Dominika

– Halo – usłyszałam w słuchawce niepewny kobiecy głos. – Czy pani jest Anną? Matką Stasia?

– Tak.

– Proszę mu powiedzieć, żeby pilnie przyniósł mi zaświadczenie. Wie, że niedługo będę rodzić, bez tego zaświadczenia nie wpuszczą mnie do szpitala położniczego…

– Co?! Jakie zaświadczenie? Jaki szpital położniczy? Kim pani jest?

Potem dowiedziałam się, że dziewczyna ma na imię Dominika, w zeszłym roku chodziła z naszym synem, a teraz spodziewa się jego dziecka. Dominika zapewniła mnie, że nie ma żadnych pretensji do syna, sama zdecydowała się urodzić dziecko i nie oczekuje od niego żadnej pomocy.

– Czekaj, ale to jest pierwszy raz kiedy o Tobie słyszę… w zeszłym roku, kiedy? Staś był poza miastem w lecie.

– Jesienią – odpowiedziała dziewczyna – Proszę nie krzyczeć na niego, to nie jego wina. Prosze mu tylko przypomnieć o zaświadczeniu. Dziękuję.

I rozłączyła się.

Jak tylko mąż się dowiedział, podskoczył i z wściekłością chodził po pokoju.

– Niech się ożeni! Robi dziecko i idzie w krzaki!

– Nie, brakuje mu dwóch lat do dyplomu. On sam jest jeszcze dzieckiem! A ta dziewczyna dopiero co skończyła osiemnaście lat….

Wieczorem syn powiedział mi, że z Dominiką spotykają się dopiero od kilku miesięcy, a ona powiedziała mu o ciąży tuż przed Sylwestrem.

– Niczego jej nie obiecywałem. W ogóle nie rozmawialiśmy o ślubie. Chodziliśmy ze sobą przez jakiś czas, a potem się rozstaliśmy, bez dzieci…

Milczałam, nie wiedząc, co powiedzieć. Co ja i mąż możemy zrobić? Nalegać na ślub? Syn nie kocha tej dziewczyny, a jaki mężczyzna wytrzyma w związku bez miłości, tylko przez dziecko? Wydawało się być proste: młoda para rozwiedzie się, zanim zdążymy spłacić kredyty zaciągnięte na wesele.

– Mamo, zaproponowałem jej aborcję. A ona naprawdę chce mieć dziecko. Co to ma wspólnego ze mną?

– Czy poznałeś jej rodziców? Czy jest ktoś do pomocy przy dziecku?

Okazało się, że jest gorzej niż myślałam. Matka Dominiki jest alkoholiczką. W okresie abstynencji dostała pracę, dobrze się ubierała, zadbała o siebie, zaczęła aktywnie szukać partnera życiowego. I za każdym razem, gdy pojawiał się nowy mężczyzna, ogłaszała, że jest ojcem Dominiki.
Pomyślałam więc, że w ten sposób dziewczyna postanowiła stworzyć sobie nową, miłą rodzinę: męża, dziecko oraz teściową i teścia.
Miała wszystko przemyślane, syn, jak porządny człowiek, pójdzie z nią do Urzędu Stanu Cywilnego, przyprowadzi pannę młodą do swojego domu, wydatki od sukni po stół na przyjęcie pokryjemy oczywiście my.

– Ona w ogóle nie mieszka z mamą. Ma małe mieszkanko, które odziedziczyła po babci. Nie ożenię się z nią.

– Oczywiście, że nie – powiedziałam zmęczona. – Nie zapomnij o jutrzejszym zaświadczeniu. Zabierz go do szpitala położniczego.

***

Minęły dwa miesiące. Dominika nigdy więcej nie zadzwoniła, a my uparcie udawaliśmy, że nic się nie stało. Pewnego dnia mój syn zapytał:

– Mamo, my w ogóle nie włączamy drugiego telewizora…

– Do czego jest Ci potrzebny?

– Chcę to zabrać do Dominiki. Miała stary, ale się zepsuł. Pomogłem jej go wczoraj wyrzucić.

– Dominika?… Czy ona urodziła?

