– To hańba! To jest niespotykane! – ojciec miotał się po pokoju, wymachiwał rękami i chwytał się za włosy. – Jak to się mogło stać? Jezu, Paulina, jak mogłaś? Nigdy wcześniej nie było czegoś takiego w naszej rodzinie!
Usiadłam na kanapie z rękami na kolanach i spuszczoną głową. Mama była zagubiona, ze wzrokiem skierowanym na tatę i milczała.
– Musiałam zdecydować, co robić!
– Co mogłaś zrobić? – podniósł głos. – Zgodziłbym się na aborcję, od razu Ci powiedziałem, a teraz to już za późno, to już trzy miesiące…
Tata zapadł się w fotelu.
– Paulino, czy ty w ogóle masz pojęcie, co robisz ze swoim życiem? Skończyłaś dopiero osiemnaście lat… możesz mi chociaż powiedzieć, kim on jest?
Potrząsnęłam głową. Sama chciałam zapomnieć nazwisko ojca nienarodzonego dziecka. Wszystko wyszło przypadkowo na imprezie urodzinowej mojej przyjaciółki, a ja nie chciałam przeżywać tego od nowa.
W tym momencie weszła moja starsza siostra Anna.
Matka powiedziała do niej:
– Spójrz na siostrę, siedzi tam i nic nie mówi. Gdyby powiedziała coś wcześniej, moglibyśmy wykonać aborcję. Mam koleżankę z klasy, która pracuje w przychodni…
– Zaczekaj, mamo. – Anna zatrzymała ją. – Chodźmy na spacer, Paulina. Pogoda jest ładna…
Szłyśmy powoli przez nasz stary park, Anna tylko spojrzała na mnie bokiem, po czym westchnęła i powiedziała:
– Nie będę owijała w bawełnę. Wiesz, że Piotr i ja nie mamy dziecka, mimo, że jesteśmy małżeństwem od czterech lat… Urodzisz swoje dziecko i oddasz je nam. Jesteś jeszcze młoda… masz osiemnaście lat. Musisz jeszcze skończyć studia, za wcześnie na macierzyństwo…
– Anna, jak to? – zszokowały mnie jej słowa. – To moje dziecko, jak mogę Ci je oddać?
– Bardzo prosto! – odpowiedziała z pasją moja siostra. – Wiesz, nasza mama ma wszędzie znajomości, pomoże nam zarejestrować dziecko na mnie, tak jakbym ja je urodziła! Będziesz często odwiedzać dziecko i nazwiesz je jak chcesz. Tylko, Ty będziesz jego ciocią, a ja mamą.
Milczałam. Przez głowę przelatywały mi obrazy – ja szłam na studia z dzieckiem na rękach, wszystkie koleżanki biegały do klubów, kina, kawiarni, a ja siedziałam w domu z niemowlakiem. Wszystkie dziewczyny będą pannami młodymi, a ja miałam dziecko, kto mnie zechce…
– Zrobimy wszystko po cichu – mówiła dalej moja siostra. – Pojedziesz do babci, a potem mama wszystko załatwi. Będziesz miała jeszcze młodość.
Jej słowa otuliły mnie mgłą i wkrótce przestało mnie obchodzić, co się ze mną stanie.
– Dobrze – usłyszałam swój głos.
– Dobra dziewczynka! – Anna pisnęła. – Tak bardzo chcę mieć dziecko, nawet sobie nie wyobrażasz! Mam teraz dwadzieścia osiem lat, nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała swoje… Nieważne czy chłopiec, czy dziewczynka, nie obce, nie z sierocińca…
W końcu czerwca zostałam wywieziona na wieś. Nikt nic nie zauważył, ledwo przytyłam, a luźne ubrania praktycznie ukryły mój brzuch.
W październiku urodził się Rafałek. Wioska babci w rzeczywistości była dość duża z dobrym szpitalem. Poród przebiegł bezproblemowo mimo moich obaw. Trzeciego dnia mój syn został zabrany przez moją siostrę i jej męża, a mnie założono ciasny opatrunek na brzuch i wypisano.
