, wciąż mając nadzieję, że to pomyłka i tak kobieta nie będzie niczego ode mnie chciała

– Mam na imię Monika. – odpowiedziała, głaszcząc się delikatnie po brzuchu – Spodziewam się dziecka Pani syna – Mariana.

Przez dłuższą chwilę wpatrywałyśmy się w siebie bez słowa, a po chwili westchnęłam głęboko i postanowiłam zaprosić ją do swojego domu byśmy mogły na spokojnie porozmawiać. W tamtym momencie mieszkałam sama od kiedy mój syn wyprowadził się do Warszawy, gdzie znalazł sobie pracę, a mój mąż zmarł dziesięć lat wcześniej.

Gdy znalazłyśmy się w mieszkaniu Monika natychmiast wydobyła ze swojej torby pudełko ze świeżym ciastem oraz ciasteczka. Zaprosiłam ją do kuchni.

– Usiądź i odpocznij sobie. Jesteś może głodna? Chcesz herbaty? – zaczęłam

Monika spuściła smutno wzrok.

– Nie, dziękuję, nie jestem głodna. Wystarczy mi herbata.

– Marian opowiadał mi o Tobie trochę. Myślałam, że to poważna relacja, czekałam nawet aż nas sobie przedstawi. Potem dowiedziałam się, że z nim zerwałaś. Powiedziałaś mu o dziecku? – kontynuowałam

– Nie… Nie zrobiłam tego. – odpowiedziała zawstydzona

– Jeśli jest ojcem to powinien wiedzieć.

– Nie, Pani Tereso. To nie ma sensu. Jeśli chodzi o dziecko to już o wszystkim zdecydowałam. – wyznała dziewczyna – Poza tym słyszałam, że spotyka się z kimś nowym.

– Moment. – przerwałam jej – Co właściwie zdecydowałaś?

– Zostawię dziecko w szpitalu. Moi rodzice pochodzą z małej miejscowości, musiałam zataić przed nimi ciążę, a w pracy zaproponowali mi rozwiązanie umowy za porozumieniem stron gdy poznali prawdę. Nie mam warunków by zająć się dzieckiem.

– Ale to nie są żadne powody do oddania dziecka. Przecież jestem jeszcze ja, mam mieszkanie, mogę pomóc. – zaproponowałam

– A co z Pani synem?

– Jest dorosły i będzie musiał sam podjąć decyzję. W końcu nie zaszłabyś w ciążę bez jego udziału, będzie musiał stanąć na wysokości zadania. – odparłam stanowczo

Monika zgodziła się zamieszkać ze mną. Muszę przyznać, że byłam z tego ogromnie zadowolona bo wspaniale zajmowała się domem oraz stanowiła przemiłe towarzystwo. W ciągu dwóch pierwszych tygodni jej pobytu u mnie udało nam się kupić łóżeczko dla dziecka i wszelkie inne potrzebne akcesoria.

Gdy nadszedł czas porodu Monika trafiła do szpitala. Poród odbył się przez cesarskie cięcie i bardzo niepokoiłam się jak przebiegnie operacja. Nie mogłam doczekać się aż będę mogła zobaczyć moją wnuczkę.

Kolejnego dnia po porodzie, gdy Monika była w szpitalu, spotkała mnie niemała niespodzianka. Na progu mojego mieszkania stanął Marian.

– Cześć mamo! – powiedział radośnie, a zza jego pleców wyłoniła się drobna blondynka – To Paula, moja dziewczyna.

– Cześć synku, czemu nie dałeś wcześniej znać? – zapytałam – Miło Cię poznać.

– Chcieliśmy Cię zaskoczyć!

– Jesteście głodni? Właśnie ugotowałam zupę! – zaproponowałam choć ciężko było mi się skupić bo wszystkie moje myśli skoncentrowane były wokół Moniki

– Nie, wracamy właśnie z kawiarni. – wyznał Marian

Chwilę później Paula zniknęła w toalecie, a Marian chodząc po mieszkaniu zauważył pokój z dziecięcym łóżeczkiem i rzeczami.

– Mamo, co to za łóżeczko? – zapytał zaskoczony

– Twojego synka. Miesiąc temu zjawiła się u mnie Monika, zaproponowałam jej zamieszkanie ze mną. Wczoraj zawiozłam ją do szpitala, jest już po porodzie. – wyjaśniłam spokojnie

Złapał się za głowę i zdenerwowany chodził tam i z powrotem. W tym momencie w kuchni pojawiła się Paula, cała blada. Musiała słyszeć naszą rozmowę. Bez słowa chwyciła torebkę i wybiegła z mieszkania. Marian był chyba wciąż zbyt zszokowany by za nią biec.

– Nic mi nie powiedziała, a przecież musiała wiedzieć o ciąży. Po prostu ze mną zerwała! Nie mogę w to uwierzyć… – mówił do siebie – W jakim jest szpitalu?

– Zwolnij, i tak póki co nie można jej odwiedzać. Jak chcesz pomóc to lepiej chodź dziś ze mną, zostało jeszcze kilka rzeczy do kupienia. – powiedziałam mu

Tego dnia spędziliśmy wiele godzin na bieganiu po sklepach dziecięcych ale w końcu udało się nam kupić wszystko. Kolejnego dnia Monikę można już było odwiedzać więc wybraliśmy się razem do szpitala, byliśmy bardzo zestresowani.

– Cześć synku, jestem Twoim tatą, miło Cię poznać. – powiedział Marian biorąc małego Cezarego na ręce

Monika stała obok, przypatrując się całej scenie i ocierając ukradkiem łzy wzruszenia. Byłam szczęśliwa, że ta dwójka miała ponownie szansę stworzyć rodzinę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + 2 =

Monika.