Kiedyś podwiozłem wiejskiego mężczyznę do miasta. Włożył mi do bagażnika dwa duże kosze ogórków. Przez całą drogę milczeliśmy, a potem powiedział mi o swoim życiu. Po tym bardzo chciałem zobaczyć jego ukochaną. Byłem ciekaw jak wygląda jego Maryla…
Kiedyś w moim życiu był bardzo trudny okres, brakowało mi pieniędzy i przez jakiś czas pracowałem w taksówce. Pewnego dnia przyszło zawiadomienie -musiałem zawieźć mężczyznę z miasta, do małej wioski. Poza miastem musiałem jechać 52 kilometry, przybywając na miejsce, spotkałem mojego pasażera, który okazał się mężczyzną w wieku 50 lat. Włożył do bagażnika dwa dość duże kosze ogórków i ruszyliśmy. Właśnie w radiu grała jakaś piosenka o miłości, była naprawdę piękna. Mój pasażer też uważnie słuchał, a na zakończenie tej piosenki szczerze tak powiedział:
-Taka piękna i szczera ta piosenka…
– Lubi Pan takie? – spytałem ostrożnie swojego pasażera.
– Wspominam swoją pierwszą miłość. Opowiedzieć panu?
Wtem mężczyzna rozpoczął historię.
-Swoją pierwszą miłość poznałem w przedszkolu. Od tego czasu niewiele zachowało się w pamięci. Pamiętam dziewczynę z splecionymi włosami, która przyszła do naszej grupy zupełnie nowa. Nazywali ją Marylka. Nie wiem dlaczego, ale od razu zacząłem się nudzić, ciągle próbowałem z nią rozmawiać, potem zabierałem zabawki i robiłem wszystko żeby tylko zwróciła na mnie uwagę. Cały czas się kłóciliśmy. Za karę ciągle stawiano mnie w kącie w ogrodzie. Nieco później poprosiłem o przebaczenie i zapewniłem nauczyciela, że nie zrobię tego więcej, a nawet będziemy przyjaciółmi.
Przyjaźniliśmy się od bardzo dawna, przez wiele lat. W szkole siedzieliśmy przy jednym biurku, często robiliśmy lekcje razem, chodziliśmy do kina, a nawet dzieliliśmy się obiadem. Ale wszystko, co dobre, kończy się. Mój ojciec Gienek, z pracy przeniósł się do innego miasta, bardzo daleko i przeprowadziliśmy się tam z całą rodziną. Zerwanie było trudne dla nas obojga, ale co wtedy można było zrobić, kto kogo słuchał. Z biegiem czasu gorycz rozstania minęła, połączenie zostało utracone, a tylko dziewczyna z długim warkoczem i niesamowicie pięknymi oczami pozostała w pamięci.
– Już nigdy więcej się nie spotkaliście?- zapytałem.
– Marylka sama mnie znalazła. I zupełnie przypadkowo, tak jak zdarza się to tylko w filmach. Kiedyś wyjechałem w podróż służbową i tam trafiłem do szpitala. Nie miałem znajomych w tym mieście, córka pomogła mi finansowo, ale od dawna mieszkają z moją pierwszą żoną za granicą. Sama nie mogła przyjść, ale finansowo pomogła mi wtedy bardzo dobrze. Trafiłem również na bardzo troskliwą lekarkę. Za każdym razem wchodząc na salę pytała:
-Jak się Pan czuje? Wszystko w porządku?
Nie pamiętam, gdzie ją wcześniej spotkałem. Miała bardzo znajomą twarz. Tuż przed wypisem postanowiłem zapytać:
-Proszę mi powiedzieć, skąd mogę cię znać?
– A Ty pomyśl dobrze. – roześmiała się.
Stałem i wpatrywałem się w jej twarz, ale nie mogłem sobie przypomnieć. Po godzinie weszła do mojego pokoju i podała stare zdjęcie, choć było stare, ale bardzo dobrze zachowane, widać było, że jest bardzo droga temu człowiekowi. Patrzę na zdjęcie, a na nim trzymając się za ręce, stoimy ja i moja Marylka w przedszkolu. Oto, jak los rzuca niespodzianki.
– A gdzie ona jest teraz twoja ukochana Marylka- zapytała mnie z ogromną ciekawością.
– Właśnie swoi przede mną moja największa miłość…– odpowiedziałem.



