Sytuacja o której opowiem zdarzyła się latem. Pracuję dość daleko od domu więc do pracy wychodzę wcześnie – chwilę po szóstej rano. Tamtego dnia było podobnie, wyszłam z domu, wciąż jeszcze nieco zaspana. Resztki snu z mojej głowy zniknęły jednak gdy w pobliżu drzwi wejściowych, na ławce, zobaczyłam śpiące dziecko.
Mimo, że był to początek lipca to noce nadal bywały dość chłodne. Przestraszyłam się, że dziecko mogło porządnie zmarznąć, a nawet stracić przytomność z wychłodzenia organizmu. Delikatnie dotknęłam jego chłodnej dłoni co spowodowało, że natychmiast obudziło się przerażone.
– Kochanie, co robisz tu o tak wczesnej porze? – zapytałam łagodnym głosem
– Chciałem się przespać. – odparło niepewnie
Był to chłopiec, miał około sześciu lat i nie wyglądał najlepiej. Jego sylwetka była niezwykle wychudzona, w dodatku miał na sobie brudne, zniszczone ubrania. To zmusiło mnie do tego, by nie zostawiać go samego sobie.
– Kochanie, powinieneś spać w domu, a nie na zewnątrz. Gdzie są Twoi rodzice? Gdzie mieszkasz? – kontynuowałam
– Uciekłem stamtąd, w domu było bardzo dużo ludzi. Hałasowali i nie mogłem usnąć. – wyjaśnił chłopiec – Nie wiem gdzie dokładnie mieszkam, bardzo długo błądziłem. Ale wiem na jakiej ulicy. Tylko, że… Ja nie chcę tam wracać!
Chłopiec zaczął płakać. Opowiedział mi, że w jego domu cały czas wyrastają kłótnie, a jego matka bardzo często pije i nie opiekuje się nim. Przez jakiś czas mieszkał z babcią ale gdy ona zachorowała i umarła, musiał wrócić do swojego starego mieszkania. Nie chciał tam przebywać, dlatego właśnie uciekł.
Byłam naprawdę wściekła, moje serce biło bardzo szybko. Do tej pory zawsze myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko na filmach a tu proszę, przede mną siedziała mała, niewinna ofiara takiej tragedii. Nie wiedziałam co z tym począć więc zadzwoniłam na policję.
Po połączeniu z komendą kazano udać mi się z znalezionym chłopcem na najbliższy komisariat. Tak też zrobiła, w międzyczasie dzwoniąc do pracy by uprzedzić, że tamtego dnia nie będę w stanie się zjawić.
Po dotarciu na policję poinformowano mnie, że w najbliższych pogotowiach rodzinnych i sierocińcach nie ma aktualnie wolnych miejsc. Funkcjonariusz przyjmujący zgłoszenie zapytał czy na kilka dni chłopiec nie mógłby zatrzymać się u mnie w domu. Było mi żal malca, a dodatkowo zapragnęłam mu pomóc więc zgodziłam się.
Razem z małym Emilem (okazało się, że tak właśnie ma na imię mój nowy podopieczny) wróciliśmy do domu. Po drodze zabrałam go na drobne zakupy by malec miał jakieś ubrania na zmianę oraz coś smacznego do jedzenia. Chciałam możliwie umilić mu cały stres.
Emil cały czas mówił – opowiedział mi nie tylko o swojej babci, którą bardzo kochał ale też o tym, czym się interesuje i jakie ma marzenia na przyszłość. Z każdą minutą było mi coraz bardziej żal chłopca. Był niesamowicie inteligentny i rezolutny, nie wyobrażałam sobie by mógł trafić do domu dziecka.
Kiedy stanęliśmy w progu dom, Szczepan – mój mąż był bardzo zaskoczony czemu nie pojechałam do pracy. On sam miał kilkudniowy urlop. Po krótkiej rozmowie o sytuacji Emila, sam zaczął z nim rozmawiać i bardzo szybko złapali świetny kontakt.
Wieczorem, gdy Emil już zasnął, odbyłam z mężem długą rozmowę, która okazała się dla mnie ogromnie zaskakująca. Szczepan zaproponował byśmy zaopiekowali się Emilem o ile nie znajdą się jacyś jego krewni. Nigdy do tej pory nie rozmawialiśmy o drugim dziecku choć nasza córka była już dorosła i wyjechała do Wrocławia na studia. Początkowo wahałam się jak na to zareagować.
– Kochanie, co stoi na przeszkodzie? – zachęcał mój mąż – Mamy duże mieszkanie, dobrze zarabiamy. Możemy pomóc temu chłopcu mieć normalne życie!
W końcu wspólnie podjęliśmy decyzję o przygarnięciu Emila. Jego matka szybko została pozbawiona praw rodzicielskich, a chłopiec jej nawet nie pamiętał gdyż większość życia wychowywała go babcia. Szybko zaaklimatyzował się w naszej rodzinie i stał się jej nieodłączną częścią.



