– Matko, nie będzie żadnej aborcji! Będę miała moje dziecko, nawet jeśli zostanę singielką! – Wanda powiedziała matce bez ogródek.
– Jak zamierzasz żyć? Nawet nie skończyłaś szkoły, masz tylko dziewięć lat edukacji. Nie dostaniesz pracy, a gdzie będziesz mieszkała? Czy przyniesiesz mi dziecko do domu? Kolejne usta do wykarmienia w mojej kuchni? Dziękuję, moja córka wyrosła na pomocnika! – Olga była całkowicie przeciwna ciąży swojej córki.
Nie potrafiła nawet wyobrazić sobie, jak mocno zmieni się ich życie. Wanda ma tylko 17 lat, a już jest w trzecim miesiącu ciąży, co ta dziewczyna sobie myślała?
Wanda usiadła na sofie, wydymając wargi. „Jak ona może mnie nie rozumieć, przecież ja ją kocham. Na pewno się pogodzimy, a ja zamieszkam kiedyś osobno…” – myślała dziewczyna.
Artura poznała pół roku temu, tego dnia obchodzili w mieście Dzień Młodzieży, a chłopak okazał się czyimś znajomym. Krótki i uczuciowy „romans” wydawał się idealny i taki dojrzały. Ich związek można było łatwo prześledzić dzięki statusom na portalach społecznościowych, podobnie jak statusy wielu młodych ludzi. Ciąża była dla Artura raczej niemiłą wiadomością. Jakie dzieci w jego wieku? Miał dopiero 21 lat, przed nim jeszcze długa droga! Wanda wierzyła, że jej ukochany zmieni zdanie i zadzwoni z propozycją małżeństwa. Ludzie jakoś żyją, dlaczego ona ma sobie nie poradzić? Tylko, że minęły już trzy tygodnie, a on nie zadzwonił i usunął ją ze swoich znajomych… taki drań.
Olga była innego zdania. Ona sama wcześnie urodziła Wandę, potem jeszcze trójkę innych dzieci. Nie miała czasu na zdobycie wykształcenia, a wszyscy jej mężowie byli zdrajcami, którzy wybraliby wszystko – butelkę, matkę, inną kobietę – ale nie samą Olgę. Zmuszona była mieszkać w dwupokojowym mieszkaniu z czwórką dzieci i wszystko musiała dźwigać na swoich barkach. Oczywiście, nie mogła zarabiać zbyt wiele, pracując w firmie sprzątającej, więc musiała pracować bez dni wolnych, często w nocy. Wiedziała, że Wanda umawiała się z chłopakami, ale nie miała pojęcia, że aż tak nieodpowiedzialne. Olga zrozumiała, że Wanda przyniesie dziecko do domu (gdzie indziej miałaby się podziać?), co oznaczało, że będzie miała jeszcze jedną osobę do wyżywienia i wychowania. To wymagało tak wiele pieniędzy! Aborcja też nie wchodziła w grę, Olga to rozumiała. Ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było zrujnowanie zdrowia córki.
W pracy podzieliła się swoim problemem z koleżanką, która wysłuchała jej i zaproponowała, aby córka zrezygnowała z dziecka i znalazła dla niego bezdzietne małżeństwo. Olga tylko się roześmiała, bo to tylko w filmach było takie łatwe i proste, w życiu wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane. Już prawie pogodziła się z nadchodzącym cudem, tym bardziej, że gdzie jest czterech, tam jest i pięciu…



