Starszy mężczyzna siedział na ławce w parku i czytał gazetę. Obok niego szła matka z małą dziewczynką. Dziewczynka bardzo płakała, a matka starała się jak mogła, żeby ją zaciągnąć do domu. Widocznie dziewczynka była zmęczona i chciało jej się spać, dlatego tak źle się zachowywała. Młoda matka nie mogła nic zrobić ze swoim dzieckiem. Nie było szans, żeby ją uspokoić. Nie chciała się trzymać i za każdym razem, kiedy matka próbowała ją wziąć na ręce, wywijała się z ramion jak wąż.
Starzec odłożył gazetę, wstał i szybkim krokiem podszedł do dziewczyny i jej matki. Przykucnął przy dziecku i powiedział:
– Zobacz, co mam – wyjął z kieszeni marynarki mały, różnokolorowy balonik i zacisnął go w pięść. – Dmuchaj do niego, bądź dzielna – zachęcał staruszek.
Dziewczyna nie przestawała płakać, choć widać było, że jest bardzo zainteresowana. Dmuchnęła na pięść i kiedy dziadek ją otworzył, wysypały się z niej kolorowe serpentyny. Dziecko było zachwycone.
– Tak jest o wiele lepiej – uśmiechnął się staruszek. – Nie płacz już więcej i bądź dobra.
Matka wzięła dziecko za rękę, podziękowała dziadkowi i spokojnie poszli dalej.
Starzec długo patrzył za nimi i nad czymś się zastanawiał. Przypomniał sobie, jak jeszcze niedawno sprawiał radość dzieciom, takim jak ta dziewczynka na arenie cyrkowej, jak bardzo kochał swoją pracę, a teraz zestarzał się i nikt go już nie potrzebował. Nie miał energii ani chęci, by wyruszać w trasy, a lokalny cyrk nie chciał takiej postaci jak on.
Czuł się bardzo samotny. Jego syn był już dorosły i nie był zainteresowany kontaktem z ojcem, a z żoną dawno się rozwiódł i nie utrzymywał kontaktów.
Zbliżając się do swojego domu, zauważył młodego człowieka z walizką. Mężczyzna natychmiast rozpoznał swojego dorosłego syna. Starzec zamarł w miejscu i nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Młodzieniec początkowo również milczał, ale jako pierwszy przerwał ciszę:
– Wybacz mi, ojcze, za wszystko!
– Przykro mi, synu – głos starca drżał, a w oczach pojawiły się łzy.
Zapadła cisza. Mężczyźni objęli się po raz pierwszy od dwudziestu lat. Nagle zadzwonił telefon:
– Wszystko w porządku, tak, spotkaliśmy się. Kiedy będziecie?
Kobieta i mała dziewczynka zbliżały się do mężczyzn w szybkim tempie.
– To jest moja żona Ola i moja córka Martynka – pospieszył przedstawić je syn.
Staruszek nie mógł powstrzymać łez, kiedy zauważył, że dziewczynka z parku, która tak głośno płakała, to jego wnuczka. Martynka była zachwycona, że jej dziadek jest magikiem.
Wieczorem cała szczęśliwa rodzina zebrała się przy świątecznym stole w mieszkaniu dziadka. Było głośno, wesoło i bardzo rodzinnie. Martynka siedziała na kolanach dziadka cały wieczór, aż zasnęła, a ten nie mógł się nią nacieszyć.
– Pozwólcie mi zanieść ją do łóżka – szepnęła młoda synowa.
– Czy mogę to zrobić sam? – mężczyzna zapytał nieśmiało.
Zabrał dziewczynkę do pokoju obok, położył na swoim ogromnym łóżku i przykrył ulubionym kocem. Dziadek wciąż nie mógł uwierzyć w swoje szczęście.
– Jeszcze raz przepraszam – powiedział syn. – Dopiero po urodzeniu Martynki zrozumiałem, jakim byłem głupcem przez całe życie. Dopiero teraz, kiedy postawiłem się na Twoim miejscu, zrozumiałem, jak bardzo było to dla Ciebie przykre i bolesne.
W oczach starego człowieka znów zaczęły płynąć łzy.
– Jak się ma matka? – zapytał nieśmiało.
– Zmarła dwa lata temu. Po jej pogrzebie jeszcze bardziej uświadomiłem sobie, że jesteś wszystkim, co mi pozostało i że życie nie jest wieczne. Postanowiliśmy więc przenieść się bliżej Ciebie. Sprzedaliśmy nasze mieszkanie. Dopóki nie znajdziemy nowego, będziemy coś wynajmować…
– Po co wynajmować, synu? – starzec nie pozwolił dokończyć. – Zostań u mnie. Widzisz, jest wystarczająco dużo miejsca, nie będzie tłoczno.
Syn uśmiechnął się.
Mężczyzna nagle poczuł się bardzo szczęśliwy i zrobiło mu się ciepło na sercu. Jeszcze przed snem chciał popatrzeć na swoją wnuczkę i myślał, jakie sztuczki pokaże jej jutro rano.



