Dziadek Michał

– Dobrze, ojcze, wejdź, ten pokój będzie Twój – młody człowiek otworzył drzwi do małego, wąskiego pomieszczenia, które przypominało szafę. Starzec skrzywił się z grymasem i spojrzał błagalnie na syna:

– Nie mogę tego zrobić. Paweł, zabierz mnie z powrotem.

Paweł westchnął ciężko, żal mu było ojca, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak to jest opuścić rodzinny dom, w którym wszystko było tak bliskie jego sercu i wyjechać do obcego miasta, nawet do własnego syna. Ale jego ojciec potrzebował wykwalifikowanej opieki medycznej, a gdzie na wsi można znaleźć taką pomoc?

– Nie martw się, synu, poradzę sobie sam, ręce i nogi mam zdrowe, ale serce… jest złamane od odejścia Wiesławy.

– Ojcze, zrozum, nie mogę Cię zostawić w wiosce. Jak sobie to wyobrażasz? Zwłaszcza, że musisz brać leki co godzinę. Lucyna wzięła urlop, żeby się Tobą zająć.

– Nie potrzebuję Twojej pomocy, wszystko jest tam rodzime: mury, drzewa, ogród, może pójdę za matką…

Wszystkie rozmowy z ojcem kończyły się w ten sam sposób. Całe życie był uparty i nieugięty, ale potem pojawiła się Wiesława.. A teraz… wraz z jej śmiercią było tak, jakby ojciec mentalnie odszedł razem z nią.

Wiesława i Michał byli nad wyraz zgodną parą.

Gdy na ślubie kuzyna zobaczył młodą, piękną, rozchichotaną dziewczynę z długimi, czarnymi jak smoła warkoczami, młody Michał nie potrzebował już nikogo innego. Piękność okazała się być miejską druhną, która przyszła na ślub z młodym mężczyzną.

– Kim jest ta dziewczyna siedząca na prawo od Norberta?

– Kto to jest? Ach, to Wiesława, jego dziewczyna – uśmiechnęła się mama Norberta. – Podoba Ci się?

Michał zarumienił się, a potem skinął głową, spuszczając wzrok na podłogę. Tego wieczoru nie odważył się do niej podejść, czy to z naturalnej skromności, czy też dlatego, że nie była sama. Dzień później wziął bilet na autobus do miasta i ruszył na spotkanie z przeznaczeniem. Nie znał adresu dziewczyny, tylko jej nazwisko i uniwersytet, w którym studiowała. Przez dwa dni stał pod szkołą z bukietem kwiatów, a trzeciego dnia poznał swoją przyszłą żonę.

Przez kilka następnych miesięcy mieszkał w mieście, pracował na budowach i zalecał się do swojej pięknej dziewczyny. Potem oświadczył się jej i młoda para przeniosła się do rodziców Michała na wieś, gdzie kilka lat później urodził się Paweł. W rodzinie nie było więcej dzieci, Wiesława całą matczyną czułość i miłość oddała swojemu jedynemu synowi i ukochanemu mężowi.

Sześć miesięcy temu odeszła po długiej chorobie. Paweł, widząc, że ojciec zaczyna się stopniowo poddawać, zabrał go do miasta, gdzie niedawno zamieszkał ze swoją młodą żoną Lucyną.

***

– Lucyna, jak on się czuje? – Paweł codziennie wracając z pracy pytał prosto z progu.

– Och, nie pytaj, całymi dniami gapi się w sufit albo siedzi przy oknie. Włączam mu stary film, wołam na spacer, przyniosłam z biblioteki cały stos książek… Przyszła pielęgniarka, żeby zrobić mu zastrzyki, ale on nie pije żadnych leków – skarżyła się kobieta.

