Matka podbiegła do swojego dziecka, ale było już za późno.

To był środek lata – gorący lipiec. Chodziliśmy z dziećmi na wieczorne spacery, dopóki nie zrobiło się ciemno. Na dużym dziedzińcu typowego dziewięciopiętrowego budynku zawsze było pełno dzieci w różnym wieku, a na ławkach siedziały matki, które opiekowały się swoimi pociechami.

Tego wieczoru nikt nie chciał wracać do domu. Dzieci bawiły się w berka, chowanego i grały w piłkę nożną. Matki rozmawiały o nowościach, dzieliły się swoimi doświadczeniami w wychowywaniu dzieci, krótko mówiąc, gawędziły o wszystkim i nie spiesząc się wracały do domu. Nie było żadnych oznak kłopotów.
Moja przyjaciółka z dzieciństwa była wśród innych mam, jej córka była tylko o rok starsza od mojej, a dziewczynki dobrze się razem bawiły. Cieszyłam się, że zobaczę Kasię, że przypomnę sobie stare czasy.

Kiedy zaczęło się ściemniać i zawołałyśmy dzieci do domu, nie spieszyły się, żeby nas słuchać i dalej biegały po placu zabaw. Były tak zajęte zabawą, że nie słyszały i nie widziały nikogo wokół siebie. Kilka razy zawołałam imię córki i już miałam po nią iść, gdy usłyszałam jej głośny krzyk.

Wszystko wokół mnie zatrzymało się…

Leżała na chodniku, a obok niej stała zapłakana córka mojej koleżanki. Podbiegłam do mojej dziewczynki, chciałam ją podnieść i zobaczyłam, że jej ręka jest nienaturalnie wygięta, a wokół jej przedramienia pojawiło się brzydkie schodkowe zgięcie, którego nie powinno tam być.

Jakby w zwolnionym tempie, wzięłam córkę na ręce i zaniosłam do domu, uspokajając ją przy tym. Wokół nas zebrało się dużo ludzi, każdy coś mówił, pytał, ale ja nic nie słyszałam.

W domu zadzwoniłam po karetkę i zabrano nas na pogotowie. Moja córka miała podwójne złamanie przedramienia i dostała gips.

Później dowiedziałam się, że moja córeczka została popchnięta przez córkę koleżanki podczas zabawy.

Nie wiem, kto był odpowiedzialny za tę sytuację. Czy to dziewczynka, która ją popchnęła, czy moja córka za to, że mnie nie posłuchała i nie poszła do domu, czy może ja… Do dziś obwiniam siebie, że nie zabrałam córki na czas do domu i nie zaopiekowałam się nią…

Ta historia odcisnęła piętno na całym moim życiu. Moja córka, która nie posłuchała swojej matki, złamała sobie rękę. Złamanie to doprowadziło później do powikłań, które miały ogromny wpływ na jej zdrowie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 − 17 =

Matka podbiegła do swojego dziecka, ale było już za późno.