Instynkt macierzyński.

– Nie, nie chcę się z nim widzieć! Zrozumcie, nienawidzę tego dziecka!

– Mamusiu, nakarm syna, nie zostawiaj go głodnego! – powiedziała surowo pielęgniarka.

– Nie, przyniósł mi zbyt wiele nieszczęść. Nie chcę tego chłopaka! – zakryłam głowę i odwróciłam się plecami do ściany.

Kobieta westchnęła ciężko i zaniosła dziecko. Do 30 roku życia byłam samotna. I wtedy, jak w bajce, poznałam idealnego mężczyznę. Nie miał ani jednej wady.

„Szczęściara z ciebie, Julio! Byłaś tak samotna, ale udało Ci się!”- mówili znajomi. Grzesiek był przystojnym, dobrze sytuowanym, inteligentnym mężczyzną. Dosłownie obsypywał mnie prezentami i uwagą. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, moja radość podwoiła się.

– Grzesiu, jestem taka szczęśliwa! Będziemy mieli dziecko! To jest cudowne, prawda? – uśmiechnęłam się.

– Tak, to cudowne – uśmiechnął się, cedząc słowa. – Jutro pójdziemy do Urzędu Stanu Cywilnego i złożymy wniosek o ślub.

Po tej rozmowie już nigdy więcej nie widziałam Grześka. Czekałam na niego dzień i noc, martwiąc się, że coś strasznego stało się z człowiekiem, którego kochałam. A potem okazało się, że był żonaty i wychowywał trójkę dzieci.

Grzesiek zdeptał moje uczucia, bezlitośnie wytarł o mnie swoje stopy. Długo nie mogłam dojść do siebie, przeżywałam głęboką depresję. Nie miałam najlepszej przyjaciółki, której mogłabym się wypłakać na ramieniu, a jedynie zazdrosne koleżanki, które uśmiechały się szyderczo patrząc na mnie.

Te kobiety niedawno były zazdrosne o moje szczęście, a teraz otwarcie kibicowały mojemu smutkowi. Oprzytomniawszy, postanowiłam pozbyć się ciąży. Nigdy nie pokochałabym tego dziecka, zawsze przypominałoby mi Grześka.

Niestety, nie mogłam usunąć ciąży, było już za późno. Postanowiłam więc zostawić dziecko w szpitalu położniczym. Nie obchodziło mnie, co się stanie z nim, już go nienawidziłam.

Miałam bardzo długi i ciężki poród.

– Gratulacje, Julia, masz syna! Prawdziwy bohater! – położna uśmiechnęła się.

Po tym jak odmówiłam karmienia dziecka, zostałam wezwana przez ordynatora. Długo opowiadał mi o nieszczęsnym losie porzuconych dzieci i instynkcie macierzyńskim. Nie rozumiał, że nie obchodzi mnie, co się stanie z tym dzieckiem.

Wczesnym rankiem, po cichu ubrałam się i uciekłam ze szpitala. Presja personelu pielęgniarskiego działała mi na nerwy, chciałam być w ciszy i samotności.

W domu wzięłam środek uspokajający i zasnęłam. Kiedy obudziłam się w środku nocy, dotknęłam brzucha i przypomniałam sobie wszystko, co zrobiłam. „O mój Boże, co ja robię?” – rozpłakałam się i zaczęłam się ubierać.

Pojechałam taksówką do szpitala. Była 5:00 rano, wszędzie zamknięte drzwi. Stałam godzinę pod drzwiami, a gdy tylko się otworzyły, pobiegłam na oddział.

– Gdzie on jest? Gdzie zabraliście moje dziecko? – krzyknęłam, gdy zobaczyłam dyżurnego lekarza.

– Julia, uspokój się! Chodźmy do gabinetu. Gdzie byłaś przez cały dzień, kto dał Ci pozwolenie na wyjście?

– Chcę wziąć dziecko, niech je chociaż nakarmię – płakałam.

– Odezwał się w Tobie instynkt macierzyński, co? To dobrze! – mężczyzna uśmiechnął się. – Idź do swojej sali, dziecko zostanie Ci przyniesione.

Kiedy zobaczyłam mojego syna, rozpłakałam się. Był taki malutki i bezbronny, nie rozumiałam, jak mogłam zostawić takie dziecko. Po karmieniu dziecko zasnęło w moich ramionach, prosiłam, żeby mi go nie zabierali. Mojemu synowi dałam na imię Grześ, po jego ojcu.

***

Mój Grześ ma już 15 lat. Kocham go do szaleństwa i z przerażeniem wspominam, że chciałam go oddać. Grześ sprawił, że stałam się szczęśliwą kobietą, poznałam sens swojego życia. Teraz cieszę się, że miałam w swoim życiu Grzegorza, bo gdyby nie on, nigdy nie poznałabym radości macierzyństwa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 4 =

Instynkt macierzyński.