Z Aleksandrą, matką Moniki, mieszkałem obok siebie przez około osiem lat. Pamiętam ją jako drobną, zabawną dziewczynkę z dwoma warkoczami, ogromnymi kokardami i szkolnym plecakiem. Uczyliśmy się w tej samej szkole, ale ja byłem o dwie klasy wyżej.
W latach szkolny Ola była męczona przez kolegów. Z jakiegoś powodu obrali sobie ją za cel podczas szkolnych przerw. Gdy się o tym dowiedziałem, starałem się jej bronić, a po jakimś czasie także odprowadzać do domu. Wiedziałem, że nie ma nikogo, kto mógłby się za nią wstawić – nie znała swojego taty, a matka ciągle piła, całkowicie ignorując swoją córkę.
Pewnego dnia Ola zniknęła.
– Mamo, gdzie jest Ola? – zapytałem gdy po tygodniu jej nieobecności nadal nie było żadnych wieści
– Niestety została zabrana do domu dziecka. Bardzo mi przykro, Kochanie. – powiedziała mama, głaszcząc mnie po głowie
– Czy to oznacza, że już jej więcej nie zobaczę?
– Nie myśl o tym, już nic nie jesteśmy w stanie z tym zrobić. Musisz skupić się na nauce, niedługo koniec roku. – usłyszałem na koniec
Kilka lat później skończyłem szkołę i postanowiłem wstąpić do wojska. Może to dziwne ale gdy wróciłem ze służby to swoje pierwsze kroki skierowałem do mieszkania Oli. Postanowiłem zapukać i sprawdzić kto tam teraz mieszka, matka dziewczyny podobno zmarła.
Ku mojemu zdziwieniu otworzyła mi piękna, już dorosła Ola. Od razu uśmiechnęła się i zaczęliśmy rozmawiać. Zwróciłem uwagę, że jej brzuch jest wyraźnie zaokrąglony, a chwilę później zza jej pleców wyłonił się jakiś mężczyzna, przedstawiając się jako mąż Oli.
– Może wpadniesz kiedyś na obiad? – zaproponowała na koniec moja dawna przyjaciółka
Podziękowałem i po wymianie jeszcze kilku uprzejmości pożegnaliśmy się.
Po jakimś czasie wybrałem się na studia i przeprowadziłem się do innego miasta. Dostałem tam pracę. Kilka razy w roku odwiedzałem moją mamę, która została sama po śmierci taty ale, mimo jej próśb, nie mogłem wrócić do domu. Zdałem sobie sprawę, że od lat, a właściwie od zawsze kocham Olę. Każdą swoją miłość porównywałem do niej i przez to nie mogłem odnaleźć szczęścia. Nie byłbym w stanie żyć tak blisko jej i jej rodziny.
Mijały kolejne lata aż pewnego razu moja mama poważnie zachorowała, nie mogłem już dłużej odkładać powrotu. Musiałem się nią zająć. Ku mojemu zdziwieniu już pierwszego dnia spotkałem Olę. Z wiekiem stawała się coraz piękniejsza, tuż obok niej szedł jej, już dorosły, syn.
*****
– Wujku, pomożesz mi z tym łóżeczkiem? Mama wkrótce rodzi i musimy urządzić pokój dziecięcy? – zapytał mnie pewnego razu Piotrek, najstarszy syn Oli
– Jasne, chętnie pomogę. A gdzie jest Twój tata? Dawno go nie widziałem. – zagadałem
– Odszedł, zostaliśmy teraz sami z mamą i Moniką. – wyjaśnił
Po wniesieniu łóżeczka udało mi się jeszcze pomóc rodzinie Oli w kilku rzeczach. Wieczorem usiedliśmy w kuchni przy herbacie. Wspominaliśmy dzieciństwo, młodość. Ola opowiedziała mi jak ciężko było jej w domu dziecka i jak tęskniła za naszymi długimi rozmowami podczas powrotu do domu ze szkoły. Mała Monika, córka Oli, kręciła się wokół nas, pokazując mi swoje zabawki i zagadując. Przez chwilę wyobrażałem sobie, że jest to moja rodzina.
– Dziękuję Pawle za wszystko. – powiedziała wtedy – Jestem Ci bardzo wdzięczna za wszystko. Ach, gdyby mój były mąż był taki…
– A co z… – zacząłem
– Z dzieckiem? Nic. Urodzę, wychowam, damy sobie radę. Jestem silna, Pawle, mam wsparcie dzieci. Czasem tylko brakuje w domu męskiej ręki. – wyznała
– Wtedy dzwoń do mnie. Jestem na miejscu i nigdzie się nie wybieram. Zawsze możesz liczyć na moją pomoc. – zaproponowałem
Niedługo później Ola trafiła do szpitala w związku z jakimiś powikłaniami dotyczącymi ciąży. Piotrek wtedy studiował w innym mieście więc zaoferowałem swoją pomoc w opiece nad Moniką. Wprowadziłem się do mieszkania Oli na kilka tygodni. Posprzątałem mieszkanie przed przyjazdem Oli, codziennie chodziliśmy na spacery z Moniką i gotowaliśmy obiady. Poczułem się jak u siebie w domu.
– Wujku, zostań moim tatą. – powiedziała pewnego dnia Monika
Nie wiedziałem jak na to zareagować. Po wspólnie spędzonych dniach, ja także nie mogłem wyobrazić sobie dalszego życia bez tej dziewczynki i jej mamy.
Zapewne to właśnie dlatego gdy odebrałem Olę ze szpitala nie potrzebowaliśmy już żadnych pytań i ustaleń. Po kilku miesiącach postanowiliśmy wziąć ślub, a mały Patryk dostał moje nazwisko.
Dziś mija pięć lat od kiedy tworzymy wspaniałą, kochającą się rodzinę. Jestem naprawdę szczęśliwy.



