Moja córka ostatnio mnie „uszczęśliwiła”.
– Mamo, gratuluję, zostaniesz babcią po raz trzeci!
Wpadłam w trudny do opanowania szał. A potem powiedziałem, co myślę o ich wskaźniku rozrodu. Ale najpierw nakreślę sytuację.
Od dłuższego czasu jestem wdową. Mam dwoje dzieci, córkę i syna. Moja córka ma 24 lata i już dwójkę dzieci. Mój najstarszy wnuk ma 3 lata, moja wnuczka ma 1,5 roku, a teraz córka będzie miała swoje trzecie dziecko. I wszyscy mieszkamy u nas, w skromnym dwupokojowym mieszkaniu.
– Mamo, ja nie chcę iść i mieszkać z teściową – powiedziała Lenka zaraz po ślubie – może zamieszkamy z Pawłem u Ciebie, a jak skończy studia, to wynajmiemy mieszkanie.
Ja i mój syn musieliśmy się wcisnąć do jednego pokoju. Oczywiście było to niewygodne dla 15-letniego chłopca i ja to rozumiem. Ale do ukończenia studiów przez mojego zięcia były jeszcze tylko dwa miesiące.
– Mamo, chyba jestem w ciąży – poinformowała mnie córka w dniu, w którym jej mąż skończył studia. Paweł znalazł pracę, ale ja niedługo muszę iść na urlop macierzyński, więc nie mamy pieniędzy na wynajęcie mieszkania, zostajemy tutaj.
Jej teściowa, matka Pawła, też mieszka sama i też w dwupokojowym mieszkaniu, nie ma nikogo oprócz syna, ale córka się uparła:
– Kto mi pomoże przy dziecku? Nie moja teściowa! Liczyłam na Ciebie, mamusiu.
A ja, nawiasem mówiąc, też chcę czegoś od życia.
Naturalnie dziecko mojej córki praktycznie spadło na moje barki. Wracałam do domu z pracy i od razu odbierałam wnuka.
– Mamo, dobrze, że przyszłaś, usiądź z dzieckiem, ja odpocznę!
Zięć chciał jeść, syn chciał jeść, córka odpoczywała, a ja przygotowywałam posiłki z wnukiem. A mój syn powiedział:
– Moja siostra zrzuciła wszystko na Ciebie, oczywiście, jest jej tu wygodnie. Nie byłaby tak szczęśliwa z teściową. Przy okazji, dostaję pracę na lato, żeby nie musieć siedzieć w domu, bo inaczej też spróbują zrzucić na mnie dziecko.
Moja córka nie skończyła urlopu macierzyńskiego: poszła na następny. Zięć uśmiechnął się z zakłopotaniem i powiedział, że tak bywa. Paweł pracował w biurze. Twierdzili, że nie mają pieniędzy, dawali mi tylko 500 złotych miesięcznie i to wszystko. A Lena się nie przejmowała: „mama mi pomoże z drugim”.
Teściowa przychodziła i bawiła się z wnukami, przynosiła im prezenty i słodycze, nic więcej. Dlatego wiadomość, że moja córka jest w ciąży i na mojej szyi zawiśnie kolejne dziecko, nie mogła mnie ucieszyć.
– Lena, czy pomyślisz kiedyś o własnym mieszkaniu? Wiesz, pomiędzy procesem rodzenia nowych dzieci? Gdzie będziesz mieszkać z trójką dzieci?
– Mój brat może się przenieść do kuchni, żeby tam spać, a my wstawimy do Twojego pokoju łóżeczko i przeniesiemy starsze wnuki!
– Nie, mój syn nie będzie spał w kuchni, a ja nie będę mieszkać w pokoju z Waszymi dziećmi, to się nie uda. Nie myślisz mądrze, inni muszą iść Ci na rękę i poświęcać swój komfort! Masz dzieci, jesteś za nie odpowiedzialna, załatw sobie własne mieszkanie, ja mam dość takiego życia.
Mój zięć był tym śmiertelnie urażony. Moja córka też. Zabrali dzieci i odjechali. A godzinę później dzwoni teściowa mojej córki:
– Co Ty zrobiłaś? Wyrzuciłaś z domu ciężarną córkę i jej dwoje dzieci! Co z Ciebie za matka? Zostają ze mną, a ja nie chcę z nimi mieszkać.
Ona nie chce, a ja przez 4 lata mieszkałam pod jednym dachem z jej synem.
– Cztery lata pomagałam im we wszystkim – mówię do matki Pawła. – Teraz Twoja kolej, ja jestem zmęczona. Byłaś szczęśliwa, raz na dwa tygodnie odwiedzałaś wnuki z prezentami, teraz ja też tak chcę.
Wszyscy się pokłóciliśmy. Potem okazało się, że Lenka wcale nie była w ciąży. To był fałszywy alarm.
Teściowa nie pozwoliła zostać im w domu. Przyszła do mnie z koniakiem i słodyczami i zaproponowała, że pomoże im wynająć mieszkanie, dopóki Lenka nie pójdzie do pracy, a jak dzieci pójdą do przedszkola, to niech się sami utrzymują.
Na razie wszystko wydaje się być dobrze. Najmłodsza wnuczka poszła do przedszkola, Lena do pracy. Ale telefon od córki wciąż mnie stresuje. Za każdym razem martwię się, że chce mi powiedzieć o nowej ciąży.
Jestem złą babcią, prawda?



