Jestem w związku od około roku, nie mam dzieci. Mieszkam z mężem i teściową. Od 3 miesięcy kłócimy się z mężem co tydzień. A wszystko miesza moja „kochana” teściowa.
Nie jest zadowolona, że nie spełniam jej zachcianek, tzn. jej zdaniem muszę codziennie robić porządki w jej pokoju, muszę konsultować z nią, co ugotować i powinny być obowiązkowe wieczorne rozmowy (powinnam opowiadać, prawie intymne rzeczy).
Ja chcę mieć dziecko, ona wciska mojemu mężowi, że to za wcześnie i nie jest gotowa na wnuki! Oczywiście uważam, że to nie jest jej sprawa. Codziennie powtarzam mężowi, że powinniśmy się przeprowadzić. Ale kiedy mój mąż porusza temat przeprowadzki, teściowa ma objawy różnych chorób.
Pamiętam jej doskonałe przedstawienie, kiedy jakby zemdlała. W związku z tym mój mąż oświadczył mi: „Jak chcesz zostawić moją mamę? Jest chora, a co jeśli coś pójdzie nie tak, nie wybaczę sobie!”.
Moim zdaniem ta kobieta przeżyje nawet mnie, ale mąż wie swoje… Zawsze kładę się wcześnie spać, o 21:00, więc często teściowa mnie strofuje. Mówi, że jej nie szanuję, nie szanuję tego domu, męża itd. O to właśnie się kłócimy.
Kiedy mówię jej co myślę o takim zachowaniu, ona robi smutną minę i obrażona zaczyna płakać. Aktorka bez Oscara! Ale problem polega na czymś innym! Po kłótni mąż idzie spać do innego pokoju. Nie, nie do przedpokoju na kanapę, ale do pokoju z NIĄ! I śpią w jednym łóżku do rana! Ma 31 lat (tak dla przypomnienia). Czytam wiele książek fantastycznych i miewam myśli o kazirodztwie, ale nie, nie uważam, że to mogłoby zdarzyć się w mojej rodzinie.
Proszę o pomoc w doradzeniu, jak powinnam postąpić? Kocham mojego męża, ale on nie chce się wyprowadzić. W tym tempie albo umrę od przedawkowania środków uspokajających, albo ją wyrzucę, albo po prostu wyjadę. Czy ktoś miał podobną sytuację?




