Pokłóciliśmy się trzy tygodnie temu, pozornie o drobnostkę – nieumyte naczynia i obiad. W pracy miałam urwanie głowy, musiałam zostać po godzinach i po prostu nie miałam czasu się ze wszystkim uporać. Wróciłam do domu kompletnie wyczerpana. Musiałam zrobić jeszcze zakupy, więc byłam wykończona, a w domu czekał na mnie taki widok – dzieci się bawiły, a mąż siedział przed telewizorem i oglądał kolejny mecz piłki nożnej.
Kiedy zapytałam, dlaczego mi nie pomógł, nie wziął ode mnie toreb pełnych zakupów, on tylko nerwowo wzruszył ramionami i powiedział: „Daj mi spokój, nie przeszkadzaj”. Musiałam zadowolić się jego odpowiedzią, umyć naczynia i ugotować obiad. Postanowiłam, że ugotuję ziemniaki i zjemy je ze wczorajszymi kotletami, bo jeszcze ich trochę zostało. Dzieciom podobał się taki obiad, ale mąż protestował i krzyczał, że chce świeży obiad, a nie znowu coś wczorajszego.
Słowo po słowie doszło do potyczki, w której mąż wyrzucił mi, że w ogóle nie dbam o niego i jego zdrowie. Było to dla mnie duże zaskoczenie i powiedziałam, aby w takim razie sam dbał o siebie, skoro ja robię to źle.
Mieszkanie w całości należało do mnie i nie musiałam się martwić, że w czasie rozwodu będę musiała je dzielić. Mąż wtedy się zreflektował, bo wiedział, że musiałby w tej sytuacji jako prawie czterdziestolatek wrócić do rodziców. Mimo tego i tak wciąż jest obrażony na mnie, nie odzywa się do mnie i żyjemy jak jacyś współlokatorzy, obok siebie.
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu mój mąż okazał się bardzo dobrą „gospodynią domową” – świetnie dla siebie gotuje, rozsiewając aromaty po całym mieszkaniu, ale gotuje tylko dla siebie, nie opiekuje się nawet dziećmi. Doskonale też pierze i prasuje swoje ubrania, jednym słowem jest w stanie sam sobie poradzić. Ze zdziwieniem patrzą na to, co się dzieje, a to już trwa dłużej niż dzień lub dwa. Starszy syn pyta czasem ze zdziwieniem, dlaczego tata tak się zachowuje, a ja co mogę odpowiedzieć?
To wszystko jednak nie może trwać wiecznie i jeśli mąż się nie opamięta, w końcu wyrzucę go w z domu i złożę wniosek o rozwód. Bo co innego mogę zrobić?



