– Mamo, potrzebuję pieniędzy – powiedziała beznamiętnym głosem Weronika, odwracając się plecami do ściany.
Grażyna niespokojnie odwróciła się i zapytała:
– Po co?
– Muszę wykonać aborcję – Weronika odpowiedziała stłumiona i zakryła się poduszką, czekając na reakcję matki.
Grażyna poczuła się słabo. Zaczęła głęboko oddychać, aby przezwyciężyć ten stan. Co jest, na Boga? Jej córka Weronika, właśnie ukończyła szkołę średnią. Zdobyła dobre wyniki na egzaminie maturalnym. Złożyła dokumenty na studia i czeka na decyzję komisji rekrutacyjnej. Nie było wątpliwości, że na pewno dostanie się do wymarzony, a potem… bam!
– Kiedy zaszłaś w ciążę? – matka zaczęła zadawać jej pytania.
– Na maturze! – Weronika odwróciła się do matki i odpowiedziała, gdy zorientowała się, że nie będzie awantury.
– Czy wiesz, kto jest ojcem?
– Szymon z drugiej klasy.
– Ten bachor? Co w nim widzisz? – Grażyna zapytała smutno.
– Nie wiem, mamo! W szkole lubiłam go. Wiedziałam, że nie jest dla mnie, ale z nim byłam, po tym, jak pokłócił się ze swoją dziewczyną.
– A co się stało między Wami?
– Cóż, jego rodzice zostali w domu, a my poszliśmy rozpalić ognisko i obejrzeć wschód słońca. To tam się do mnie przyczepił, mówił mi takie słodkie słowa. Wiedziałam, że chodził z Leną. Znasz ją, jest jedną z tych bogatych. Lena nie przyszła na bankiet z okazji ukończenia szkoły. Dostała dyplom i wyszła. Pokłócili się. Cóż, Szymon zaczął się do mnie zalecać, mówiąc słodkie słowa. Byłam pijana.
Wróciły wspomnienia ze szkoły, jak cierpiałam przez to, że go kochałam, że był taki odległy. A wtedy był tutaj. W każdym razie, wypiliśmy jeszcze trochę. Zabrał mnie do lasu, żeby pokazać mi ogniki. I zrobiliśmy to. Wróciliśmy do ogniska. Wypiłam jeszcze trochę, z jakąś szaloną radością, że odebrałam Szymona tej aroganckiej Lenie i nic więcej nie pamiętałam. Obudziłam się, był późny ranek. Słońce było wysoko w górze. Spojrzałam, wszyscy spali. Potem wstali, obmyli twarze nad rzeką, wypili resztę nocnych trunków i poszli do domu. Tak było, mamo.
– Który to miesiąc?
– Drugi.
– Skąd wiesz, że jesteś w ciąży?
– Ala ma testy. Zaczęło mnie mdlić, a z jakiegoś powodu wiedziałam, że jestem w ciąży, więc pobiegłam do niej. Poprosiłam ją o test i potwierdziło się.
– Powiedziałaś Szymonowi?
– Powiedziałam mu o tym, a on roześmiał mi się w twarz i powiedział, że może to nie on jest ojcem. Powiedział: „Poszukaj ojca swojego dziecka, ja nie mam z tym nic wspólnego”. Zapytałam, jak może tak mówić, przecież byłam dziewicą i tylko on ze mną był! I zaczął się śmiać jeszcze bardziej, mówiąc: „Ja byłem tak pijany, że leżałem pod brzozą, żeby się obudzić o świcie, a Ty też byłaś jak worek kartofli”.
Po tej rozmowie, zrozumiałam, że nie chcę tego dziecka. Dlaczego miałabym wychowywać potomstwo Szymona, skoro on mnie tak traktował? Więc, mamo, dasz mi trochę pieniędzy? Albo nie, muszę być sama odpowiedzialna za siebie – zawołała Weronika i zakopała się w poduszkę.
Szloch wstrząsnął jej ramionami. Grażyna wpatrywała się w okno. Przez głowę przebiegało jej tysiąc myśli. Chciała krzyczeć, przeklinać, spoliczkować swoją niemądrą córkę. O Boże, doczekała się wstydu. I jak powiedzieć o tym mężowi? On ma rację. Nie można oczekiwać od niego litości. Na Boga, jeśli dowie się, jak i w jakich okolicznościach jego córka zaszła w ciążę, a co więcej przez kogo, przeklnie ją i wyrzuci z domu.
