Julka, mała kotka, mieszkała w opuszczonym drewnianym domu na obrzeżach małego miasteczka. Kobiety pracujące na pobliskiej stacji kolejowej nadały jej przydomek Julka, a właściwie Julka Potargana Kotka.
Kotka przypominała im miejscową „wariatkę”, od której dostała przydomek. Kotka nie była szczególnie mile widziana na dworcu… Wydawała się trochę „zbędna”, była też nielubiana za swoje pyzate boki i niezbyt wdzięczne spojrzenie.
A przecież Julka zawsze była bardzo głodna, kotka ledwo przybierała na wadze więcej niż dwa kilogramy. Jej niesamowicie puszyste, zwiewne futro sprawiało, że wyglądała na pulchną, a nawet trochę grubą.
Chętnie poprosiłaby, zbliżyła się do ludzi, wtuliła swój zimny nos w ludzką dłoń, zaproponowała plecy lub boki do głaskania, ale zbyt świeże w jej pamięci były kopniaki lub zupełnie niezrozumiałe żarty. Nie mogła zrozumieć, jak można zbliżać kawałek kiełbasy czy chleb do jej twarzy, a potem, odciągnąwszy go, samemu zjeść.
I jak można potem śmiać się długo, obserwując zdumione i żałosne spojrzenie kota. W ten sposób dzieci, które wyjeżdżały z rodzicami na wakacje, naśmiewały się z Julki. A znudzeni robotnicy zawijali kiedyś wióry z drzewa w plastry bekonu.
Kotka nie chciała już brać jedzenia z obcych rąk… Nawet jeśli podchodziła do kogoś, to długo i nieufnie obwąchiwała, ostrożnie smakując wargami. Kobiety na stacji były tym zirytowane (nie znały historii Julki) i szybko dały sobie z nią spokój.
„Czy ona się popisuje? Co z nią… Jest taka pyzata, niech grzebie w śmietnikach, może schudnie”. A więc Julka chudła, co na pierwszy rzut oka było zupełnie niezauważalne.
Pewnego dnia spotkały się… Dwie Julie, dwie szczupłe istoty. Kobieta pojawiła się na stacji i błądziła wzrokiem, patrząc na coś pod nogami.
Stojąca obok mała dziewczynka, kończąc lody, rzuciła przed siebie jasnym, szeleszczącym opakowaniem. Na nieszczęście dziewczyny widziała to starsza kobieta, która w ramach kary rzuciła w jej stronę kamieniem, boleśnie uderzając w jej bezczelnie odsłonięte ramię.
Dziewczynka płakała, wołając ojca… Tylko on nie od razu stanął w obronie dziecka. Spotkał się bowiem z nieustraszonym i szyderczym spojrzeniem.
Nie chciał zadzierać z kobietą, ludzie byli kapryśni i każdy widział, że to dziewczynka zaczęła. Ojciec i córka po prostu odeszli…
Ludzie się spięli, nie wiadomo było, co się stanie, ale wtedy na stacji pojawiła się kotka. O dziwo, tylko ona była w stanie zbliżyć się do swojej imienniczki, Julii.
Kobieta nie wydawała się jej straszna, wręcz przeciwnie, jakby kotka czuła, że nie będzie żadnego zaczepienia. No, a Julia (która jest człowiekiem) jest jedyną osobą, której oczy nie zatrzymały się tylko na wełnie. Widziała pod futerkiem kruchy i cienki szkielet pokryty półprzezroczystą i delikatną skórą.
Trochę mięsa na nieważkich kościach, a malutką warstwę tłuszczu Juka miała wyłącznie jako dziecko, może do trzeciego miesiąca życia.
Wydarzyło się między nimi coś, co tylko one mogły zrozumieć, ale dla innych pozostawało to tajemnicą. Julka po raz pierwszy siedziała w ramionach człowieka, chowając pyszczek w fałdach ubrania. I mruczała, mruczała, jakby chciała w krótkiej chwili opowiedzieć o swoim życiu.
I kobieta zrozumiała, przytuliła nie do końca czystego kota, przycisnęła go do siebie, jakby chciała go ukryć przed nieprzyjaznym Juleńce światem.
Ludzie odwracali wzrok, starając się nie patrzeć na siwowłosą, kudłatą kobietę w długiej spódnicy, z krzywą, grubą laską zawieszoną przy łokciu. Z pewnym zażenowaniem obserwowali, jak dotyka kota w ramionach.
– Mamo!!! W końcu Cię znalazłam! Dlaczego znowu wyjechałaś bez powiadomienia mnie? I to bez telefonu! – Młoda, piękna kobieta biegła w stronę Julii w szpilkach. Wzięła matkę pod pachę i wsadziła do dużego, drogiego samochodu.
– Mamo, daj spokój! Nie jesteś już aktorką i nie grasz w teatrze!
Starsza kobieta zdjęła z głowy perukę, pod którą kryła się schludna, krótka fryzura.
– Córeczko, wiesz, że całe życie marzyłam o roli Baby-Jagi, a zawsze dostawałam księżniczki. Więc będę to robiła kilka razy w roku… Albo trochę częściej… Czy to dla Ciebie problem? W domu jest nudno, a zięć jest idealny – nawet wizerunku złej teściowej nie potrafię uosabiać.
Kotka Julka słuchała, ale nic nie mogła zrozumieć. Ona tylko mocniej przylgnęła do kobiety. Z tym, że przestała już mruczeć, bo była tak przestraszona!
Julka bała się po raz ostatni… Już nigdy więcej żaden strach jej nie dopadł! Czego może się bać dobrze odżywiony, kochany kot?
Wszyscy długo mówili o kotce, ale ona nigdy więcej nie zobaczyła nikogo z nich. Musiała się przyzwyczaić do stale napełnionej miski i musiała zrozumieć, że nikt nie jest skory do robienia kotu złych kawałów. Poznała, że dotyk jest tak delikatny, że teraz od razu „włącza” radosne mruczenie.



