Drzwi naszego domu będą zawsze zamknięte dla krewnych.

– Jedz, mówię! – Maria krzyknęła na swoją pięcioletnią wnuczkę.

– Babciu, ja nie chcę – odpowiedziała Marzenka ze łzami w oczach – kawior jest z małych rybek, szkoda mi ich.

Bezkompromisowa Maria, nie słuchając dziewczyny, nałożyła jej na talerz jeszcze kilka kanapek z kawiorem:

– Jedz!

Urodziny były w pełnym rozkwicie: Elżbieta, najmłodsza córka Marii, skończyła 25 lat. Solenizantka tańczyła z mężem przy zazdrosnych spojrzeniach ubogich krewnych, którzy zgryźliwym szeptem dyskutowali przy stole:

– Słoik! Słoik kawioru! Można go jeść łyżką!

– Patrz, tak, słoik. I jeszcze na kanapkach!

– Czego chcesz? Jej mąż pracuje na północy, więc przywozi te, jak to nazwać, podróbki.

Muzyka ucichła, rozległy się oklaski, a Elżbieta wróciła do stolika.

– Przynieś więcej kanapek z kawiorem – rozkazała Maria. – Marzenka bardzo je polubiła.

Kobieta patrzyła z powątpiewaniem na zapłakaną siostrzenicę, która miała na talerzu trzy kanapki: dwie całe, jedną nadgryzioną.

– Maria ma rację: weź kawior! Nie bądź chciwa, przynieś więcej! – jeden z gości podekscytował się.

Kobieta patrzyła na męża bezradnie:

– Zaraz wszystko będzie! – jej mąż, który pracuje na północy obiecał i poszedł do kuchni.

– Jedz! Twoja matka wyszła za mąż za byle kogo, podziękuj ciotce za to, że raz w roku masz porządny posiłek! – Maria znów zaczepiała wnuczkę.

Połykając łzy, Marzenka wzięła drugi kęs swojej kanapki.

– Mamo, dlaczego się znęcasz nad wnuczką?! Widać, że nie ma ochoty na kanapki z kawiorem – interweniowała najstarsza córka Marii, Iwona, matka dziewczynki. – Przyznaj się, że robisz to wciąż ze złości na mojego męża.

– Nie ma potrzeby mówić o Twoim mężu! Ma biedę wypisaną na czole! – ripostuje emerytka i kiwa głową w stronę starszego zięcia: obiekt dyskusji wypił za jednym zamachem dwieście gramów gorącego napoju, wziął z talerza córki kanapkę, połknął ją na raz i głośno beknął.

Ogromny półmisek kanapek został przywitany owacją na stojąco:

– Och, więcej kawioru!

W mgnieniu oka półmisek był pusty. Widok żujących desperacko krewnych przyprawił Elżbietę o dreszcze: pełne usta, mlaskanie, jedzenie w szaleństwie. Sałatki stały nietknięte. Nikt nie chce niczego gorącego. Ale słoik z kawiorem nie daje im spokoju: Elżbieta ma wrażenie, że dopóki słoik nie będzie pusty, goście nie spróbują niczego poza kanapkami.

Solenizantka nie pomyliła się: goście zaczęli wychodzić dopiero wtedy, gdy jej mąż przyniósł z kuchni pusty litrowy słoik kawioru. Jedzenie, które nie zostało zjedzone w ciągu wieczoru, zostało starannie zapakowane do przyniesionych przez Marię worków i schowane.

Zamykając drzwi za swoimi bliskimi, Elżbieta przytuliła się do męża i westchnęła z ulgą:

– Dobrze, że następna rocznica jest za pięć lat! Zjedli cały kawior!

– Być może miałaś rację, odmawiając im zaproszenia: przyjazd Twojej rodziny jest jak plaga szarańczy i huragan w jednym. Idź do łóżka. Sam posprzątam ze stołu.

– Czy to wszystko?

– Nie. Przysięgam, że od tej pory drzwi naszego domu będą zawsze zamknięte dla Twoich krewnych.

– Jak dobrze to słyszeć – pocałowała męża w nos i położyła się do łóżka.

Elżbieta zaczynała już zasypiać, gdy usłyszała, jak mąż ją beszta:

– Ukradli też łyżki! Co to za ludzie? Nigdy więcej nie wpuszczę ich za swój próg!

Uśmiechnęła się, ciesząc się, że jej bliscy nie zmienili swoich przyzwyczajeń i zasnęła w przekonaniu, że jej dom jest jej twierdzą i od tej pory żadna szarańcza nie będzie miała tu wstępu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × cztery =

Drzwi naszego domu będą zawsze zamknięte dla krewnych.