W wiosce wszyscy nie tylko znają się nawzajem, ale wiedzą nawet to, czego Ty sam o sobie nie wiesz.
My też jesteśmy praktycznie wsią, małym prowincjonalnym miasteczkiem w centrum Polski. Wszystko jest w zasięgu wzroku. A nasi mieszkańcy są różni. Głównie Polacy, ale w ciągu ostatnich dwóch dekad przenieśli się do nas uchodźcy z Iraku. Jest tutaj duży kościół katolicki i mały meczet. Żyjemy jak wszyscy inni, cicho i spokojnie. Wszystko jest w porządku. Coraz częściej pojawiają się małżeństwa mieszane, a ich dzieci są bardzo piękne, mają duże brązowe oczy i jasną skórę.
Około dziesięciu lat temu narodziła się kolejna taka rodzina. Ona jest Polką, on pochodzi z Syrii. Kasia zawsze była bardzo bystrą dziewczyną. Miała ogromne, niebieskie oczy. Sama była drobna, jak porcelanowa lalka o białej skórze i blond włosach. Zawsze bardzo spokojna, skromna i uśmiechnięta. Widziałam ją, gdy pracowała jako ekspedientka w sklepie. Zawsze się witała, pytała co u mnie, proponowała mi coś świeższego. Byłam przyjezdna, więc na początku nie rozmawiałam tu z wieloma osobami.
Mężczyzna, Ahmed, nie pamiętam jego nazwiska, pochodził z rodziny, która przybyła do Polski, porzuciwszy wszystko, co zdobyła, jak wielu ludzi w tamtych czasach. Ale jego rodzina była duża i silna i szybko się zadomowiła. Otworzyli własny sklep z owocami i warzywami i prowadzili go dla całego miasteczka.
Kasia dostała u nich pracę. W tym czasie była już wdową i miała małą córeczkę. Dziewczynka często była z nią w sklepie po przedszkolu, była śliczna niczym kwiat. Jej były mąż zginął w pijackiej bójce.
Swoją drogą, Ahmed był bardzo przystojny. Nie widuje się takich ludzi zbyt często. A może nie widziałam wystarczająco wielu Irańczyków. Pobrali się. Po ślubie Kasia pracowała z mężem. Promieniowała szczęściem.
Ale to się zmieniło. Założyła hidżab. A ślub podobno (nie widziałam) miał być według zwyczajów muzułmańskich. Jeśli więc nosiła hidżab, to znaczy, że przeszła na islam. Wcześniej Kasia miała problemy z krewnymi, a jej decyzja o zostaniu muzułmanką, tak jak jej mąż, sprawiła, że stracili nad sobą panowanie. Ale nie zniechęcała się, pracowała, prowadziła dom i była zadowolona ze swojego nowego, szczęśliwego życia. Powiedziała, że mąż bardzo kocha jej córkę i że nowa babcia, teściowa, jest dla niej czuła.
Potem Kasia urodziła drugie dziecko. Znowu dziewczynkę. Po prostu cud, jaka ona była piękna… Najstarsza córka chodziła do szkoły. Kasia po urodzeniu dziecka nie pozostała długo w domu, zaczęła ponownie pracować w sklepie. Ale mniej się uśmiechała. Była znużona…
Długo jej nie widziałam, może pięć lat. Po prostu przestałam przychodzić do ich sklepu, otworzyli obok mnie duże centrum handlowe. I przez długi czas też nie było mnie w miasteczku.
A potem znów zobaczyłam ją w sklepie. Też w hidżabie, ale twarz miała smutną, jakby była w żałobie. I do tego taki smutek w jej oczach. Przywitała się i nic więcej. Wtedy zobaczyłam też jej męża. Myślałam, że się pomyliłam. Człowiek przecież nie może zmienić się aż tak w ciągu pięciu lat. Był postarzały i przygnębiony. Wyglądał paskudnie. Do tego tak autorytatywnie wydawał polecenia, co gdzie położyć i jak to zrobić dobrze. Oczywiście o nic go nie pytałam i wyszłam.
Ale po jakimś czasie rozmawiałam z sąsiadką i ona przekazała mi straszną wiadomość. Starsza córka Kasi powiesiła się. Była w gimnazjum. Pojawiają się różnego rodzaju plotki. W tym o molestowaniu przez ojczyma. Prowadzone jest śledztwo, ale bezskutecznie. Kasia ma na głowie cały dom i sklep, jak ona ma jeszcze siłę… Robi pranie i karmi całą rodzinę. I ani słowa podziękowania, ani litości.
Dwa lata później, Kasia rozwiodła się z mężem. Zabrała córkę i wyjechała do dużego miasta.
Spotkałyśmy się pewnego dnia na dworcu autobusowym. Była to ta sama mała i chuda dziewczynka. Tylko miała dużo makijażu i nie miała hidżabu. Nie uśmiechnęła się ani razu.



