Przygarnęłam moją siostrzenicę. Bez dzieci, bez męża, samą zanudzoną do łez. Tak było przyjemniej dla nas obu. Ania postanowiła uczyć się u nas w mieście, trudno jej było prosić matkę o opuszczenie wioski.
Ania i ja mieszkałyśmy razem.. Zawsze pytała mnie o radę i szlochała z powodu nieodwzajemnionej miłości. Ania przejęła pracę w domu, chciała mi się jakoś odwdzięczyć. Zapomniałam, jak to jest tkwić w kuchni. Zawsze czysto, wszystko wyprane i wyprasowane. Zastanawiałam się, skąd pochodzi ta energia. Dałam jej dom w zamian za czas spędzony w szkole, a nie za ciężką pracę. A ona się śmiała, mówiąc, że to nie jest dla niej trudne.
Idylla skończyła się, gdy Ania skończyła studia. Przyjechała po nią matka i zaczęło się, delikatnie mówiąc, wymuszanie. Okazało się, że źle ich zrozumiałam. Nie prosili, żeby Ania została ze mną, prosili, żeby Ania pracowała dla mnie! I jako krewnej dali mi zniżkę! A teraz muszę oddać Ani jej uczciwie zarobione wynagrodzenie za te pięć lat. To aż 50 000 złotych. Miały nawet zeszyty z obliczeniami.
– Podniosłam ceny tam, gdzie były wyższe – inflacja, widzisz – powiedziała jej siostrzenica. – Mam to wszystko zapisane i wyliczone.
Moja siostrzenica wręczyła mi kilka ciężkich zeszytów. Szybko je przejrzałam i szczerze mówiąc, byłam oszołomiona. Przez prawie pięć lat po cichu wszystko zapisywała i wyliczała, nie mogłam wyjść z szoku!
– Ciociu, chciałabym dostać to wszystko na raz. Chcę kupić mieszkanie – skromnie spojrzała na mnie siostrzenica.
Oczywiście, mogę zgodzić się na raty, ale wtedy byłyby odsetki. Nie myśl, że jak jestem z wioski, to jestem głupia, wiem co nieco o bankowości. Sporządzimy umowę, zastawisz mi swoje mieszkanie. Spłacisz je w krótkim czasie! – powiedziała.
Byłam coraz bardziej zszokowana.
– W porządku, zróbmy obliczenia! – wyplułam to z gniewem.
– Pokój w moim mieszkaniu kosztuje 700 złotych miesięcznie. Pomnóżmy, jak długo Ania tu mieszka? Niech będzie, średnio 10 miesięcy w roku, więc to jest 35 tysięcy w sumie. Artykuły spożywcze były moje, to co przysłaliście ze wsi, Ania zjadała sama. Nie będę wyliczała, wezmę minimum socjalne, to około 450 złotych miesięcznie dla osoby dorosłej. Przez te lata, 10 miesięcy w roku, wychodzi do… 22 tysięcy złotych. Łącznie jest to 57 tysięcy. Ile ja Ci tam jestem winna, daj mi swoje wyliczenia! Odejmujemy i wynik jest taki. Wy, moi drodzy krewni, jesteście mi winni trochę więcej niż 7 tysięcy złotych. Zdaję sobie sprawę, że nie macie takich pieniędzy, więc jestem gotowa pójść na całość: wybaczam wam dług, ale w zamian mnie chcę już nigdy więcej oglądać Waszych bezczelnych twarzy! Czy to jasne?
– Powinnaś była wynegocjować czynsz w pierwszej kolejności! – moja siostra tupnęła nogą.
– Tak? A mówiłaś mi, że Twoja córka przychodzi do mnie jako sprzątaczka za pensję? Nie wpuszczę jej na próg, niech wynajmuje – sprzeciwiłam się.
– Ostrzegałam Cię! Mówiłam ci, że Ania Ci pomoże, a Ty będziesz dłużnikiem! I nie mów, że nigdy nie rozmawiałyśmy o tym!
– To wszystko, koniec przedstawienia. Wynoście się stąd, obie! – wskazałam palcem na drzwi.
Chyba już nie będę rozmawiała z siostrą i siostrzenicą. Są sprytne jak diabli, chcą żyć swobodnie i chcą zarobić trochę pieniędzy. One nie są głupie, to pewne!



