Tymi słowami zwrócił się do mnie około siedmioletni chłopiec gdy jadłam śniadanie w kawiarni. Po jego ubraniu i wyglądzie od razu było widać, że ma problem z pieniędzmi. Nigdy wcześniej nikt nie poprosił mnie w takiej sytuacji o pomoc, a w dodatku ten chłopiec nie prosił o pieniądze tylko o jedzenie.
– A może chciałbyś zjeść naleśniki? Mogłabym Ci zamówić. – zaproponowałam
Chłopiec chętnie skinął głową ale po chwili dodał zawstydzony:
– A mógłbym potem zabrać kilka do domu? Moja młodsza siostra też pewnie jest głodna.
– Oczywiście, że możesz! – odparłam od razu i zamówiłam podwójną porcję by chłopiec mógł się najeść, bez obaw, że zabraknie dla jego siostry
Gdy zamówienie zostało przyniesione do stolika, dziecko od razu zaczęło jeść. Postanowiłam poczekać aż skończy i dopiero potem kontynuowałam „przesłuchanie”:
– Gdzie są teraz Twoi rodzice? Z kim mieszkasz?
– Mieszkam z moją babcią Zosią ale ona ma bardzo mało pieniędzy więc czasem jesteśmy głodni. Nie znam mojego taty, a mama odeszła gdy urodziła się Asia. Babcia Zosia nie chciała nam powiedzieć gdzie poszła.
– Chodzisz do szkoły? – pytałam dalej
– Jeszcze nie. Może pójdę w przyszłym roku gdy babcia znajdzie jakieś dokumenty bo podobno się zgubiły. A Asia w ogóle nie ma dokumentów bo mama urodziła ją w domu. W łazience. Widziałem to i słyszałem jak głośno mama wtedy krzyczała.
Włosy zjeżyły mi się na głowie. Nie mogłam uwierzyć, że ta historia jest prawdziwa. Zapytałam chłopca, który w końcu wyjawił mi, że ma na imię Oskar, czy zabierze mnie do swojego domu żebym mogła poznać Asię. Zgodził się ale najpierw zapakował w serwetkę pozostałe naleśniki, które chciał dać siostrze.
Weszłam do mieszkania, które okazało się małą, brudną i biedną kawalerką. Na łóżku leżała Pani Zofia, była wyraźnie chora, a u jej stóp bawiło się dwuletnie dziecko – zapewne Asia. W pomieszczeniu nie zauważyłam żadnych zabawek.
– Dzień dobry, czy źle się Pani czuje? Wszystko w porządku? – zapytałam niepewnie
– Nie, chyba jestem chora. Potrzebuję lekarza ale kto wtedy zajmie się moimi wnukami? – zapłakała starsza kobieta
– Ja się nimi zajmę, niech się Pani nie martwi. – powiedziałam uspokajająco i postanowiłam zadzwonić na pogotowie
Karetka zabrała Panią Zofię do szpitala, a ja postanowiłam zabrać dzieci do domu. Nie wiedziałam co robić dalej ale chciałam pomóc tej rodzinie. Moja czternastoletnia córka szybko odnalazła się w roli starszej siostry, a ja polubiłam Oskara i Asię.
Jakiś czas wcześniej rozstałam się z mężem ale nie zdążyliśmy się rozwieźć więc poprosiłam go o pomoc w trakcie adopcji. Na szczęście zgodził się i udało mi się zdobyć prawa do opieki nad dziećmi. Pani Zofia trafiła z kolei do domu opieki w którym mogła uzyskać profesjonalną pomoc. Bardzo często odwiedzamy ją z Asią i Oskarem.