– Nie martw się, porozmawiam z nim…

Zima minęła, a z pierwszymi wiosennymi kroplami dziadek Michał ożywił się, zaczął wychodzić na ulicę i długo przesiadywał w altance, obserwując maluchy bawiące się na placu zabaw. Lucyna często obserwowała go z okna podczas przygotowywania obiadu. Współczuła staruszkowi, sama nie miała rodziców, a on ostatnio zaczął opowiadać o swoim opuszczonym domu i ogrodzie. Poprosił o powrót do domu. Bardziej niż kiedykolwiek tęsknił za domem.

***

Kobieta miała tego ranka wizytę u lekarza. Pobiegła wcześnie, by być jedną z pierwszych, która wejdzie do środka.

– No cóż, Pani badania wyszły dobrze, wszystko jest w normie.

– Panie doktorze, czy dobrze zrozumiałam, że mimo wszystko będę mogła począć dziecko? – młoda kobieta wyszeptała z niedowierzaniem.

– Nie tylko począć, ale i urodzić – uśmiechnął się lekarz.

– Nie ma Pan pojęcia, jak długo na to czekaliśmy!

Lucyna biegła do domu przez wiosenne kałuże, promieniejąc ze szczęścia! Zatrzymała się przy placu zabaw, jakby zobaczyła siebie z Pawłem i małym chłopcem – ich małym chłopcem! Stała tak przez jakiś czas, zupełnie zapominając, że rano ma przyjść pielęgniarka.

Drzwi były otwarte… Dziadka Michała nie było w domu. Lucyna pospiesznie wyszła na zewnątrz – nikogo nie było, nikogo nie było też w sklepie, tylko sąsiadka, która wpadła na nią na półpiętrze, powiedziała, że zaraz po jej wyjściu z mieszkania dziadek wyszedł w starym płaszczu, z torbą podróżną na plecach…

***

– Dobry rok, dobre zbiory – powiedział ojciec, idąc ścieżką między grządkami. – Szkoda, że nie ma tu mamy, mogłaby zrobić trochę przetworów i byłyby konfitury na całą zimę. Więc, synu, zdecydowałeś się? Wprowadzisz się do mnie? Jak widać, dom jest nadal silny, miejsca wystarczy dla wszystkich. Jest też dla Ciebie praca.

– Ojcze, nie mam nic przeciwko, ale Lucyna…

– Gdzie ona jest? Jesteś tu od trzech miesięcy, żona powinna być z mężem.

Paweł westchnął, wiedział, że trudno będzie jej odejść z pracy.

– Kochanie, co Cię zatrzymuje, wprowadź się tutaj. Mój ojciec i ja naprawiliśmy dom, dach jest szczelny, ogród jest zasadzony, wszystko będzie gotowe do jesieni, brakuje tylko Ciebie.

– Ja wszystko rozumiem, Paweł, ale jeszcze nie mogę. To wszystko, zadzwonię do ciebie jutro wieczorem.

Pod koniec sierpnia, wczesnym rankiem, brama skrzypnęła cicho. Szła ścieżką obok krzewów akacji, starej, opadającej jabłoni przy drewnianej pergoli. Zbliżając się do niego, kobieta pochyliła się i dyszała, delikatnie głaszcząc swój już lekko zaokrąglony brzuch.

– Lucyna! Myślałem, że nie przyjedziesz! – Paweł wybiegł na spotkanie z żoną.

– Głupek! – zaśmiała się kobieta. – Nie mogę się od Ciebie uwolnić.

Nie umknęła mu sylwetka żony i zapłonęła w nim nikła nadzieja.

– Czy to naprawdę zadziałało?

– Tak! Cały czas leżałam w szpitalu, jestem w ciąży, teraz wszystko jest w porządku – powiedziała Lucyna z uśmiechem. – Będziemy mieli chłopca! Nie powiedziałam tego wcześniej, bałam się zepsuć szczęście…

***

Sześć miesięcy później dziadek Michał wziął na ręce swojego pierwszego, długo oczekiwanego wnuka.

Oto on – najdroższy skarb, oto on – mały człowiek, dla którego będzie teraz żył.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 − jeden =

Dziadek Michał