– Boże drogi, pomóż mi, naucz mnie, jak pokonać ten smutek.
Weronika wciąż płakała. Grażyna czule przejechała dłonią po jej drżących ramionach.
– No, córeczko, już dobrze, wszystko będzie dobrze!
– Dasz mi te pieniądze? – ocierając łzy, cieszyła się.
Grażyna z kolei powiedziała smutno:
– Nie, moja córko, nie dam! Masz jeszcze przed sobą życie. Nie możesz popełnić takiego grzechu. Jesteś młoda, masz całe życie przed sobą. To się jakoś ułoży. Nadal musisz się uczyć.
– Jak skończę studia, jeśli urodzę?
– Nie spieszmy się. Poczekajmy.
– Po co czekać, usuną dziecko szybko. Daj mi pieniądze, już się umówiłam na przyszły wtorek.
– A co jeśli później nie będziesz mogła mieć dzieci? Jest takie ryzyko.
– Wolałabym nie mieć więcej dzieci, niż mieć dziecko z tym draniem – powiedziała Weronika nienawistnym tonem. – Mamo, daj mi trochę pieniędzy. Jeśli mi ich nie dasz, zostanę prostytutką, ale znajdę pieniądze.
Widząc jej determinację, Grażyna zrozumiała, że nigdy nie uda jej się przekonać córki do urodzenia dziecka. Młoda, a głupia. Przecież wraz z narodzinami dziecka życie się nie kończy, tylko zaczyna.
– W porządku, dam Ci pieniądze. Nie mów ojcu. Jeśli się dowie, zabije nas obie.
Minął tydzień. Weronika poszła do kliniki. Cieszyła się, że w maju skończyła osiemnaście lat, inaczej musiałaby się tłumaczyć lekarzom. Ale teraz jest dorosła, może żyć tak, jak chce. I nie musi pytać rodziców o zgodę. Sama decyduje o sobie, jest teraz dorosła.
Lekarz, podobnie jak moja mama, próbował ją od tego odwieść, ale była nieugięta. To było bolesne, ale wytrzymała. Była wolna jak ptak.
Minęło trochę czasu. Nagle do domu rodziców Weroniki przyjechał ojciec i matka Szymona. Goście zostali zaproszeni do domu. Usiedli i zaczęli rozmawiać o ślubie Szymona i Weroniki. Ojciec dziewczyny zdziwił się i zapytał dlaczego nagle zdecydowali się wydać swojego syna. Ojciec Szymona spojrzał na niego z zakłopotaniem i powiedział:
– To dlatego, że Weronika jest w ciąży z naszym małym bachorem. On sam tak powiedział.
– Weronika, chodź tu i powiedz mi czy jesteś w ciąży? – tata był zdenerwowany.
– Nie, ojcze, kto Ci tak powiedział? – córka była przestraszona.
– Tak twierdzą rodzice Szymona.
– Córko, nie bój się, jeśli nosisz w sobie dziecko Szymona, on weźmie z Tobą ślub. Pomożemy w każdy możliwy sposób. To taka radość. Pierwszy wnuk lub wnuczka.
– Nie, nie jestem w ciąży, powiedziałem Szymonowi w żartach, śmiałam się, ale on wziął to na poważnie. Naprawdę! – powiedziała stanowczo Weronika, powstrzymując łzy.
– Cóż, wszystko samo się ułożyło. Przepraszam, ona tylko żartowała, to się zdarza. Młodzi ludzie to młodzi ludzie – powiedział jej ojciec, każąc gościom się rozejść.
Tymczasem Weronika leżała zapłakana w swoim pokoju.
– Ten drań, ten drań, nie mógł mi powiedzieć, że chce się ożenić? A ja dokonałam aborcji…Staszek musiał odetchnąć z ulgą. A jego rodzice okazali się porządni, nie przeszkadzało im, że syn jest takim mięczakiem. Głupiec, jestem głupcem. Moja mama musiała czuć to w sercu, skoro powiedziała mi, żebym była cierpliwa, bo wszystko będzie dobrze. Taki grzech wzięłam na swoją duszę.
Cały wieczór spędziła sama w smutku, wołali ją na kolację, ale nie poszła. Wtedy matka bezszelestnie weszła, podniosła i przycisnęła córkę do piersi. Grażyna szepnęła do niej coś czułego, Weronika bezgłośnie przełknęła łzy. Matka i córka długo płakały razem.



