Katarzyna wracała późno z pracy. Przedzierając się przez chłód listopadowego wieczora, marzyła tylko u dużym kubku gorącej herbaty. Niespodziewanie z zamyślenia wyrwał ją głośny krzyk.
Dobre serce tej trzydziestopięcioletniej kobiety nie pozwalało jej przejść obok tego obojętnie. W końcu komuś mogła dziać się właśnie krzywda.
Rozglądając się dokładnie i szukając źródła dźwięku dostrzegła małą, około pięcioletnią dziewczynkę. Była wyraźnie zagubiona – po policzkach płynęły jej łzy, a znoszone ubrania z pewnością nie zapewniały jej ochrony przed panującym zimnem.
Kobieta bez wahania podeszła do dziewczynki by dowiedzieć się co robi tu sama, a gdy nie uzyskała żadnych odpowiedzi na swoje pytania, postanowiła zabrać dziewczynkę do domu.
Po dotarciu do mieszkania pozwoliła dziecku się wykąpać i przebrać w czyste i suche ale sporo za duże dla niego ubrania. Następnie razem zjadły po dużej porcji domowych pierogów i wypiły rozgrzewającą herbatę.
Wtedy wreszcie mała zguba postanowiła otworzyć się przed swoją wybawicielką. Okazało się, że dziewczynka również nazywa się Kasia i rzeczywiście ma pięć lat. Była sierotą i do niedawna pozostawała pod opieką babci, która jednak zmarła kilka tygodni wcześniej. Od tamtej pory Kasia pozostawała bezdomna.
Katarzyna była zszokowana historią dziewczynki jednak postanowiła odłożyć załatwianie wszelkich spraw do kolejnego dnia, gdy dziecko trochę odpocznie. Wtedy dopiero skontaktowała się z policją, która poinformowała ją, że dziewczynę powinny odebrać pracownice najbliższego domu dziecka.
Kobieta wiedziała, że sierociniec nie jest najlepszym miejscem dla tak wrażliwego dziecka jak mała Kasia. Cały dzień biła się z myślami aż wreszcie postanowiła spróbować postarać się o uzyskanie praw do opieki nad dziewczynką, którą zdążyła już tak polubić.
Na drodze do ich szczęścia stały, oczywiście, biurokracja i mnóstwo dokumentów jednak wreszcie udało się dopiąć wszystko na ostatni guzik i obie Kasie mogły zamieszkać razem.




