– O, ładne mieszkanie, ładne mieszkanie. Zastanawiam się nad kupnem jednego dla córki. Ile płacisz miesięcznie? – zapytał wujek Grzesiek, przechadzając się po naszym niedawnym nabytku.
– 1000 zł miesięcznie. I tak przez 10 lat. Spodziewamy się, że spłacimy go wcześniej. – odpowiedziałam.
– Żyjecie dobrze, jesteście bogaci, skoro możecie płacić tak duże pieniądze – powiedział zazdrośnie mój wuj.
– Nie, nie jesteśmy bogaci, mylisz się. Jesteśmy biednymi hipotekarzami – zaśmiałam się.
Po pożegnaniu wujka, szóstego krewnego w ciągu ostatniego tygodnia, usiadłam zmęczona na fotelu.
– Nie powinnaś była mówić, że kupiliśmy mieszkanie. Nie mieliśmy tego rodzaju pielgrzymek, kiedy wynajmowaliśmy – powiedział mój mąż.
– Nie zrobiłam tego, to mama – westchnęłam.
Wieczorem znów zadzwonił dzwonek do naszych drzwi.
– Cześć, siostrzyczko! Poznajcie lokatorów! – do mieszkania weszła moja siostra, trzymając dziecko na jednej ręce, a w drugiej trzymała walizkę. – Musimy zameldować Danusię, żeby dostać się do żłobka. Potrzebuję również rejestracji, aby móc znaleźć odpowiednią pracę. Nie martw się, nie zostaniemy z Tobą długo. Tylko na rok lub dwa, dopóki nie stanę na nogi. Masz, potrzymaj go! – podała mi mojego siostrzeńca.
– Dlaczego nawet nie zadzwoniłaś? – zapytałam oszołomiona.
– Ha, znam Cię! Mogłabyś wymyślić sto wymówek, żebyśmy nie przyszli! Gdzie możemy się rozstawić?
Mój mąż wyszedł, spojrzał na siostrę, wskazał na jej walizkę i z ciężkim westchnieniem wrócił do pokoju.
– A, i nie idź jutro do pracy, chcę zobaczyć miasto. Przydałoby się nam trochę pieniędzy, bo nie mamy ani grosza – przyszliśmy do Was z ostatnimi oszczędnościami. Moja mama powiedziała mi, że kupiłaś mieszkanie w mieście, a ja od razu wiedziałam, że to moja szansa na normalne życie! Poznam mężczyznę z mieszkaniem. Dziecko zostanie z Tobą, nie wystraszę go od razu, może przed ślubem ucieknie, ale po ślubie nigdzie nie pójdzie – roześmiała się moja siostra, a jej zgniłe zęby błyszczały.
Próbowałam wytłumaczyć siostrze, co o tym myślę:
– Czy nie przeszkadza Ci to, że nie mamy miejsca? A poza tym, takie rzeczy trzeba załatwiać z wyprzedzeniem. Pracujemy, nie mamy czasu, żeby cię niańczyć. Chcemy mieszkać sami, od lat mieszkamy w wynajmowanych pokojach, wszystko z obcymi ludźmi – próbowałam wytłumaczyć siostrze, jak się czuję z tym, co się dzieje.
– Ale my nie jesteśmy nieznajomymi! – była zachwycona, gdy otworzyła lodówkę.. – Danusiu, chcesz trochę jogurtu? Co my tu mamy? Mmm, kiełbasa! A propos – powiedziała z ociąganiem, biorąc kęs kiełbasy prosto z opakowania – mówiłaś, że nie ma miejsca. Będzie nam dobrze w tym samym pokoju. Ja będę spała z Tobą, a Ty kupisz Danusi kanapę. Będzie dobrze!
– Posłuchaj mnie! Ty i Danusia nie zostaniecie z nami! Dziękuję, że przyszłyście. Bardzo się cieszę, że Was widzę. Ale my chcemy żyć sami!
– Po prostu kupiłaś mieszkanie i to wszystko? Więzi rodzinne nic dla ciebie nie znaczą? – moja siostra zaczęła mieć do mnie pretensje. – Słuchaj, mogę powiedzieć Twojemu mężowi wszystko, jak imprezujesz i umawiasz się z facetami, kiedy jedziesz do mamy bez niego!
– Czy Ty zwariowałaś? – wypowiedź mojej siostry sprawiła, że prawie zaniemówiłam.
– Hej, chodź tu! Twoja żona to dziwka! Lepiej wyjdź za mnie! Będę wierna! Dalej, niech się spakuje i wyjedzie!
Mój mąż poszedł do kuchni, złapał moją siostrę, otworzył drzwi i wypchnął z mieszkania. Potem wziął walizkę, podał jej dziecko i zamknął drzwi. Moja siostra krzyczała na korytarzu do późnego wieczora, a potem odeszła.
Rano zadzwoniła do mnie matka i powiedziała mi, że jestem niewdzięcznikiem i nie mam już rodziny. To jest to – kupić mieszkanie, stracić krewnych.



