Niedawno kupiłam dom na wsi.
Jestem zmęczona zgiełkiem miasta. Mam 50 lat. Postanowiłam sprzedać mieszkanie i przenieść się na wieś.
Nie, nie zamierzam niczego uprawiać. Chciałam tylko trochę spokoju i ciszy. Wyjść rano na podwórko, odpoczywać na krześle z poduszką lub leżeć na hamaku, nie myśleć o niczym. Po prostu cieszyć się życiem.
Myślałam, że to będzie tak wyglądało.
Objechałam kilka wiosek i oglądałam w nich domy. Spośród wszystkich wybrałam tylko jeden.
Największym problemem okazali się sąsiedzi. To była po prostu zmora.
Wychodzę na swoje podwórko dzień po zakupie i widzę taki obraz: babcia zaczyna wieszać pranie na płocie między naszymi domami.
Podchodzę do niej i mówię:
– Przepraszam, ale wieszanie prania na naszym wspólnym płocie nie jest kulturalne.
Co więcej, w tym miejscu zainstalowałam hamak i postawiłam grilla. Chciałabym trochę spokoju i prywatności.
Na co ta odpowiada swoim słodkim głosem:
– I myślisz, że lubię patrzeć, jak leżysz tu na hamaku i jesz mięso? Jeśli nie chcesz, żebym się tu kręciła, możesz codziennie kupować ode mnie mleko i kurze jajka.
Czy wyobrażacie sobie taki szantaż? Babcia wygląda na miłą i niekonfliktową, ale w głębi serca jest odwrotnie…
Próbowałam z nią rozmawiać, ale to nic nie dało. Jak tylko wychodzę na podwórko i widzę, że jej i jej prania już nie ma, siadam na hamaku.
Pięć minut później pojawia się babcia i rozwiesza przede mną swoje pranie albo zaczyna rozrzucać obornik.
Trudno w to uwierzyć, ale dopięła swego. Muszę kupować zarówno mleko, jak i kurze jaja. Taki właśnie biznes założyła moja sąsiadka.
Ilość mleka i jajek jest dla mnie zbyt duża. Już zaczęłam rozdawać je za darmo w wiosce.
Nie wiem, jak walczyć z tą babcią.



