Moja teściowa ma troje dzieci. Najstarszy z nich to mój mąż. Janek zawsze wyróżniał się w rodzinie. Powód jest prosty: moja teściowa urodziła go jako dziecko nieślubne. Jego młodsza siostra i brat byli już oficjalnie dziećmi narodzonymi po ślubie.
Teściowej, wtedy jeszcze z 3-letnim dzieckiem, udało się uwieść dość zamożnego mężczyznę. Ojczym mojego męża był jednym z pierwszych, którzy rozpoczęli własną działalność gospodarczą. Przeżył lata 90-te i nie splajtował.
Ojczym Janka nigdy nie dzielił dzieci na swoje i cudze. Kupował jednakowo ubrania i zabawki, a nawet potrafił wziąć do ręki pas, jeśli niewłaściwie się zachowywali. Z kolei moja teściowa podzieliła swoje potomstwo:
– Po co ja Cię urodziłam – mówiła często do syna. – Psujesz cały obraz rodziny. Wszyscy są dobrzy i prawi, a Ty jesteś taki sam jak twój ojciec. Brudny jak smoła.
Czym zawinił Janek, który nie poprosił matki o bilet do życia – nie wiadomo. Zwłaszcza, że nie przeszkadzał matce w budowaniu życia prywatnego. Ojczym zawsze miał wystarczająco dużo pieniędzy i dodatkowa osoba w rodzinie nie była ciężarem.
Postawa matki wobec Janka została przyjęta od dzieciństwa przez jego młodszą siostrę i brata. Już w dziecięcych kłótniach krzyczeli: „jesteś nikim”, „nie jesteś naszą rodziną”, „mój tatuś Cię karmi i żywi”.
– Wiesz – powiedział mój mąż w pierwszych miesiącach naszego małżeństwa – mam wrażenie, że mój ojczym jest moim jedynym członkiem rodziny w tej rodzinie.
Z teściową prawie nigdy nie rozmawiałam, nie interesowała się żoną swojego niekochanego syna. Kiedy ją spotkałam, spojrzała na mnie i powiedziała:
– Czego innego można się po nim spodziewać? Żyjcie jak chcecie i gdziekolwiek chcecie.
Tak też zrobiliśmy. Wynajęliśmy mieszkanie i nie byliśmy od nikogo zależni. A rok po naszym ślubie, ojczym męża zmarł. Niespodziewanie. A raczej nagle dla całej rodziny, sam teść, jakby coś przeczuwając, uporządkował dokumenty.
Teściowa odziedziczyła dom, a ojczym przekazał każdemu z dzieci, w tym pasierbowi, dwupokojowe mieszkanie. Wszystkie nieruchomości zostały zapisane w aktach darowizny. A główny testament, który dotyczył firmy, ojczym męża postanowił otworzyć po sześciu miesiącach.
– Dlaczego on?! – siostra Martyna była wściekła, wskazując palcem na mojego męża, powtarzała: – Co on ma wspólnego z tatą?
Moja teściowa też była niezadowolona:
– Nie zasłużył na to.
Mimo to, w końcu staliśmy się właścicielami tej nieruchomości. Przez dwa miesiące żyliśmy spokojnie w nowym mieszkaniu, a potem odwiedziła nas matka męża.
– Wziąłeś mieszkanie, to weźmiesz i staruszkę.
Jaką staruszkę? Nie rozumieliśmy.
– Jak to jaką?! Moją teściową – powiedziała matka mojego męża. – Po co mi ona, całe życie jej nienawidziłam, a teraz do mnie przyjeżdża? Żebym mogła zmieniać jej pieluchy?
Okazało się, że ani siostra, ani brat Janka nie chcieli, aby babcia z nimi zamieszkała, a ona sama nie mogła już mieszkać i wymagała opieki: miała wylew i nie była w stanie chodzić.
– Tata zostawił ci mieszkanie – powiedział jego brat Artur – więc odpracuj je.
Skonsultowaliśmy się z mężem i przyjęliśmy babcię do domu. Okazała się kobietą z poczuciem humoru, bardzo ciekawą i silną osobą. Oczywiście była urażona, że wnuki tak ją potraktowały. Już w pierwszych dniach mówiła:
– Matka je rozpieszczała, moja synowa, a Ty, Janek… Mój syn zawsze Cię kochał i chwalił. Zawsze byliście dla niego rodziną, a dla mnie jesteście teraz kimś więcej niż rodziną.
Martyna i Artur nie uznali za konieczne odwiedzać babcię. Nie było z ich strony ani telefonów, ani wizyt.
Opieka nad kobietą nie była trudna, potrafiła nawet zrobić obiad dla mnie i mojego męża.
Cztery miesiące później został upubliczniony testament mojego ojczyma dotyczący jego majątku biznesowego. Wszystko zapisał w testamencie swojej matce. Trzeba było widzieć miny mojej teściowej i jej młodszych dzieci.
– Zabieram babcię do siebie – powiedziała Martyna, podchodząc do nas.
– Nie Ty, a ja – oburzył się Artur.
– Kto Wam powiedział, że chcę się przeprowadzić? – zapytała staruszka swoich chciwych wnuczków. – U Janka jest mi dobrze i nigdzie nie pójdę.
Babcia została z nami, niemal natychmiast dając mojemu mężowi wszystko, co odziedziczyła w testamencie zmarłego syna. Moja teściowa, siostra i brat Janka próbowali to zakwestionować, był nawet proces sądowy, ale przegrali.
Artur wplątał się w jakieś podejrzane interesy, mieszkanie musiało zostać sprzedane za długi, a on sam wrócił do matki.
Martyna wyszła za mąż, ale nie dogaduje się z mężem, teściowa wychowuje też jej dziecko.
Niedawno babcia zmarła. Grzebiąc w rzeczach babci, znaleźliśmy starannie złożoną kartkę papieru, napisaną przez ojczyma Janka:
„Matko, jeśli coś mi się stanie, idź mieszkać z moim Jankiem. Moim zdaniem, ze wszystkich moich dzieci, jest on najbardziej godny, choć z krwi nie jest naszym krewnym. Przepraszam, że nie umiałem tak wychowywać Martynki i Artura”.



