Od około 10 lat chodzę do tego samego stomatologa. Zwykle dzwonię do niego i mówię: „Borys, jak się masz? Żyjesz? Czy znajdziesz dziś czas dla moich zębów?”. Lekarz żartuje i uzgadniamy dalsze plany. Pewnego dnia wydarzyła się dziwna rzecz…
Zadzwoniłam pod jego numer, żeby umówić się na spotkanie. Długie sygnały, odpowiada tak, jakby to wcale nie był on.
Zdziwiłam się:
– Witaj, Borys. Jak się masz? Co u Ciebie?
– Nie… nic mi nie jest.
– Wpadnę do Ciebie.
– (cisza)
– Aha, aha. Czy mnie słyszysz?
– Tak, tak, słyszę Cię. Nie mogę Ci teraz pomóc. Mam dobrego kolegę, wyślę Ci numer, on wszystko dobrze zrobi. Nie jest mi wygodnie teraz rozmawiać.
Napisał do mnie smsa, ale nie zamierzałam dzwonić do innego lekarza. Nie miałam ochoty zmieniać lekarza. Może dzisiaj nie wyszło z Borysem, zadzwonię do niego innym razem. Moje zęby również zgodziły się poczekać.
Po chwili znów wybieram numer:
– Witaj, Borys. Pomyślałam, że nie chcę zmieniać dentysty i ból ustąpił. Będę na Ciebie czekała.
– Jesteś pewna?
– Oczywiście! Żyjesz, nie potrzebuję innego lekarza.
Borys milczał przez chwilę, po czym odpowiedział:
– Chętnie bym Ci pomógł, ale nie sądzę, żeby to się stało w najbliższym czasie. Nie pozwól, żeby było jeszcze gorzej.
Postanowiłam się nie poddawać:
– Absolutnie nie, będę czekała tak długo, jak będzie trzeba.
– OK… nie ma mnie w tej chwili, oddzwoń za dwa miesiące.
Czas mija, wybieram numer ponownie. Borys jest nadal zajęty i proponuje mi ponownie innego lekarza. Ząb zaczął mi już dokuczać, ale nalegam.
Tydzień później dzwoni do mnie mój lekarz:
– Jak się masz? Czy byłaś umówiona na spotkanie?
– Borys! Czekałam właśnie na Ciebie!
– Naprawdę? Więc niech to będzie dzisiaj o 9.
– A może już w nocy? – odpowiadam sarkastycznie (zaczynałam się już złościć na Borysa).
Już mam iść wieczorem do kliniki, gdy nagle dostaję telefon. Odwołaliśmy nasze spotkanie. Wypadło mu coś ważnego, więc nie złościłam się. Umówiliśmy się na następny dzień.
W końcu dotarłem do Borysa. Mój lekarz bardzo schudł, ale był w dobrym humorze. Weszliśmy do pustej kliniki, dziwne uczucie, jakby recepcja była tajna. Borys był tak zdenerwowany, że nawet okulary mu zaparowały.
Po zakończeniu pracy Borys powiedział:
– Jak się czujesz? Czy plomba jest dobra?
– Jest doskonała, jak zawsze! Ile jestem Ci winna?
Borys milczy. Widzę, że ma łzy w oczach. Nie wiedząc, co się dzieje, pytam go, co się stało.
– Przykro mi, ale nie chcę żadnych pieniędzy. Czekałaś na mnie!
Okazuje się, że Borys miał wylew. Był częściowo sparaliżowany. Przypadek był ciężki, lekarze nie byli pewni, czy będzie mógł normalnie żyć, nie mówiąc już o praktyce lekarskiej. Rodzina zrezygnowała z walki o niego. Ale Borys powiedział: „Nie poddam się. Mam pacjentkę, która na mnie czeka, muszę jej pomóc”.
Ćwiczył i myślał tylko, że będę na niego czekała. Byłam jego pierwszą pacjentką po chorobie, a on znów uwierzył w siebie.
Podziel się tym interesującym artykułem z przyjaciółmi i daj im znać!



