Moja młodsza siostra Ala nigdy nie była zbyt mądra. W szkole uczyła się bardzo źle, matka wstydziła pojawiać się na zebraniach rodziców, bo inni plotkowali o wynikach jej córki.
Ala też nigdy nie pomagała w domu. Nie można było jej zmusić do zmywania talerza, nie mówiąc już o brudnej podłodze czy wypielęgnowaniu ogródka warzywnego.
Często słyszałam, jak mama płacze przed świętymi obrazami, szepcząc modlitwy i imię swojej najmłodszej córki. Z Bożą pomocą Ala ukończyła gimnazjum i dostała się do szkoły zawodowej jako sprzedawca. Ale nawet tutaj nie chciała się uczyć, opuszczała zajęcia, nie wykonywała zadań. Mama i ja nie miałyśmy pojęcia co zrobić.
Ala dorastała jeszcze bardziej bez ścisłej kontroli – poznała alkohol i zaczęła zadawać się z chłopakami. Kilka miesięcy przed siedemnastymi urodzinami siostra powiedziała nam, że spodziewa się dziecka.
Mama zaczęła płakać, a ja, nie mogąc tego znieść, krzyczałam na Alę. Nie było wyjścia, ojciec dziecka albo uciekł, albo nie został zidentyfikowany przez nią, więc zaczęłyśmy razem wychowywać naszego siostrzeńca. Nazwałyśmy go Stefan.
Ala nieustannie próbowała unikać własnego syna, ale moja matka i ja, zdając sobie sprawę z naszego błędu, trzymałyśmy nad nią dyscyplinę. Siostra wychodziła bez dziecka tylko do szkoły, a o jej nieobecnościach dowiadywałyśmy się od razu, gdyż przekazałyśmy nasze kontakty całemu zespołowi pedagogicznemu szkoły i natychmiast nas o wszystkim informowano.
Ala skończyła szkołę i dostała zawód. Mama załatwiła jej pracę w sklepie z pieczywem, wszystko wydawało się układać coraz lepiej. Ale wkrótce moja siostra zaskoczyła nas wiadomością: wychodzi za mąż.
Mężczyzna, którego Ala przyprowadziła do nas, od razu nam się nie spodobał. Był trzeźwy, ale wyglądał jak alkoholik. Siostra podjęła jednak decyzję.
Po ślubie młodzi zabrali dziecko ze sobą. Zarówno moja matka, jak i ja martwiłyśmy się, jak nasza Ala, która nie była przystosowana do życia, poradzi sobie z rolą żony i matki. Długo nie mogłyśmy znieść niewiadomej, za dziesięć dni pojechałyśmy odwiedzić nowożeńców.
O dziwo wszystko było w porządku, poza tym, że miałyśmy dobre przypuszczenia co do męża Ali. Żyli razem przez dwa lata, aż urodziła się córka Marzena.
Stefan miał już prawie cztery lata, kiedy nagle przyszedł do nas sam. Zadzwonił dzwonek, otworzyłam i zobaczyłam mojego siostrzeńca. Byłam oszołomiona – jak takie małe dziecko zapamiętało drogę i przeszło przez kilka ulic? Ale Stefan nie miał czasu na wyjaśnienia, powiedział mi z poważną miną:
– Ciociu ukryj mnie, nie chcę iść do domu dziecka!
– Oczywiście, mój drogi, wejdź, nikomu Cię nie oddam…
Nakarmiłam Stefana, położyłam go na sofie, przytuliłam i zaczęłam pytać, co się stało.
– Przyszły do nas dwie dorosłe panie, odebrały mamie Marzenkę, a ja pod drzwiami usłyszałem, że mnie też chcą zabrać i uciekłem.
Co Ala zrobiła tym razem, że wzbudziło to zainteresowanie opieki społecznej? Zostawiłam Stefana z mamą i sama poszłam dowiedzieć się, co się stało. Nie, nie poszłam do siostry, postanowiłam dowiedzieć się wszystkiego bezpośrednio w opiece.
Okazało się, że sam mąż Ali używa i sprzedaje narkotyki, a ostatnio zaczął też podawać je żonie. Trafiła do szpitala z przedawkowania, więc wszystko zostało ujawnione.
Mężczyzna został umieszczony w areszcie śledczym, postanowiono zabrać mu dzieci na trzy miesiące.
Oto historia!
W rezultacie moja siostra nigdy nie zmieniła swojego życia… Razem z matką wysłaliśmy ją do specjalistycznego szpitala na długotrwałe leczenie uzależnienia. Wzięłam siostrzeńców do siebie, nie zgodzę się na sierociniec dla nich. A ich ojciec przebywa obecnie w więzieniu.