– Nie płacz Paulinko, nie płacz – uspokajała mnie babcia. – Masz całe życie przed sobą, zdobędziesz wykształcenie, znajdziesz miłość i będziesz miała dzieci. Dobrze, że zostawiłaś swoje dziecko w rodzinie, a nie w sierocińcu, jak wielu…
– Jaka rodzina, babciu? Moja siostra ma własną rodzinę, kim ja jestem teraz dla syna? Jakąś ciotką…
– Musisz się z tym pogodzić, Paulinko, to jedyna droga. Nikt nie wie, co się kiedyś stanie. Może teraz Anna będzie mogła sama urodzić, a Ty dostaniesz swojego syna…
Wróciłam do miasta i złożyłam dokumenty na studia. Dostałam się i zaczęłam studiować, ale zawsze czułam się tak, jakby wyrwano mi kawałek mnie.
Moja siostra i jej mąż byli wreszcie szczęśliwi, starałam się odwiedzać ich jak najczęściej, kiedy tylko mogłam widywałam się z synem.
Nie było większej radości niż obserwowanie, jak dorasta, jak miękkie kosmyki zostają zastąpione blond, niesfornymi, tak jak moje, jak białe są jego pierwsze zęby…
W międzyczasie skończyłam studia, umawiałam się z jednym i drugim facetem, ale nikt nie zdobył mojego serca. Pewnie dlatego, że moje serce i dusza były wypełnione Rafałkiem.
Kiedy odwiedzałam siostrę i bawiłam się z dzieckiem, wszystko we mnie wywracało się do góry nogami. Mój syn wyciągał ręce i powiedział do mnie Paula zamiast mama. A potem zaczął mówić ciocia Paula…
I wtedy moja siostra zaczęła patrzeć na mnie z pewnym niepokojem.
– Paulina, muszę Ci coś powiedzieć – jakoś zaczęła rozmowę. – Piotrek, Rafałek i ja wyjeżdżamy za granicę. Mój mąż dostał tam świetną pracę, jedziemy na trzy lata, a potem zobaczymy.
– A co ze mną? Co się ze mną stanie?
– A Ty… stopniowo ustatkujesz się, wyjdziesz za mąż i urodzisz dziecko.
Odwróciła się, a potem spojrzała na mnie kłującymi oczami.
– Myślisz, że nie widzę, jak bardzo jesteś przywiązana do syna? Nie, siostro, to niepotrzebne. Łamiesz sobie serce i boję się, że zrobisz coś głupiego.
Płakałam… za trzy lata zupełnie o mnie zapomni.
Siostra wzięła mnie za ramiona i wpatrywała się we mnie intensywnie, jakby mnie hipnotyzując:
– Bez histerii, to nic nie da. Mamy już bilety w ręku, za miesiąc nas tu nie będzie. A Ty spróbuj się uspokoić i zrozumieć, że tak będzie lepiej dla wszystkich…
Ale nie dla wszystkich było lepiej. Dwa tygodnie przed wyjazdem moja siostra i jej mąż mieli wypadek i jakimś cudem mój syn został z mamą, choć mieli jechać z nim. Lekarze długo walczyli o życie Anny i Piotra, ale niestety… straciłam siostrę.
Mama i tata postarzeli się o dwadzieścia lat w ciągu jednego dnia. Jak przetrwaliśmy te dni, nie wiem, zależało mi tylko na tym, żeby mama i tata się nie załamali.
I wtedy cały mój czas od rana do nocy należał do mojego syna. Czułam, że to ja jestem winna temu, co się stało, nie chcąc z całego serca rozstać się z synem.
– Nie obwiniaj się – babcia głaskała mnie po głowie. To było przeznaczenie… Nie uważam, że to Twoja wina, każdy chciał jak najlepiej. Nie chciałaś dokonać aborcji, a Anna postanowiła ułatwić Ci życie i zabrać kawałek szczęścia dla siebie. A teraz los postawił wszystko na swoim miejscu…
Ustalenie praw rodzicielskich przebiegło sprawnie dzięki mojej matce i jej znajomościom. Teraz jestem uważana za prawnego opiekuna mojego syna i mam nadzieję, że w końcu go zaadoptuję. Kilka miesięcy później zaczął nazywać mnie mamą.
Czy jestem szczęśliwa? Nie wiem, tak bardzo chciałam być mamą Rafałka, ale nie za taką cenę…



