Wydaje mi się, że dawniej każdy chłopiec potrafił zbudować stół, a każda dziewczyna potrafiła ugotować barszcz. Nie tylko dlatego, że uczyli ich ojcowie i matki, ale dlatego, że lekcje gospodarstwa domowego były obowiązkowe w szkołach i uczyły wielu rzeczy, które miały przydać się w życiu każdego człowieka.
Szczerze mówiąc, lekcje te przez jednych są wspominane z ciepłem i czułością, a przez innych z nieukrywaną pogardą.
A nauczyciele byli różni – jedni mieli serdeczne podejście do lekcji, a inni, jak np. robotnicy, którzy wrzeszczeli na chłopców, nie dbali o szkolenie. Miałam osobiście nauczycielkę, sporą kobietę z rozjaśnionymi włosami, która bezlitośnie przyprowadzała na środek klasy dziewczynkę, która nie zdążyła uszyć starannie koszuli nocnej i zawstydzała ją jako leniwca, nazywając paskudnymi słowami.
Robiliśmy też sztuczne kwiaty, które później sprzedawaliśmy. Do dziś pamiętam, jak czasem ktoś stał przed klasą całą lekcję, tylko dlatego, że z niewiadomych przyczyn zapomniał naramienników i fartuszka, które były niezbędne do wykonania kwiatów.
Kiedyś w naszej starej szkole przeciekał dach i ta sama nauczycielka goniła nas w listopadzie po kostki w zimnej wodzie, żebyśmy pozbierali jej drogie cebulki do robienia kwiatów.
Po tym wydarzeniu ja i kilku innych uczniów bardzo zachorowaliśmy. Zwolniono naszą nauczycielkę, przyszła inna i zaczęliśmy się wreszcie uczyć gotować barszcz i robić sałatki.
A nasi chłopcy na 8 marca zachwycili nas deseczkami do rzeźbienia z wypalonymi na nich pękami tulipanów.
I robili stołki, budki dla ptaków, półki i inne artykuły gospodarstwa domowego.
Dziewczynki prosiły też o bycie pomocnicami – tak nauczyłam się trzymać lutownicę i rzeźbić w drewnie.
Później, wraz z przyjściem drugiej nauczycielki, częstowaliśmy chłopców naszymi kulinarnymi „arcydziełami” i było naprawdę ciekawie i zabawnie.
Swoją drogą nadal nie wiem, jak się szyje koszule nocne, ale z łatwością przypominam sobie, jak się robi sztuczne kwiaty. Może te lekcje nie były takie złe…
I jak wyglądały Wasze lekcje?



