Wyszłam za mąż dość wcześnie. Przyjaźniliśmy się z mężem od szkolnego biurka. Ukończyliśmy studia i pracowaliśmy razem. Potem musiałam porzucić pracę: urodziła się córka, a wkrótce syn. Mój mąż zarabiał pieniądze, na mnie spoczywały obowiązki domowe. Zawsze starałam się utrzymać porządek w domu, gotować, myć, zwracać na mężczyznę jak najwięcej uwagi. Żyliśmy dobrze, czasami przyjaciele zastanawiali się, jak mówią, po dziesięciu latach wspólnego życia rodzinnego można zachować takie szczere uczucia.
A potem kłopoty zaczęły się nagle. Córka ciężko zachorowała. Przez długie miesiące leżałam z Izą w szpitalu. Widziałam, jak za każdym razem mężczyzna przychodził do nas coraz bardziej przygnębiony. Zrozumiałam, że jest mu ciężko: praca i opieka nad synem spoczęły na jego barkach. Ale z drugiej strony życie naszej dziewczynki trzymało się na włosku. Nie było mi też łatwo-codziennie, co godzinę, widzieć jej cierpienie.
W końcu Bóg nam pomógł i wyszliśmy ze szpitala. Córka potrzebowała stałej opieki. Oczywiście większość mojej uwagi była skierowana na dziewczynkę. A potem nagle dowiedziałam się, że ostatnio mężczyzna szukał pocieszenia w ramionach innej kobiety. Wyjaśnienie było banalne i proste, mówił, że był zmęczony i musiał się rozerwać.
Co ty na to? Rozstaliśmy się cicho i spokojnie. Kiedy mój mąż spakował swoje rzeczy, nawet nie płakałam – moje łzy prawdopodobnie wylały się w szpitalu. Tylko serce zatkało się w klatce piersiowej ciężkim kamieniem.
Zostaliśmy we trójkę. Nie będę opisywała, jak ciężko mi było. Ponadto nasze miasto jest małe i często spotykałem ich razem: mojego męża i tę, dla której porzucił rodzinę.
Tak minęły prawie dwa lata. Czasami dotarły do mnie pogłoski, że Antek szuka pocieszenia u innych i ta kobieta, jak mówią, nie jest pierwsza ani ostatnia. I rzeczywiście, pewnego ranka Antek spotkał mnie na ulicy. Błagał z poczuciem winy i litości. „Wybacz mi, Nadia. Bez Ciebie i bez dzieci nie umiem żyć ” – mówił. Tłumaczył, że się pomylił, a teraz bardzo żałuje. Ból, uraza i łzy mnie dusiły. Jak on mógł?
Mimo to Antek zaczął częściej odwiedzać dzieci. Nie mogłam mu tego zabronić, bo jest ich tatą. I widziałam, jak dzieci, a zwłaszcza syn, czekały na jego przybycie.
Poszłam na spowiedź do księdza. To był raczej monolog mojej zbolałej duszy. Jestem wdzięczna księdzu za wysłuchanie mnie i to nie raz. Ten człowiek za pomocą Pisma Świętego mądrze przekonał mnie, że cierpienie nie minie, jeśli ciągle będę żyła z urazą. A kiedy mój mąż po raz kolejny przyszedł błagać o przebaczenie, wybaczyłam mu.
Nie było to łatwe, ale teraz moje dzieci znów maja tatę. Uwierzyli mi, że ich tata jest dobrym człowiekiem, a to, co się stało, to tylko nieporozumienie.
W końcu, kto nie myli się w życiu?



