Kiedy Maciek dowiedział się, że czekam na dziecko, przestał ze mną rozmawiać. Nie widzieliśmy się z nim od około miesiąca i pewnego dnia spotkaliśmy się w sklepie. Maciek był tam z rodzicami. Nie wiem, czy wiedzieli o dziecku, ale kiedy się z mamą przywitaliśmy, udawali, że w ogóle nas nie znają. Ale od losu nie uciekniesz…
Tak się składa, że przyszły tata mojego dziecka, kiedy dowiedział się o moim stanie, był bardzo zły. Maciek powiedział, że zepsuję mu życie, a potem zaczął mnie krytykować. Powtarzał, że nie dostanę od niego ani grosza i że nigdy nie przyjmie tego dziecka. Płakałam. Ale moja mama mnie wspierała, powiedziała, że to nic wielkiego, sami wychowamy dziecko, bez jego udziału
Mama dała mi pewność siebie w przyszłości, dała mi wsparcie. Nie widziałam Maćka od około miesiąca i pewnego dnia spotkaliśmy się w sklepie. Był z rodzicami. Powiem od razu, że nie wiem, czy wiedzieli o dziecku, ale fakt, że podczas spotkania ze mną nie ukrywali swojej niechęci do mnie, chociaż dosłownie pół roku temu, kiedy się z nim spotkaliśmy, zawsze byli dla mnie sympatyczni.
Przywitałam się z Maćkiem i jego rodzicami, a oni udawali, że się nie znamy i przeszliśmy obok. Znów było mi bardzo nieprzyjemnie. Nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe? W końcu pojawienie się dziecka jest cudem. Niektórzy nie mogą mieć dzieci i muszą wkładać wiele wysiłku aby to naprawić. Bóg posłał mi dziecko, a on, ojciec dziecka, nawet o tym nie chciał słyszeć. Ciągle płakałam. Było mi ciężko, ale zrozumiałem, że muszę być silna i myśleć nie tylko o sobie, ale także o małym aniołku.
Pewnego pięknego ranka poszłam do szpitala na badanie. To była rutynowa kontrola. Kiedy wyszłam ze szpitala, zaczął padać ulewny deszcz i musiałam wezwać taksówkę. W drodze do domu rozmawiałam z kierowcą i podzieliłam się swoimi doświadczeniami. Nic dziwnego, że mówią, że taksówkarze są drugimi psychologami. Słuchał mnie uważnie, a potem powiedział, że ojciec powinien być odpowiedzialny tak jak ja. Kiedy podjechaliśmy do mojego domu, Andrzej, tak nazywał się taksówkarz, poprosił mnie o numer telefonu. Nie zastanawiałam się długo, napisałam numer i wyszłam.
Następnego dnia zadzwonił Andrzej i zaproponował spacer, zgodziłam się. Tak zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Nic między nami nie było, po prostu rozmawialiśmy jak starzy przyjaciele. Andrzej stał się dla mnie najlepszym przyjacielem, który wspierał mnie i dawał siłę, by żyć dalej. To było aż do pojawienia się dziecka.
Zgodnie z oczekiwaniami, w wyznaczonym terminie urodziłam syna i nazwałem go Andrzej. W tym momencie byłam naprawdę szczęśliwa. Cieszę się, że dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nie ma nic piękniejszego niż dziecko na rękach. Przyszedł Andrzej, pierwszy wziął dziecko w ramiona i zobaczyłem, że łza spływa mu po policzku. W tych chwilach w życiu uwierz mi, możesz wiele dać. Potem uklęknął i oświadczył się mi. Powiedział, że bardzo mnie kocha i akceptuje dziecko jako swoją rodzinę. Kiedy to usłyszałam, rozpłakałam się. Nawet nie wiem, co się ze mną stało, ale po prostu szlochałam, szlochałam ze szczęścia. Oczywiście, że się zgodziłam.
Minęło już pięć lat. Mamy jeszcze dziewczynkę i jesteśmy najszczęśliwszą rodziną na świecie.