– Tak, chłopiec. Dała mu na imię Daniel.

– Czy on jest do Ciebie podobny?

– Nie jest podobny do nikogo – mały, gruby, łysy, ciągle je i śpi…

Mój syn zabrał mi telewizor i teraz ciągle myślałam o tym dziecku. Tego wieczoru postanowiliśmy z mężem pójść do Dominiki.

– Najwyższy czas – powiedział mój mąż. – Sami sobie poradzą, ale dziecko jest dla nas jak wnuk.

Nie ryzykując niespodzianki zadzwoniłam do Dominiki, była zaskoczona, ale powiedziała, że chętnie nas u siebie przyjmie.

– Czy mogę Wam coś kupić?

– Pieluchy! – powiedziała. – Zawsze jest ich mało i są drogie.

Przed wizytą zatrzymaliśmy się w sklepach, kupiliśmy prezenty dla Dominiki, rzeczy dla dziecka – młoda mama musi się dobrze odżywiać, a w aptece kupiliśmy pieluchy.

Zawahałam się przed wejściem.

– Nic się nie dzieje – uspokajał mnie mąż. – Obejrzymy chłopca, damy prezenty i tyle. To może być nasze pierwsze i ostatnie spotkanie.

Dominika okazała się niską, pulchną dziewczyną o miłej i otwartej aparycji. W kuchni gotowała się woda, a na stole stał talerz ze świeżo upieczonymi naleśnikami.

– Daniel właśnie zasnął – powiedziała cicho. – Chodźmy, pokażę Wam, on się śmiesznie wierci przez sen.

Na widok pulchnego, czerwonobrodego niemowlaka wszystkie wątpliwości natychmiast się rozwiały – to nasz wnuk, był w tym wieku jak mały Staś. Miał ten sam zadarty nos, czerwonawy puch na głowie, wysokie czoło i tak samo śmiesznie poruszał brwiami przez sen.

Przy herbacie Dominika opowiedziała mi o sobie: po szkole pracowała jako fryzjerka.

– Wiesz, ja się nie obrażam na Stasia, jak tylko dowiedziałam się o dziecku, od razu wiedziałam, że je zatrzymam.
Co z tego, że jestem młoda, przynajmniej dziecko będzie miało dobrą matkę. Zaczęłam go kochać, gdy był jeszcze w brzuchu…

– Z czego żyjesz? – zapytałam.

– Dostaję zasiłek na siebie i na dziecko. Nie myśl, że czegoś od Was chcę. Jak syn podrośnie pójdę do pracy, już zapisałam go do przedszkola.

– Mam nawet oszczędności – powiedziała z dumą Dominika. – Oszczędzałam, kiedy pracowałam.

– Ile?

– Trzy tysiące.

I zaraz potem dodała.

– To wózek, który kupiłam. Łóżeczko. Spójrz, wszystko jest nowe!

W tym momencie Daniel krzyknął, a dziewczyna rzuciła się do dziecka, by je uspokoić i nakarmić.
Rozejrzałam się. W pokoju stała skrzypiąca kanapa ze starym prześcieradłem. Na ścianach półki z książkami. Staromodny kredens w rogu. To było chyba z czasów jej babci.

Dominika wróciła z maluchem.

– Pozwól nam pomóc Ci rozpakować torby.

W kuchni nie znaleźliśmy lodówki…

– Nie mam – zakłopotała się dziewczyna. – Ale to nic, jeśli coś się szybko psuje, wystawiam to za okno. Widzicie, jest tam specjalna szuflada…

Pocałowaliśmy naszego wnuka na pożegnanie i kiedy wychodziliśmy z domu, mój mąż zapytał:

– Idziemy do sklepu. Masz przy sobie moją kartę?

Przytaknęłam. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy po nową lodówkę.

Bardzo podobała mi się Dominika: zdeterminowana i zdecydowana. Nie złamała jej ani bieda, ani matka alkoholiczka. Nie wiem, jak potoczy się jej życie, ale bardzo chcę jej pomóc. I być kochającą babcią dla Daniela.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery + czternaście =

Dominika